Dobrze się stało, że te proste prawdy zostały przywołane właśnie w tej sprawie, która w trybunalskiej zamrażarce czekała ponad trzy lata.

Reklama

Czy to znaczy, że teraz każda publikacja ma gwarancję ukazania się na rynku prasowym czy antenie radiowo-telewizyjnej? Niestety tak daleko sędziowie w swych rozważaniach się nie posunęli. Całkowita rezygnacja z prawa do sądowego zakazu publikacji, jako zabezpieczenie przyszłych roszczeń osób pokrzywdzonych publikacją, okazała się postulatem zbyt radykalnym.

Zresztą nie taki był cel skargi rzecznika praw obywatelskich. O wprowadzenie takiego zakazu nie dopomina się także orzecznictwo Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Raczej z roku na rok sędziowie w Strasburgu zaostrzają kryteria stosowania zakazu publikacji, pozostawiając jednak furteczkę na przypadki zupełnie wyjątkowe.

I tak na przykład w sprawie Wabl przeciwko Austrii utrzymali zakaz posługiwania się przez polityka Partii Zielonych zwrotem „nazistowskie dziennikarstwo”, którego polityk ów używał do austriackiego tabloidu. Sądowy zakaz publikacji ma szansę utrzymać się w Strasburgu, gdy służy ochronie ważnego dobra, sformułowany jest precyzyjnie, a poza tym nie pozbawia możliwości zabierania głosu w sprawie, która cieszy się publicznym zainteresowaniem.

Są jednak kraje, których konstytucje wyraźnie zabraniają prewencyjnej kontroli publikacji, i to zarówno administracyjnej, jak i sądowej. Takie rozwiązania przyjęła Szwecja, a także Włochy i Hiszpania. Nasza konstytucja wprawdzie zakazuje kontroli prewencyjnej, problem jednak w tym, że nie precyzuje, co należy rozumieć przez cenzurę prewencyjną.

Tak w każdym razie twierdzą konstytucjonaliści. Sędziowie TK nie przecięli tego sporu. W pewnym sensie wykorzystali go nawet w swojej argumentacji. Ich zdaniem sam prewencyjny zakaz publikacji nie jest sprzeczny z konstytucją. Niedopuszczalnym mankamentem przepisów o sądowym zakazie publikacji jest natomiast brak ram czasowych określających, jak długo zakaz sądowy ma obowiązywać. Pewnie dobre i to.

To ważna wskazówka dla naszego ustawodawcy. Choć wskazówki sędziów Trybunału w Strasburgu idą niekiedy o krok dalej. Jeden z sędziów sformułował to nawet bardzo kategorycznie: każde wstrzymanie publikacji jest formą cenzury, której tolerować nie można. Niestety było to tylko zdanie odrębne sędziego, który został przegłosowany. W naszym trybunale w sprawie cenzury prewencyjnej zdań odrębnych nie było.