Beata Sawicka, była posłanka PO, którą CBA zatrzymało podczas wręczenia łapówki, ściągnęła na siebie uwagę funkcjonariuszy, gdy chwaliła się swoimi wpływami - pisze DZIENNIK.
To sytuacja podobna do zatrzymania trzy miesiące temu Piotra R., współpracownika Andrzeja Leppera, który też przechwalał się swoimi koneksjami.
Według ustaleń DZIENNIKA, CBA zwróciło uwagę na Sawicką, bo zbyt często opowiadała o swoich wpływach i znajomościach. Na początku roku, gdy uczestniczyła w kursie dla członków rad nadzorczych, poznała mężczyznę podającego się za biznesmena. Prawdopodobnie był to funkcjonariusz CBA. Miał ją prosić o pomoc w kontakcie z lokalną władzą na Helu.
"Prezentowała się jak osoba, która ma szerokie dojścia" - powiedział jeden z lobbystów, który poznał w tamtym czasie posłankę. CBA odmawia odpowiedzi, czy rzeczywiście Sawicką zgubił jej własny długi język.
"W kodeksie karnym przestępstwem jest też powoływanie się na wpływy, bo może to być traktowane jako deklarowanie usiłowania popełnienia przestępstwa" - mówi DZIENNIKOWI Zbigniew Wassermann, koordynator ds. służb specjalnych. To najbardziej konkretna wypowiedź Wassermanna na ten temat.
Minister twierdzi, że o akcji dowiedział się niedawno, a w szczegóły operacji "nie wnikał z uwagi na niebezpieczeństwo przecieków". "Nie powinno być wątpliwości co do zasadności rozpoczęcia całej akcji" - dodaje i przypomina, że CBA ma prawo zastosować kontrolowane wręczenie łapówki: "Prowokacja jest instytucją przewidzianą w ustawie, to nie jest nic nienaturalnego, problem w tym, jak jest przeprowadzana" - mówi minister.
Wątpliwości ma jednak Julia Pitera z PO: "Na swoje wpływy powołuje się 90 proc. Polaków, często nic to jednak nie znaczy. Sama miałam sytuację, że ktoś powołując się na moje nazwisko, zarabiał potężne pieniądze. I choć sprawę pokazano w telewizji, do dziś nikt mnie nawet nie przesłuchał" - zastanawia się liderka PO.
Według ustaleń DZIENNIKA, CBA zwróciło uwagę na Sawicką, bo zbyt często opowiadała o swoich wpływach i znajomościach. Na początku roku, gdy uczestniczyła w kursie dla członków rad nadzorczych, poznała mężczyznę podającego się za biznesmena. Prawdopodobnie był to funkcjonariusz CBA. Miał ją prosić o pomoc w kontakcie z lokalną władzą na Helu.
"Prezentowała się jak osoba, która ma szerokie dojścia" - powiedział jeden z lobbystów, który poznał w tamtym czasie posłankę. CBA odmawia odpowiedzi, czy rzeczywiście Sawicką zgubił jej własny długi język.
"W kodeksie karnym przestępstwem jest też powoływanie się na wpływy, bo może to być traktowane jako deklarowanie usiłowania popełnienia przestępstwa" - mówi DZIENNIKOWI Zbigniew Wassermann, koordynator ds. służb specjalnych. To najbardziej konkretna wypowiedź Wassermanna na ten temat.
Minister twierdzi, że o akcji dowiedział się niedawno, a w szczegóły operacji "nie wnikał z uwagi na niebezpieczeństwo przecieków". "Nie powinno być wątpliwości co do zasadności rozpoczęcia całej akcji" - dodaje i przypomina, że CBA ma prawo zastosować kontrolowane wręczenie łapówki: "Prowokacja jest instytucją przewidzianą w ustawie, to nie jest nic nienaturalnego, problem w tym, jak jest przeprowadzana" - mówi minister.
Wątpliwości ma jednak Julia Pitera z PO: "Na swoje wpływy powołuje się 90 proc. Polaków, często nic to jednak nie znaczy. Sama miałam sytuację, że ktoś powołując się na moje nazwisko, zarabiał potężne pieniądze. I choć sprawę pokazano w telewizji, do dziś nikt mnie nawet nie przesłuchał" - zastanawia się liderka PO.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl