Dziennik Gazeta Prawana logo

Rybiński: Mostek cielęcy

18 listopada 2007, 14:44
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kiedy byłem małym dzieckiem - stare konie też kiedyś łaziły w krótkich majtkach i na żądanie pokazywały, jak krówka robi i same też tak robiły - rodzice zabrali mnie do restauracji i pozwolili wybrać sobie obiad z karty. Były tam potrawy o bardzo tajemniczych nazwach, ale mnie uwiódł mostek cielęcy - pisze felietonista DZIENNIKA, Maciej Rybiński.

Wyobrażałem sobie, że będzie to miniatura mostu Poniatowskiego skonstruowana ze sznycli i zrazów. Architektoniczna poezja na talerzu. Coś niezwykłego, co na zawsze odmieni moje życie, oparte dotąd na szpinaku i kaszce mannie na mleku. Rozczarowanie pamiętam do dziś. Podano mi trochę kości przerośniętych łykowatym mięsem. To nie przypominało nawet kładki z parku Paderewskiego.

Nic mostowego, nadrzecznego i tajemniczego. Czysta proza, którą w dodatku trzeba było zjeść bez grymasów. W końcu trafiła na talerz z wolnego wyboru. To była moja pierwsza, a w każdym razie pierwsza zapamiętana lekcja o różnicach pomiędzy językiem i rzeczywistością, kartą i talerzem.

Największym niebezpieczeństwem, jakie grozi zwycięskiemu Donaldowi Tuskowi, są nadzieje rozbudzone w społeczeństwie przez Platformę Obywatelską. Ogromnie jest w programowych obietnicach wiele mostków cielęcych. Likwidacja bezrobocia, sprowadzenie z powrotem do kraju emigrantów zarobkowych, obniżenie podatków, podniesienie płac i emerytur.

To jest jedna kategoria, pragmatyczna, ale podlegająca wszakże zasadzie, którą bardzo ładnie określają Niemcy: normatywna władza faktów. W rezultacie trzeba wybierać, czy likwidować bezrobocie, czy wzywać emigrantów do masowego powrotu, obniżać podatki czy podnosić płace budżetówki. Oczywiście, kampania wyborcza może się opierać na sprzecznych wewnętrznie programach, jak karta restauracyjna znosi bez trudu sąsiedztwo boczku na słoninie i marchewki z wody. Ale życie, w tym i praktyka polityczna, przypomina bardziej komputer, który z dwoma sprzecznymi, a nawet wrogimi programami nie może funkcjonować.

Druga, idealistyczna, prawdziwe wyobrażenie mostka (cielęcego) jako mostka (przez strumyk), to ogłoszona przez Donalda Tuska transformacja Polski w kraj powszechnej miłości, w której zasypane zostaną podziały i zaprowadzona jedność. Przepraszam, po co to komu potrzebne, aby Polacy, a już zwłaszcza politycy, miłowali się wzajemnie, a Polacy ogólnie przestali się między sobą różnić i spierać ideowo?

Ładnie by było, żeby z tych sporów wyeliminować chamstwo, ale różnice są potrzebne, bo na nich opiera się nie tylko polityka, ale życie w ogóle. To proponuję wykreślić z karty od razu, bo i tak wiadomo, czym skończy się miłość powszechna i ogólna zgoda - rozliczeniami personalnymi, komisjami śledczymi i prokuraturą. To jest w Polsce specjalność zakładu, potrawa na każdy smak - i nawet małe dzieci nie będą rozczarowane.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj