Upominał go już premier Kaczyński, kiedy Dorn podczas pierwszego posiedzenia rządu po prostu zasypiał. "Premier w ostrych słowach go za to skarcił" - opowiada DZIENNIKOWI jeden z członków gabinetu. Teraz - pod nieobecność prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu - Dorn wyrasta na najważniejszą osobę w państwie. Ma dużą władzę. Ale - jak zapewnia jego rzecznik - nie zamierza z niej korzystać. We wszystkich najważniejszych sprawach ma się konsultować ze swoim przełożonym.
Politycy opozycji uważają, że to skandal, że najważniejsze osoby w kraju wyjechały na urlop. Według wiceprzewodniczącego Platformy Obywatelskiej Zbigniewa Chlebowskiego, premier w ogóle nie powinien wyjeżdżać na urlop. "W końcu jest szefem rządu dopiero od dwóch tygodni i nie sadzę, żeby tak się napracował, żeby musiał już odpoczywać" - ironizuje poseł PO.
Podobnie myśli szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej Wojciech Olejniczak."To świadczy o arogancji władzy" - mówi DZIENNIKOWI lider SLD.
Dorn nie po raz pierwszy zastępuje swojego przełożonego. Tak było za czasów Kazimierza Marcinkiewicza. Podczas zagranicznych wojaży premiera to właśnie szef MSWiA przewodniczył posiedzeniu Rady Ministrów. "Teraz nie przewiduje się takiej sytuacji" - mówi rzecznik rządu.