Dziennik Gazeta Prawana logo

Milan Subotić, człowiek od informacji

12 października 2007, 13:46
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Wpływowy agent tajnych służb wojska czy ofiara rozgrywki politycznej? Kim jest zastępca dyrektora programowego TVN Milan Subotić, którego "Gazeta Polska” oskarżyła o związki z WSI? Opinie, jakie zebrał DZIENNIK, są radykalnie sprzeczne.
To apodyktyczny cenzor - mówi o Suboticiu dziennikarka, która pracowała z nim w „Wiadomościach TVP. Niezwykle zdolny człowiek o dużych umiejętnościach analizowania informacji - uważa z kolei Jacek Bochenek, w latach 90. szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej.

Subotić do telewizji trafił w latach 70. Pracował w redakcji wojskowej. W latach 80., po stanie wojennym, przenosi się do „Dziennika Telewizyjnego, głównej tuby propagandowej komunistycznych władz. Jego kariera w TVP trwa mimo zmian ustrojowych. Po 1989 roku jest jedną z kluczowych postaci publicznej telewizji. Zostaje szefem wydawców „Wiadomości, a potem kieruje popularnym „Teleexpressem. Robi się o nim głośno po imprezie w warszawskim klubie „Dekadent, na której szefostwo i dziennikarze „Teleexpressu bawią się w towarzystwie słynnych mafiosów.

Dla wielu pracowników telewizji jest to postać mocno kontrowersyjna. W środowisku byłych i obecnych dziennikarzy TVP od dawna krążyła plotka, że Subotić musi mieć związek z wojskowymi służbami. "Było to dla nas jasne, pracował przecież w najohydniejszym okresie, kiedy nie zatrudniano przypadkowych osób do programów informacyjnych" - argumentuje jeden z byłych dziennikarzy „Wiadomości TVP. Dziennikarka, która również pracowała w „Wiadomościach, opowiada, że gdy Subotić miał dyżur, nie warto było nawet zgłaszać takich tematów jak proces generała Czesława Kiszczaka. "Takie tematy nie chodziły" - zapewnia.

Ale nie wszyscy mają o nim złe zdanie. Alina Gaworska, kierownik produkcji w „Wiadomościach, pracowała z nim, gdy Subotic był tam wydawcą. Mówi z przekonaniem, że nic nie słyszała o współpracy Suboticia z WSI. Dowiedziała się tego we wtorek z mediów. "Nazywaliśmy go zawziętym Czarnogórcem, bo był niezwykle wymagający. Krzyczał na reporterów, piekielnie dużo wymagał. Gdy wyobrażał sobie, że tak będą wyglądały <Wiadomości>, to nie było bata - tak wyglądały. Nie zauważyłam nigdy jakichkolwiek syndromów, które wskazywałyby, że pomaga jakiejś opcji" - mówi nam Gaworska.

Grzegorz Miecugow, który również pracował z Suboticiem w „Wiadomościach, przyznaje, że był on najbardziej wymagającym wydawcą, jakiego zna. Ale - jak dodaje - jego uwagi zawsze dotyczyły spraw merytorycznych. "Nigdy nie dochodziło do zmian materiałów pod kątem politycznym" - twierdzi Miecugow.

"Był cenzorem. Wtrącał się, brutalnie ingerował w materiały" - mówi jednak dziennikarka „Wiadomości w latach 1991-97. "Nie miał żadnych sympatii politycznych. Szedł środkiem, walił tak samo w prawą stronę i lewę" - zapewnia z kolei Andrzej Turski, nadzorujący w latach 90. pracę redakcji informacji w TVP 1.

W 1997 roku Subotić przechodzi do TVN z ekipą dziennikarzy TVP, m.in. Piotrem Radziszewskim, Adamem Pieczyńskim i Tomaszem Lisem. Ale już po roku jego apodyktyczność stała się powodem rozstania z „Faktami. Rękę podał mu wtedy Edward Miszczak, dyrektor programowy tej stacji. "Byłem człowiekiem radia. Potrzebowałem osoby, która zna się na wizji, na obrazku. Subotić był w tym najlepszy na rynku" - mówi Miszczak.

Agnieszka Romaszewska-Guzy, wicedyrektor TV Polonia, dziwi się, że TVN zatrudniło Subotica, bo - jak mówi - ciągnęły się za nim przecież plotki o związkach ze służbami. "Dziwię się, że TVN zatrudniło go, bo o jego agenturalnej przeszłości mówiło już w latach 90." - podkreśla Romaszewska-Guzy. Jeśli tak było, to dlaczego Subotić awansował, gdy TVP rządzili ludzie kojarzeni z prawicą? Za czasów prezesury Wiesława Walendziaka Subotić został przecież szefem „Teleexpressu. "Uważałem, że jest profesjonalistą. Nie miałem żadnej udokumentowanej wiedzy, że jest agentem" - mówi Walendziak.

Z naszych ustaleń w TVN wynika, że Subotić, jako sekretarz programowy stacji, zajmował się ostatnio głównie sprawami technicznymi. Dbał o to, by program, jeśli jest zaplanowany na 45 minut, trwał 45 minut. Pilnował długości bloków reklamowych, przepływu kaset. Kolaudował też programy. Mógł zgłaszać uwagi, ale decyzje o tym, co idzie na antenę, podejmował Miszczak - zapewniają dziennikarze TVN.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj