Wiceminister gospodarki Paweł Poncyljusz zapewnia, że nigdy nie wchodził w jakiekolwiek układy z Bogdanem Tyszkiewiczem, dawnym warszawskim samorządowcem podejrzewanym o bliskie kontakty z mafią pruszkowską. Na wyjaśnienie sprawy czeka premier Jarosław Kaczyński - pisze DZIENNIK.
Według tygodnika "Wprost", Poncyljusza obciąża dawna konkubina Tyszkiewicza. Kobieta twierdzi, że w zamian za 50 tys. zł dzisiejszy wiceminister
odstąpił Tyszkiewiczowi pierwsze miejsce na liście AWS w wyborach samorządowych. Gazeta twierdzi, że ten krok otworzył Tyszkiewiczowi drzwi do politycznej kariery w stołecznym
samorządzie.
Rewelacji nie chciała wczoraj komentować prokuratura, która prowadzi śledztwo w sprawie tzw. układu warszawskiego. W tej sprawie zarzuty postawiono już kilku osobom, w tym także dawnej konkubinie Tyszkiewicza, która teraz obciążyła Poncyljusza.
Wiceminister gospodarki twierdzi, że Katarzyna P. jest osobą niewiarygodną, a jej zeznania nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. "Nigdy i w niczym nie pomagałem panu Bogdanowi Tyszkiewiczowi. Nigdy nie otrzymałem od niego ani z jego zlecenia żadnych korzyści majątkowych" - oświadczył podczas specjalnej konferencji prasowej.
W latach 90. Tyszkiewicz był niezwykle wpływową postacią w Warszawie. Najpierw działał w Unii Wolności, potem był radnym AWS. Szefował Polskiemu Związkowi Hokejowemu. Do dziś uważa się go za osobę, która łączyła dwa światy: polityczny i mafijny. Utrzymywał bliskie związki z mafią pruszkowską, a jego nazwisko przewija się w zeznaniach "Masy", skruszonego gangstera.
W 2000 r. został zatrzymany przez policję, bo chodził z bronią, na którą nie miał pozwolenia, trzy lata później potrącił kobietę na przejściu dla pieszych, za co został skazany na 10 miesięcy w zawieszeniu. W 2004 r. aresztowało go CBŚ. Zginął w dość dziwnych okolicznościach: został zasztyletowany przez Białorusina w 2005 r.
Według Poncyljusza, nieprzypadkowo właśnie teraz wokół niego zrobiło się głośno. Twierdzi, że od dawno szukano na niego haka, a jego kłopoty związane są z tym, że próbuje zlikwidować patologie w śląskich kopalniach. Teraz próbuje się go skompromitować, bo trwają niezwykle trudne negocjacje z górnikami.
Rewelacji nie chciała wczoraj komentować prokuratura, która prowadzi śledztwo w sprawie tzw. układu warszawskiego. W tej sprawie zarzuty postawiono już kilku osobom, w tym także dawnej konkubinie Tyszkiewicza, która teraz obciążyła Poncyljusza.
Wiceminister gospodarki twierdzi, że Katarzyna P. jest osobą niewiarygodną, a jej zeznania nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. "Nigdy i w niczym nie pomagałem panu Bogdanowi Tyszkiewiczowi. Nigdy nie otrzymałem od niego ani z jego zlecenia żadnych korzyści majątkowych" - oświadczył podczas specjalnej konferencji prasowej.
W latach 90. Tyszkiewicz był niezwykle wpływową postacią w Warszawie. Najpierw działał w Unii Wolności, potem był radnym AWS. Szefował Polskiemu Związkowi Hokejowemu. Do dziś uważa się go za osobę, która łączyła dwa światy: polityczny i mafijny. Utrzymywał bliskie związki z mafią pruszkowską, a jego nazwisko przewija się w zeznaniach "Masy", skruszonego gangstera.
W 2000 r. został zatrzymany przez policję, bo chodził z bronią, na którą nie miał pozwolenia, trzy lata później potrącił kobietę na przejściu dla pieszych, za co został skazany na 10 miesięcy w zawieszeniu. W 2004 r. aresztowało go CBŚ. Zginął w dość dziwnych okolicznościach: został zasztyletowany przez Białorusina w 2005 r.
Według Poncyljusza, nieprzypadkowo właśnie teraz wokół niego zrobiło się głośno. Twierdzi, że od dawno szukano na niego haka, a jego kłopoty związane są z tym, że próbuje zlikwidować patologie w śląskich kopalniach. Teraz próbuje się go skompromitować, bo trwają niezwykle trudne negocjacje z górnikami.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|