Posłowie PiS nie mają lekko ze słynącym już z surowości i twardej ręki Markiem Suskim, rzecznikiem dyscypliny w klubie parlamentarnym. Wśród jego klubowych kolegów narasta bunt przeciwko jego metodom i drakońskim karom - pisze DZIENNIK.
"Jestem jak prokurator, a prokuratora nie da się lubić" - mówi Marek Suski.
Ostatnio przeszedł jednak samego siebie. Od klubowego kolegi Adama Hofmana, który opuścił jedno z sejmowych posiedzeń, zażądał aktu zgonu jego babci. Rzecznik dyscypliny PiS uznał jednak, że akt zgonu to niewystarczające usprawiedliwienie.
Reporter DZIENNIKA kilka dni temu był świadkiem ich rozmowy. Hofman: "Usprawiedliwiłeś mi tę nieobecność?" Suski: "Którą?" Hofman: "No, tę, kiedy zmarła mi babcia." Suski: "Nie, bo prosiłem cię o akt zgonu i pisemne usprawiedliwienie. Akt dotarł, ale pismo przewodnie już nie. Dopóki go nie doniesiesz, nie cofnę ci kary."
Hofman nie jest jednak wyjątkiem. Rzecznik dyscypliny PiS jest równie bezwzględny dla wszystkich posłów. Przekonał się o tym ostatnio Kazimierz Matuszny, który poparł kandydaturę Aleksandra Grada z PO na szefa sejmowej komisji skarbu. Widok klubowego kolegi podnoszącego rękę za politykiem Platformy podziałał na Suskiego jak płachta na byka. "Matuszny, będzie kara" - wydarł się od razu po głosowaniu. Matuszny dostał naganę i tysiąc zł kary.
Na miłosierdzie Suskiego nie mogą liczyć też ci, którzy są od niego ważniejsi. Tak samo, jak Hofman i Matuszny płacić musieli już wiceprezes PiS i marszałek Sejmu Marek Jurek oraz wiceminister gospodarki Paweł Poncyliusz. Pierwszy za złamanie dyscypliny podczas głosowań budżetowych, drugi za nieobecności.
Działania podejmowane przez Suskiego nie ograniczają się tylko do kar pieniężnych. Poseł Antoni Mężydło, osoba szanowana m.in. za działalność w opozycji antykomunistycznej, dostał zakaz wypowiadania się w mediach.
Klubowi koledzy mają Suskiemu za złe także arogancję. "Odkąd został rzecznikiem, zrobił się nadęty jak balon. Powinien powiesić sobie na szyi tabliczkę z napisem <trzymajcie mnie, bo odlecę>" - żartuje jeden z posłów.
Suski na razie nie boi się utraty swojej funkcji. "Wacław Martyniuk, mój odpowiednik w SLD, powiedział mi kiedyś, że mogę spać spokojnie, dopóki nie ukarzę połowy posłów" - twierdzi. A Suski ukarał w tej kadencji dopiero 20 posłów.
Ostatnio przeszedł jednak samego siebie. Od klubowego kolegi Adama Hofmana, który opuścił jedno z sejmowych posiedzeń, zażądał aktu zgonu jego babci. Rzecznik dyscypliny PiS uznał jednak, że akt zgonu to niewystarczające usprawiedliwienie.
Reporter DZIENNIKA kilka dni temu był świadkiem ich rozmowy. Hofman: "Usprawiedliwiłeś mi tę nieobecność?" Suski: "Którą?" Hofman: "No, tę, kiedy zmarła mi babcia." Suski: "Nie, bo prosiłem cię o akt zgonu i pisemne usprawiedliwienie. Akt dotarł, ale pismo przewodnie już nie. Dopóki go nie doniesiesz, nie cofnę ci kary."
Hofman nie jest jednak wyjątkiem. Rzecznik dyscypliny PiS jest równie bezwzględny dla wszystkich posłów. Przekonał się o tym ostatnio Kazimierz Matuszny, który poparł kandydaturę Aleksandra Grada z PO na szefa sejmowej komisji skarbu. Widok klubowego kolegi podnoszącego rękę za politykiem Platformy podziałał na Suskiego jak płachta na byka. "Matuszny, będzie kara" - wydarł się od razu po głosowaniu. Matuszny dostał naganę i tysiąc zł kary.
Na miłosierdzie Suskiego nie mogą liczyć też ci, którzy są od niego ważniejsi. Tak samo, jak Hofman i Matuszny płacić musieli już wiceprezes PiS i marszałek Sejmu Marek Jurek oraz wiceminister gospodarki Paweł Poncyliusz. Pierwszy za złamanie dyscypliny podczas głosowań budżetowych, drugi za nieobecności.
Działania podejmowane przez Suskiego nie ograniczają się tylko do kar pieniężnych. Poseł Antoni Mężydło, osoba szanowana m.in. za działalność w opozycji antykomunistycznej, dostał zakaz wypowiadania się w mediach.
Klubowi koledzy mają Suskiemu za złe także arogancję. "Odkąd został rzecznikiem, zrobił się nadęty jak balon. Powinien powiesić sobie na szyi tabliczkę z napisem <trzymajcie mnie, bo odlecę>" - żartuje jeden z posłów.
Suski na razie nie boi się utraty swojej funkcji. "Wacław Martyniuk, mój odpowiednik w SLD, powiedział mi kiedyś, że mogę spać spokojnie, dopóki nie ukarzę połowy posłów" - twierdzi. A Suski ukarał w tej kadencji dopiero 20 posłów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl