Samoobrona nie chce, by polska dyplomacja zapomniała o MGIMO - słynnej i kontrowersyjnej moskiewskiej uczelni. Ludzie Leppera niepokoją się, że MSZ nie wykorzystuje dwóch darmowych indeksów, jakie co roku Rosjanie oferują przyszłym polskim dyplomatom - pisze DZIENNIK.
Minister Anna Fotyga zapewnia, że to wynik braku chętnych, a nie powszechnej w PiS niechęci do tej uczelni i jej absolwentów.
Na pomysł ponownego wysyłania polskich studentów do moskiewskiej uczelni wpadł Mateusz Piskorski, rzecznik Samoobrony i doradca Andrzeja Leppera ds. zagranicznych.
Piskorski przypomina treść polsko-rosyjskiej umowy, według której co roku możemy otrzymywać indeksy Moskowskogo Gosudarstwiennogo Instituta Mieżdunarodnych Otnoszenij, czyli Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych. W tej sprawie napisał interpelację poselską do szefowej MSZ Anny Fotygi.
"Z tego, co wiem, nie wykorzystujemy tego z nieznanych przyczyn" - dziwi się Piskorski w interpelacji.
Jego zdaniem kształcenie w MGIMO, a przez to "nauczanie aktualnych politycznych trendów", pomogłoby MSZ prowadzić "jeszcze skuteczniejszą politykę zagraniczną". Poseł Samoobrony zastanawia się, jak można tracić takie okazje do "podniesienia poziomu i budowania kadr na najlepszych światowych uczelniach".
Fotyga odpowiedziała Piskorskiemu. Dyplomatycznie wyjaśniła, że nabór do MGIMO prowadzi polska ambasada w Moskwie. Tam jednak nikt się nie zgłosił.
W 2005 r. oba miejsca zostały co prawda wykorzystane, ale studenci szybko zrezygnowali, przenosząc się na polskie uczelnie. W ubiegłym roku nikt się nie zgłosił.
Kandydatów poszukiwano też przez resort edukacji, ale bezskutecznie. "Nie chce mi się wierzyć, że nie ma chętnych" - mówi DZIENNIKOWI eurodeputowany Samoobrony Ryszard Czarnecki. W pełni popiera apel swojego partyjnego kolegi. Według niego polscy dyplomaci powinni się kształcić na najlepszych światowych uczelniach i na Zachodzie, i na Wschodzie.
Powstała w 1944 r. uczelnia przez lata była kuźnią kadr KGB i GRU. W czasach PRL ukończyło ją kilkuset Polaków, którzy potem zrobili kariery w dyplomacji. Dziś nadal kształci się tam elita rosyjskich służb specjalnych i dyplomacji, a uczelnia jest oficjalnie zapleczem edukacyjnym MSZ. Naiwnością byłoby więc sądzić, że przestała być infiltrowana przez rosyjski wywiad. MGIMO nie cieszy się w Polsce dobrą sławą.
Na pomysł ponownego wysyłania polskich studentów do moskiewskiej uczelni wpadł Mateusz Piskorski, rzecznik Samoobrony i doradca Andrzeja Leppera ds. zagranicznych.
Piskorski przypomina treść polsko-rosyjskiej umowy, według której co roku możemy otrzymywać indeksy Moskowskogo Gosudarstwiennogo Instituta Mieżdunarodnych Otnoszenij, czyli Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych. W tej sprawie napisał interpelację poselską do szefowej MSZ Anny Fotygi.
"Z tego, co wiem, nie wykorzystujemy tego z nieznanych przyczyn" - dziwi się Piskorski w interpelacji.
Jego zdaniem kształcenie w MGIMO, a przez to "nauczanie aktualnych politycznych trendów", pomogłoby MSZ prowadzić "jeszcze skuteczniejszą politykę zagraniczną". Poseł Samoobrony zastanawia się, jak można tracić takie okazje do "podniesienia poziomu i budowania kadr na najlepszych światowych uczelniach".
Fotyga odpowiedziała Piskorskiemu. Dyplomatycznie wyjaśniła, że nabór do MGIMO prowadzi polska ambasada w Moskwie. Tam jednak nikt się nie zgłosił.
W 2005 r. oba miejsca zostały co prawda wykorzystane, ale studenci szybko zrezygnowali, przenosząc się na polskie uczelnie. W ubiegłym roku nikt się nie zgłosił.
Kandydatów poszukiwano też przez resort edukacji, ale bezskutecznie. "Nie chce mi się wierzyć, że nie ma chętnych" - mówi DZIENNIKOWI eurodeputowany Samoobrony Ryszard Czarnecki. W pełni popiera apel swojego partyjnego kolegi. Według niego polscy dyplomaci powinni się kształcić na najlepszych światowych uczelniach i na Zachodzie, i na Wschodzie.
Powstała w 1944 r. uczelnia przez lata była kuźnią kadr KGB i GRU. W czasach PRL ukończyło ją kilkuset Polaków, którzy potem zrobili kariery w dyplomacji. Dziś nadal kształci się tam elita rosyjskich służb specjalnych i dyplomacji, a uczelnia jest oficjalnie zapleczem edukacyjnym MSZ. Naiwnością byłoby więc sądzić, że przestała być infiltrowana przez rosyjski wywiad. MGIMO nie cieszy się w Polsce dobrą sławą.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl