Polska potrzebuje siły roboczej z Azji. Bez Chińczyków czy Hindusów nie uda się zrealizować rządowego programu budowy mieszkań. Dlatego Ministerstwo Pracy rozważa wprowadzenie kontyngentów dla pracowników z największego kontynentu świata - pisze DZIENNIK.
W tym tygodniu w resorcie pracy odbędzie się spotkanie minister Anny Kalaty z odpowiedzialnym za budownictwo ministrem Andrzejem Aumillerem. Kluczową kwestią będzie
jak zaradzić niedoborom pracowników w Polsce, oraz jak zrealizować rządowy program budowy 3 milionów mieszkań.
Według resortu budownictwa brakuje nam ok. 200 tysięcy rąk do pracy. Jak dowiedział się „Dziennik”, jednym z podstawowym źródeł deficytowej siły roboczej ma być Azja. "Bierzemy pod uwagę między innymi Chiny, Indie, Indonezję, czy Bangladesz" - mówi Anna Kalata. Pierwsze kontyngenty pracowników z tych rejonów mogłyby zostać uruchomione najwcześniej za rok.
"Potrzeba sformułowania umów między naszymi krajami, a także określenia, jakie konkretnie mamy potrzeby" - wyjaśnia minister Kalata. W oszacowaniu luki i wyznaczeniu deficytowych zawodów pomóc mają władze samorządowe po rozmowie z przedsiębiorcami działającymi na ich terenie.
Zdaniem ekspertów Polska nie ma po prostu innego wyjścia i musi otworzyć się na Azję. "Jeżeli nasza gospodarka ma się nie zadusić, to musimy dopuścić tych pracowników do naszego rynku" - uważa Jeremi
Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". Według prognoz w 2013 roku połowa światowej siły roboczej będzie pochodzić właśnie z Chin i Indii. W ciągu tych sześciu lat zacznie aktywność zawodową aż 400 mln młodych ludzi na całym świecie. Jednak tylko co dwudziesty z nich będzie pochodzić z Europy i Ameryki Północnej.
Według resortu budownictwa brakuje nam ok. 200 tysięcy rąk do pracy. Jak dowiedział się „Dziennik”, jednym z podstawowym źródeł deficytowej siły roboczej ma być Azja. "Bierzemy pod uwagę między innymi Chiny, Indie, Indonezję, czy Bangladesz" - mówi Anna Kalata. Pierwsze kontyngenty pracowników z tych rejonów mogłyby zostać uruchomione najwcześniej za rok.
"Potrzeba sformułowania umów między naszymi krajami, a także określenia, jakie konkretnie mamy potrzeby" - wyjaśnia minister Kalata. W oszacowaniu luki i wyznaczeniu deficytowych zawodów pomóc mają władze samorządowe po rozmowie z przedsiębiorcami działającymi na ich terenie.
Zdaniem ekspertów Polska nie ma po prostu innego wyjścia i musi otworzyć się na Azję. "Jeżeli nasza gospodarka ma się nie zadusić, to musimy dopuścić tych pracowników do naszego rynku" - uważa Jeremi
Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". Według prognoz w 2013 roku połowa światowej siły roboczej będzie pochodzić właśnie z Chin i Indii. W ciągu tych sześciu lat zacznie aktywność zawodową aż 400 mln młodych ludzi na całym świecie. Jednak tylko co dwudziesty z nich będzie pochodzić z Europy i Ameryki Północnej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|