Ynet: Izrael zapłaci rachunek za rozejm Trumpa
Zdaniem serwisu Ynet, o ile Trump może twierdzić, że osiągnął sukces w dwóch obszarach, o tyle zawieszenie broni pozostawia Izrael w sytuacji trwałego zagrożenia. Teheran nie złagodził swoich warunków, a podstawy do optymizmu prezydenta USA wydają się słabe.
W komentarzu stwierdzono, że Trump "de facto żąda od Izraela zapłacenia rachunku za rozejm". Jego autorzy argumentują, że o ile amerykański prezydent zyskał czas dzięki zawieszeniu broni, o tyle Izrael może zostać zmuszony do wstrzymania ofensywy w Libanie. Jej celem jest rozbrojenie proirańskiego Hezbollahu lub przynajmniej zneutralizowanie na dłuższy czas zagrożenia, jakie stwarza dla północnego Izraela.
"Bez względu na rozejm, Iran nadal ma 441 kg uranu wzbogaconego do 60 proc., co wystarczy do produkcji około 10 głowic jądrowych. Materiał jest zakopany głęboko pod ziemią w obiektach, do których dostęp został zablokowany przez amerykańskie naloty. Jednak gdyby Iran odzyskał do nich dostęp, mógłby potencjalnie wyprodukować broń jądrową. Po drugie, cieśnina Ormuz nie została jeszcze ponownie otwarta dla swobodnej żeglugi. Po trzecie, reżim nie został obalony. Władza wydaje się teraz skoncentrowana w rękach wysokich rangą funkcjonariuszy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i fanatycznych szyickich duchownych" – pisze Ynet.
Izrael ma dwa główne problemy
Zdaniem serwisu teraz Izrael stoi przed dwoma głównymi problemami: jak dokończyć kampanię w Libanie i jak przekonać Trumpa, by nie znosił pochopnie sankcji wobec Iranu i nie uwolnił zamrożonych irańskich funduszy.
Złagodzenie presji gospodarczej pomogłoby reżimowi uspokoić część społeczeństwa, sfinansować sojuszników – zwłaszcza Hezbollah – i odbudować potencjał militarny.
ToI: Iran to zagrożenie globalne, a nie regionalne
Z kolei serwis Times of Israel (ToI) uważa, że gdyby "obecny rząd Izraela miał większe kompetencje dyplomatyczne to koordynowałby działania z wieloma państwami w regionie, które obawiają się o swoją przyszłość".
"Mobilizowałby publiczne i prywatne inicjatywy, aby jeszcze bardziej uświadomić szerokiej opinii publicznej w Ameryce, że dzisiejszy pogrzebany lub zniszczony irański program nuklearny może jutro stać się irańskim arsenałem nuklearnym. Podkreślałby, że zagrożenie ze strony reżimu w Teheranie nie ma charakteru regionalnego, lecz globalny" – czytamy w komentarzu ToI.
Choć Trump zapowiedział w ubiegłym tygodniu, że USA zaatakują, jeżeli zorientują się, że Iran usiłuje wydobyć wzbogacony uran, to – pyta portal – "co z niedaleką przyszłością, kiedy nie będzie już prezydentem? I co, jeśli okaże się, że czekają nas inne, niemożliwe do przewidzenia niespodzianki, w postaci nieznanego dotąd postępu w pracach nad bombą?".
"Iran poczuł swoją siłę"
Portal zaprzeczył sugestiom prezydenta USA, że nowe władze Iranu są bardziej skłonne do kompromisu. Zdaniem ToI "nowe" twarze Iranu są takie same jak "stare" – z tą różnicą, że niedawno uświadomiły sobie swój ogromny potencjał do wywierania presji na świat poprzez kontrolę nad cieśniną oraz świadomość, że broń jądrowa uczyniłaby je zasadniczo niezniszczalnymi.
Trump doskonale wie, że "irański reżim, któremu wypowiedział wojnę, pozostaje u władzy, a jego ambicje nuklearne wcale nie zostały zablokowane".