Nie milkną echa przyznania przez polskie jury podczas tegorocznej Eurowizji 12 punktów artyście, który reprezentował Izrael. W sieci pojawiło się wiele krytycznych głosów. Internautów oburzył fakt, że najwyższa nota powędrowała do kraju, w którym trwa konflikt zbrojny.
Afera wokół Eurowizji 2026
Menagement Viki Gabor, która była jedną z jurorek, wydała w tej sprawie oświadczenie. Sama artystka również zabrała głos i ujawniła, że nie przyznała izraelskiej propozycji ani jednego punktu. Szkoda, że tylu z was we mnie zwątpiło. Na mojej karcie do głosowania piosenka z Izraela była na 24. miejscu z 24 miejsc! I z tym was zostawiam - napisała na swoim Instagramie.
Przyznali Polsce 12 punktów. Skończyło się dymisją
Okazuje się, że nie tylko w Polsce wyniki głosowania jurorów były przyczyną afery i skandalu. Podobna sytuacja miała miejsce w Mołdawii. Tu z kolei oburzenie wywołało 12 punktów przyznanych Alicji Szemplińskiej, czyli reprezentantce Polski. Kontrowersje były tak ogromne, że do dymisji podał się szef mediów publicznych Vlada Turcanu.
"Uznaliśmy to za rozwiązanie"
Główny powód to tylko trzy punkty przyznane Rumunii, z którą Mołdawię łączą bardzo bliskie relacje historyczne i kulturowe. Reakcje, które nastąpiły po głosowaniu mołdawskiego jury, były w bardzo dużym stopniu wymierzone w naszą instytucję i chociaż początkowo stwierdziliśmy, że nie zgadzamy się z decyzją jury, zarówno ja osobiście, jak i instytucja, odczuliśmy to. Dlatego, jak sądzę, aby w jakiś sposób rozładować i zmniejszyć to napięcie, uznaliśmy to za rozwiązanie - powiedział Turcanu, cytowany przez lokalne media.
Kontrowersyjny okazał się także fakt, że Ukraina nie dostała żadnego punktu od jury z Mołdawii. Najwyższą notę, czyli 12 punktów otrzymała Alicja Szemplińska i utwór "Pray", 10 pkt przyznano Izraelowi, a osiem Grecji. Pierwsza trójka widzów z Mołdawii wyglądała inaczej. Pierwsze miejsce zajęła Ruminia, drugie Ukraina a trzecie Izrael.