Donald Trump ogłosił w środę w nocy na platformie Truth Social dwutygodniowe, obustronne zawieszenie broni między USA a Iranem. Prezydent poinformował równocześnie, że trwają "zaawansowane prace" nad porozumieniem dotyczącym pokoju z Iranem i pokoju na Bliskim Wschodzie.
Trump opublikował także deklarację Teheranu o zawieszeniu broni i odblokowaniu na dwa tygodnie Cieśniny Ormuz pod warunkiem nieatakowania Iranu. Oświadczenie podpisał w imieniu Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego szef MSZ Iranu Abbas Aragczi.
Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego to - według Janatana Sayeha, urodzonego w Iranie analityka think tanku Foundation for Defense of Democracies z Waszyngtonu - jedna z pięciu instytucji tworzących obecne władze w Teheranie.
Jak podkreślił, irański reżim pozostał "praktycznie nienaruszony", pomimo szacowanych na około 8 tys. osób strat zadanych mu w trakcie amerykańsko-izraelskich bombardowań. Jak to możliwe? W opinii Sayeha celem amerykańsko-izraelskiej kampanii było pozbycie się rakiet balistycznych, obiektów nuklearnych i infrastruktury wojskowej Iranu, a nie administracji rządowej.
– Dlatego wśród zgładzonych urzędników są przede wszystkim wysoko postawieni funkcjonariusze Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), głównego organu ideologicznego i wojskowego, ale środowisko polityczne, czyli ludzie tacy jak przewodniczący parlamentu, szef sądownictwa i prezydent, pozostało nietknięte i dlatego to ono rządzi dziś Iranem – powiedział PAP Sayeh i dodał, że oszczędzono ich być może po to, żeby było z kim dojść do porozumienia.
Ekspert wyjaśnił, że Islamska Republika Iranu została zaprojektowana w taki sposób, aby przetrwać nawet brak przywódcy. Przypomniał, że następca ajatollaha Alego Chameneia, Mojtaba Chamenei dotąd nie pokazał się publicznie.
W czasie kryzysów republikę podtrzymują - według Sayeha - dwa filary: siły zbrojne prowadzące obecnie działania wojenne oraz aparat represji, na który składa się sądownictwo i policja. Sfery te obsługuje pięć instytucji i stojący na ich czele politycy, którzy przetrwali bombardowania.
To prowadzący negocjacje z Amerykanami Mohammad Bagher Ghalibaf, przewodniczący irańskiego parlamentu, którego kariera obejmuje m.in. służbę w IRGC i powiązania z palestyńskimi grupami terrorystycznymi. Jak przypomniał w analizie dla fdd.org Sayeh, podczas protestów studenckich w Iranie w 1999 r. Ghalibaf nadzorował brutalne represje, w trakcie których siły bezpieczeństwa zrzucały studentów z dachów akademików.
Kolejnym czołowym urzędnikiem reżimu jest - według eksperta z FDD - szef Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Mohammad Bagher Zolghadr, były dowódca IRGC. Instytucja, którą kieruje, koordynuje irańską politykę wojskową, wywiadowczą i zagraniczną, a jednocześnie kształtuje decyzje dotyczące wojny, bezpieczeństwa wewnętrznego i programu nuklearnego. Za rażące naruszenia praw człowieka związane z tłumieniem protestów Zolghadr jest objęty sankcjami m.in. przez Kanadę, a także Wielką Brytanię.
Z kolei Ahmad Wahidi dowodzi Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej. To były minister spraw wewnętrznych objęty sankcjami UE, który nadzorował krwawe tłumienie protestów w całym kraju. Jest także ścigany przez Interpol za udział w zamachu bombowym w Argentynie w 1994 r., w którym zginęło 85 osób. Ma również związek z zamachem bombowym na koszary w Bejrucie w 1983 r., w którym zginęło 241 amerykańskich żołnierzy.
Pozostali dwaj zwierzchnicy instytucji, które według Sayeha tworzą trzon obecnego irańskiego reżimu, pilnują spraw wewnętrznych. To Golamhosejn Mohseni Eżei - szef sądownictwa, „legalizujący i instytucjonalizujący represje” oraz szef policji Ahmad-Reza Radan, "który strzela do Irańczyków".
Ejei nadzoruje publiczne wieszanie osób zatrzymanych podczas fali antyrządowych protestów ze stycznia 2026 r. Z kolei Radan zasłynął nakazem aresztowania ponad 21 tys. osób podczas ubiegłorocznej wojny 12-dniowej i ogłosił ponad 500 dodatkowych aresztowań od początku obecnego konfliktu. Groził również demonstrantom, ostrzegając, że jego siły "trzymają palec na spuście".
– Dopóki wszystkie te instytucje pozostaną nienaruszone, reżim będzie funkcjonował dalej – przekonywał Sayeh.
Irańczycy liczą jednak na obalenie albo przynajmniej osłabienie mającego krew na rękach reżimu. Sayeh nie wykluczył buntu i przypomniał, że prezydent Trump i mieszkający w USA książę Reza Pahlawi, lider irańskiej opozycji, jasno dali do zrozumienia, że nadejdzie czas, kiedy wezwą Irańczyków do powstania. Jak jednak podkreślił ekspert, nie wiadomo, czy i kiedy reżim osłabnie na tyle, aby Irańczycy mogli się zbuntować.
– Największą obawą moich rodaków jest taki rodzaj porozumienia Teheranu z Waszyngtonem, dzięki któremu ten reżim mógłby przetrwać – przyznał Sayeh i dodał, że wielu Irańczyków wolałoby, aby Stany Zjednoczone zostały brakiem porozumienia zmuszone do "zakończenia tego, co zaczęły".
Jak zauważył ekspert, wybuch ewentualnej rewolty utrudnia też fakt, że społeczeństwo nie ma broni. – W styczniu br. Irańczycy wyszli na ulice milionami, a i tak zostali przez władzę zmasakrowani – przypomniał Sayeh.
Aparat przymusu jest w Iranie wciąż bardzo silny. Wprawdzie USA i Izrael zniszczyły infrastrukturę wojskową Iranu, ale siły zbrojne przetrwały. Żołnierze przenieśli się ze zniszczonych baz na ulice irańskich miast, gdzie terroryzują bronią mieszkańców. Jak podkreślił Sayeh, władze, "które najbardziej boją się samych Irańczyków" sprowadziły także do kraju milicje szyickie z Iraku, Afganistanu i Pakistanu. – Aparat przymusu przeprowadza też publiczne egzekucje, a nie robiono tego od dawna – zauważył.
Zapytany o nastroje społeczne w Iranie Sayeh odpowiedział, że Irańczycy są gotowi wszystko wytrzymać, o ile będzie to sprzyjać zmianie reżimu. Przypomniał, że przed wojną irańska gospodarka znajdowała się w tragicznym stanie i wielu jego rodaków głodowało. – Z pewnością nie chcą jednak, aby ich kraj wyglądał jak zrównana z ziemią Gaza. Na razie na szczęście się na to nie zanosi, ale obawiają się takiego scenariusza – przyznał Sayeh.