Kilkudziesięciu dziennikarzy z kilku redakcji poparło wczoraj lustrację w mediach - pisze DZIENNIK. To odpowiedź na zeszłotygodniowy list wzywający do bojkotu składania oświadczeń lustracyjnych. Pierwsza przeciw takiemu obowiązkowi wystąpiła Ewa Milewicz z "Gazety Wyborczej".
Inicjatywa poparcia lustracji w mediach wyszła od "Rzeczpospolitej". Pod listem podpisało się także kilkudziesięciu dziennikarzy z DZIENNIKA,
"Faktu", Polskiej Agencji Prasowej, Polskiego Radia, tygodników "Newsweek" i "Wprost" oraz telewizji TVP i TVN24.
"To żadne upokorzenie. Składanie oświadczeń lustracyjnych jest naszym obowiązkiem. Akcja zapoczątkowana przez zwolenników bojkotu wystawia naszą wiarygodność na szwank" - czytamy w liście.
Sygnatariusze listu twierdzą, że skoro nowa ustawa lustracyjna daje dziennikarzom dostęp do archiwów SB, tym bardziej oni sami powinni ujawnić swoją przeszłość. W przeciwnym razie wystawiają swoją wiarygodność na szwank. I jak podkreślają, nie może być tak, by głos przeciwników lustracji był traktowany jako głos całego środowiska dziennikarzy w Polsce.
Były prezes TVP Bronisław Wildstein mówi, że dziennikarze nie mogą stawiać się ponad prawem i wszyscy powinni podporządkować się ustawie. "Lustracja dzieli nie tylko środowisko dziennikarskie, ale konkretne media. <Gazeta Wyborcza> od zawsze twierdziła, że nie wolno lustrować, bo jest to otwieranie puszki Pandory, spuszczanie z łańcucha najgorszych instynktów, eksplozja chaosu i nieomal zbrodni" - mówi.
Jego zdaniem być może dzieje się tak, bo dopiero otwarcie teczek pokaże, że część z tych, którzy walczyli z lustracją, nie robiła tego bezinteresownie. "Jest duża część środowiska dziennikarskiego, która akurat w tej sprawie, z tymi głosami się nie zgadza i uważa, że dziennikarz jako zawód zaufania społecznego i osoba, która powinna zabiegać o swoją wiarygodność, musi być również zdolna rozliczyć się z przeszłością" - tłumaczy redaktor naczelny "Rzeczypospolitej" Paweł Lisicki.
Zdaniem Jakuba Sufina z portalu TVN24.pl źle się stało, że część dziennikarzy napisała list przeciwko lustracji. "Nie chcę, by powstało wrażenie, że wszyscy dziennikarze są przeciwni lustracji. Powinno być jasne, że są inne głosy na ten temat" - mówi.
Tydzień temu publicystka "Gazety Wyborczej" Ewa Milewicz oświadczyła na swoim blogu, że nie zamierza wypełniać oświadczenia lustracyjnego. "Nie widzę powodu, by jakiejś instytucji państwowej odpowiadać na pytania, co robiłam w PRL" - tłumaczyła wówczas. Kilka dni po tym oświadczeniu grupa dziennikarzy napisała list solidaryzujący się z jej postawą. Wśród sygnatariuszy tego listu jest m.in. Jacek Żakowski z "Polityki", Monika Olejnik z Radia ZET i TVN24, Piotr Najsztub z "Przekroju" oraz Katarzyna Kolenda-Zaleska i Kamil Durczok z TVN.
Wczoraj Ewa Milewicz nie chciała komentować listu, jaki powstał w odpowiedzi na tamtą inicjatywę. "Nie mam nic do powiedzenia, to jest cały mój komentarz" - powiedziała tylko.
"To żadne upokorzenie. Składanie oświadczeń lustracyjnych jest naszym obowiązkiem. Akcja zapoczątkowana przez zwolenników bojkotu wystawia naszą wiarygodność na szwank" - czytamy w liście.
Sygnatariusze listu twierdzą, że skoro nowa ustawa lustracyjna daje dziennikarzom dostęp do archiwów SB, tym bardziej oni sami powinni ujawnić swoją przeszłość. W przeciwnym razie wystawiają swoją wiarygodność na szwank. I jak podkreślają, nie może być tak, by głos przeciwników lustracji był traktowany jako głos całego środowiska dziennikarzy w Polsce.
Były prezes TVP Bronisław Wildstein mówi, że dziennikarze nie mogą stawiać się ponad prawem i wszyscy powinni podporządkować się ustawie. "Lustracja dzieli nie tylko środowisko dziennikarskie, ale konkretne media. <Gazeta Wyborcza> od zawsze twierdziła, że nie wolno lustrować, bo jest to otwieranie puszki Pandory, spuszczanie z łańcucha najgorszych instynktów, eksplozja chaosu i nieomal zbrodni" - mówi.
Jego zdaniem być może dzieje się tak, bo dopiero otwarcie teczek pokaże, że część z tych, którzy walczyli z lustracją, nie robiła tego bezinteresownie. "Jest duża część środowiska dziennikarskiego, która akurat w tej sprawie, z tymi głosami się nie zgadza i uważa, że dziennikarz jako zawód zaufania społecznego i osoba, która powinna zabiegać o swoją wiarygodność, musi być również zdolna rozliczyć się z przeszłością" - tłumaczy redaktor naczelny "Rzeczypospolitej" Paweł Lisicki.
Zdaniem Jakuba Sufina z portalu TVN24.pl źle się stało, że część dziennikarzy napisała list przeciwko lustracji. "Nie chcę, by powstało wrażenie, że wszyscy dziennikarze są przeciwni lustracji. Powinno być jasne, że są inne głosy na ten temat" - mówi.
Tydzień temu publicystka "Gazety Wyborczej" Ewa Milewicz oświadczyła na swoim blogu, że nie zamierza wypełniać oświadczenia lustracyjnego. "Nie widzę powodu, by jakiejś instytucji państwowej odpowiadać na pytania, co robiłam w PRL" - tłumaczyła wówczas. Kilka dni po tym oświadczeniu grupa dziennikarzy napisała list solidaryzujący się z jej postawą. Wśród sygnatariuszy tego listu jest m.in. Jacek Żakowski z "Polityki", Monika Olejnik z Radia ZET i TVN24, Piotr Najsztub z "Przekroju" oraz Katarzyna Kolenda-Zaleska i Kamil Durczok z TVN.
Wczoraj Ewa Milewicz nie chciała komentować listu, jaki powstał w odpowiedzi na tamtą inicjatywę. "Nie mam nic do powiedzenia, to jest cały mój komentarz" - powiedziała tylko.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|