Kuchciński zapewnił w radiowej "Trójce", że jego partia szanuje decyzję Trybunału, który uznał, że wygaszanie mandatu spóźnialskich samorządowców jest bezprawne. Nie wykluczył jednak, że sędziowie byli poddani presji politycznej.

Co innego mówi natomiast prof. Andrzej Zoll, były przewodniczący Trybunału, który w radiu TOK FM komentował wczorajsze słowa premiera Jarosława Kaczyńskiego. "W wypowiedzi premiera były pewne groźby wobec Trybunału, insynuacja o jakichś związkach z panią Gronkiewicz-Waltz, a poza tym taka pewność, że to, co ja uważam za prawo, jest oczywiście prawem" - tłumaczył Zoll. W wypowiedzi dla IAR dodał, że premier za swoją wypowiedź powinien zostać odwołany.

Były przewodniczący Trybunału dodał, że jest przeciwny zmianom zasad działania Trybunału, o których mówił premier. Porównał je do tych wprowadzonych na Białorusi przez Aleksandra Łukaszenkę. "Nie warto sięgać po takie wzorce" - dodał.

Zoll mówił o wypowiedzi premiera jeszcze sprzed ogłoszenia wyroku przez Trybunał. Jarosław Kaczyński stwierdził, że byłby bardzo zdziwiony, gdyby "pewne rozumowanie prawne, które przedstawiła w swoim piśmie do wojewody mazowieckiego pani Gronkiewicz-Waltz, pisząc jednocześnie, że będzie ono brane pod uwagę przez Trybunał Konstytucyjny, rzeczywiście było przez Trybunał zastosowane".

Według Kaczyńskiego, wynikałoby z tego, że Gronkiewicz-Waltz "jest z góry o orzeczeniach Trybunału informowana". Dodał, że w takiej sytuacji trzeba się będzie poważnie zastanowić nad nową konstrukcją Trybunału.