Trump: Cofniemy Iran do epoki kamienia łupanego
W nocy ze środy na czwartek czasu polskiego prezydent Trump zapowiedział, że kampania w Iranie potrwa jeszcze co najmniej "dwa–trzy tygodnie". – Będziemy uderzać w niego (Iran – red.) niezwykle mocno. Sprawimy, że powróci do epoki kamienia łupanego, gdzie jest jego miejsce – groził.
Zaznaczył, że w międzyczasie będą prowadzone rozmowy z przedstawicielami tamtejszych władz. Przy czym – zupełnie wbrew faktom – utrzymywał, że doprowadził do zmiany reżimu w Iranie, co, jak przekonywał, nie było celem operacji "Epic Fury".
Danny Citrinowicz: USA stoją przed ciężkim dylematem
Danny Citrinowicz, obecnie ekspert izraelskiego think tanku Instytut Studiów nad Bezpieczeństwem Narodowym (INSS), przekonywał we wpisie na platformie X w czwartek, że w obecnych warunkach irański reżim ani nie skapituluje, ani nie zgodzi się na poważne ustępstwa.
To stawia Trumpa przed ciężkim dylematem: eskalować działania, czy to poprzez operacje lądowe, czy uderzenia w kluczową infrastrukturę energetyczną, albo wycofać się bez zawarcia porozumienia, pozostawiając Iranowi kontrolę nad strategicznymi szlakami morskimi oraz około 440 kg uranu wzbogaconego do poziomu 60 proc.
Bombardowanie i "zwycięskie" wycofanie przyniesie odwet Iranu
Ekspert INSS wskazuje, że przemówienie Trumpa jasno pokazuje, iż zupełnie nie rozumie Iranu jako systemu politycznego, zarówno w wymiarze strategicznym, jak i w kontekście jego zachowania w czasie wojny. "Irańskie przywództwo jest bardziej radykalne i bardziej zdecentralizowane, niż się często zakłada" – zaznaczył. Wskazał, że reżim nie ma zamiaru teraz ustępować w kwestiach, w których nie ustąpił przed wojną. Teheran uważa bowiem, że obecnie znajduje się w relatywnie korzystnej sytuacji, blokując Cieśninę Ormuz i ostrzeliwując sojuszników USA z krajów Zatoki Perskiej.
Citrinowicz uważa, że najpewniej Teheran i Waszyngton nie osiągną porozumienia przy stole negocjacyjnym w najbliższych tygodniach. Z kolei jeśli Trump chciałby jedynie zbombardować irańską infrastrukturę energetyczną i zakończyć działania, ogłaszając "wielkie, wspaniałe zwycięstwo", to – według eksperta – czeka go przykra "niespodzianka". Iran mógłby wówczas zaatakować infrastrukturę krytyczną i energetyczną w państwach Zatoki Perskiej, co doprowadziłoby do gwałtownego wzrostu światowych cen ropy.
Były analityk Amanu uważa, że żadne ograniczone amerykańskie uderzenie na lądzie nie doprowadzi do ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz. "Niezależnie od skali presji Iran najprawdopodobniej nie zgodzi się na swobodną żeglugę" – zaznaczył.
Eskalacja nie przyniesie zmiany reżimu
Citrinowicz zwrócił uwagę, że Trump nie rozumie także natury samego konfliktu z Iranem. Teheran nigdy nie opierał swojej strategii na osiągnięciu przewagi w konwencjonalnych starciach na morzu czy w powietrzu. Działa według doktryny wojny asymetrycznej – wykorzystuje między innymi różnego rodzaju drony oraz wsparcie sojuszników z tzw. "osi oporu", takich jak libański Hezbollah czy jemeńscy Huti. I to przynosi mu korzyści w obecnej konfrontacji.
Analityk przyznał, że sukcesy Izraela i USA w kampanii są znaczące – zniszczono między innymi część irańskiej floty, wiele wyrzutni rakiet oraz fabryki zbrojeniowe. Nie doprowadzi to jednak do realizacji pierwotnych celów Jerozolimy i Waszyngtonu.
"(Bombardowania – red.) nie przybliżają (…), a być może wręcz oddalają, stworzenie warunków do rzeczywistych zmian wewnętrznych w Iranie. Założenie, że niszczenie infrastruktury przełoży się na presję polityczną na reżim, jest wątpliwe. Czy na przykład zniszczenie irańskiej sieci elektroenergetycznej skłoni społeczeństwo do masowych protestów? Najprawdopodobniej nie" – czytamy we wpisie Citrinowicza.
Trump jak Izrael. Od gróźb problemy nie znikają
Ekspert odniósł się również do groźby "cofnięcia Iranu do epoki kamienia łupanego". Przypomniał, że w izraelskiej debacie publicznej podobne sformułowania często pojawiały się pod adresem Libanu, gdzie działa powiązana z Iranem organizacja terrorystyczna Hezbollah. Jej członkowie wciąż ostrzeliwują północny Izrael mimo wielokrotnych operacji IDF w Libanie.
"Tego typu sformułowania mogą sygnalizować determinację, ale nie muszą przekładać się na strategiczny sukces" – zaznaczył.
Samą siłą trwale nie otworzą Ormuzu
Citrinowicz podsumował, że choć obecnie Izrael i USA dysponują wyraźną przewagą operacyjną, to "wyzwaniem jest rozpoznanie momentu, w którym korzyści z tej przewagi zaczynają maleć, a kolejne działania militarne przynoszą coraz mniejszą wartość strategiczną".
"Nawet przy sukcesach na polu walki irański reżim najprawdopodobniej nie upadnie, a Cieśnina Ormuz nie zostanie trwale otwarta przy użyciu siły" – zakończył.