Małgorzata Pietkiewicz: Koledzy z lewicy zapowiadają, że wytoczą panu procesy, za to co pan mówił Gudzowatemu.
Józef Oleksy: Kto na przykład?
Marek Borowski.
To niech wytacza...
Nie boi się pan tych procesów?
Nie boję się, niech wytaczają, ja też miałbym niejeden powód do wytoczenia procesu.
Podobno dzwonił do pana Kwaśniewski, który był oburzony i pan przyznał mu rację.
Jak się czyta tekst mojej rozmowy z Gudzowatym, wyrwany z kontekstu, bez pamiętania, że była to rozmowa towarzyska i nie miała żadnych złych intencji, to oczywiście rozumiem jego irytację. Sam byłbym poirytowany, ale to nie uprawnia tak wulgarnych publicznie wypowiedzianych słów pod moim adresem. Będę się domagał, żeby Aleksander Kwaśniewski sprecyzował, co chciał powiedzieć mówiąc, że jestem zdrajcą. Bo jestem przeczulony na tym punkcie od czasów, kiedy Andrzej Milczanowski przypisał mi zdradę stanu. Chciałbym wiedzieć, czy Aleksander Kwaśniewski w taki sam sposób rozumie, słowo zdrajca.
Czuje się pan na marginesie SLD albo lewicy?
Nie, bo zachowuję lewicowe poglądy, jestem europejskim socjaldemokratą, otrzymałem mnóstwo telefonów i SMS-ów solidaryzujących się ze mną. Nie jest więc tak, że wszystkim nie podobała się ta rozmowa. To reakcja kolegów z SLD jest agresywna i jednostronna. Wydaje mi się, że dla niektórych kolegów, którzy od dawna czują do mnie niechęć, to pretekst do rozgrywki ze mną.
Ale pański główny oponent Leszek Miller nie zabrał głosu.
Ale Miller został tak samo jak ja potraktowany przez grono Aleksandra Kwaśniewskiego, Krzysztofa Janika i młodych liderów. Zamiast krytyki tego, co było złe, na którą zawsze jestem gotowy, spotkałem się z totalnym potępieniem. Partia, która wyzbywa się własnych liderów, wdeptuje ich w ziemię, bez obiektywnego porównania zasług i błędów, nie rokuje wielkich nadziei.
To znaczy, że oni idą na wojnę z panem i z Millerem?
Już dawno poszli. To była słynna operacja usuwania liderów typu Oleksy, Dyduch, Jaskiernia. Według prostego schematu, że jak się wskaże kilka kozłów ofiarnych, to wszystkie winy lewicy spadną na nich i będzie sama pomyślność. Życzę młodym by mieli sukcesy. Mówienie, że starzy im przeszkadzają jest dziecinadą.
Może dlatego usuwają pana, bo się pana boją, bo jest pan niewygodny, bo pan za dużo wie?
Nie potwierdzam, nie zaprzeczam...
Może być coś na rzeczy?
Nie potwierdzam i nie zaprzeczam.
Jeśli sejmowa komisja bankowa wezwie pana, będzie pan zeznawał?
Nie palę się do tego, ale jeżeli będę wezwany, będę mówił prawdę.
Szkoda panu przyjaźni z Kwaśniewskim, który zapowiedział, że skreśla pana z kręgu znajomych?
Niech Kwaśniewski nie będzie taki wspaniałomyślny, bo skreślał mnie już nie raz, powinien pamiętać czasy, gdy był na mnie obrażony za to czy tamto i nie odbierał telefonów. Było to bardzo przykre, ale już się przyzwyczaiłem.
Co się teraz stanie?
Mało mnie to obchodzi, będę sam układał swoje sprawy... Wadziłem wielu swoją samodzielnością, skorzystali z okazji...
Podobno chce pan przystąpić do Samoobrony, która zaproponowała panu wstąpienie w swoje szeregi?
Nie będę tego komentował, będę się bardzo szeroko rozglądał.
Jest pan politykiem do zagospodarowania?
Tak, ale nie w sensie formalno-legitymacyjnym. Jestem osobą, która zna Polskę, świat, Europę i politykę i jeżeli mogę być potrzebny, to będę rozważał każdy wariant.
"Niech Kwaśniewski nie będzie taki wspaniałomyślny, bo skreślał mnie już nie raz, powinien pamiętać czasy, gdy był na mnie obrażony za to czy tamto i nie odbierał telefonów. Było to bardzo przykre, ale już się przyzwyczaiłem" - mówi DZIENNIKOWI Józef Oleksy, były premier.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Powiązane
Reklama
Reklama
Reklama