Jarosław Kaczyński zażądał od Zawiszy informacji co robił w fundacji, jak się tam dostał i kiedy zrezygnował z pracy w niej. Poseł obiecuje, że wszystko wyjaśni, bo w fundacji pracował społecznie. Według niego to żadne obciążające informacje
Mowa o stworzonej w 1997 roku fundacji Crescendum Est, która ma wspierać uzdolnioną młodzież. Na jej czele stanął sam Gudzowaty, w radzie zasiadł m.in. jego syn, a w zarządzie - Janusz Czarzasty, brat Włodzimierza, a w 2000 roku także właśnie Artur Zawisza.
Poseł PiS twierdzi, że został zaproszony przez biznesmena do zarządu fundacji. "Rzeczpospolita" pisze, że za kadencji zarządu z Zawiszą w swoim składzie Gudzowaty wykorzystał fundację do czegoś więcej niż tylko przyznawania stypendiów uzdolnionym.
W 1999 roku Gudzowaty kupił 40 procent akcji śląskiej spółki Varpleks, produkującej rury dla gazociągu jamalskiego. Akcje trafiły w ręce fundacji i wkrótce potem firma zaczęła mieć kłopoty. Bank BWE, należący do Gudzowatego, wymówił jej kredyt, firma nie dostała też pieniędzy na remont budynku. Spółka upadła.
Sam Zawisza twierdzi, że nazwę spółki kojarzy, ale nie przypomina sobie, by fundacja przejęła jej akcje. Jednak pod raportem z taką właśnie informacją w 2002 roku podpisał się właśnie obecny poseł PiS.