Szef Policji stwierdził, że Jan Rokita go oczernia, i że w związku z tym złoży prywatny akt oskarżenia przeciwko politykowi PO.
"To absurdalna pomyłka" - zapewnił Konrad Kornatowski. Tłumaczył, że niczego w sprawie nie zataił, przeciwnie - to właśnie on doprowadził do wszczęcia postępowania w tej sprawie i przekazania ciała Wądołowskiego do dalszych oględzin przez sądowych ekspertów.
Coś zupełnie innego znalazło się w tzw. raporcie Rokity, w którym opisano przestępstwa aparatu bezpieczeństwa w PRL. Kornatowski figuruje tam na liście setki milicjantów, esbeków i prokuratorów, którzy powinni zostać ukarani za swoją działalność z czasów PRL.
DZIENNIK napisał, że - według Rokity - Kornatowski, gdy był prokuratorem, umorzył śledztwo w sprawie zabitego w latach 80. przez Milicję Obywatelską Tadeusza Wądołowskiego.
Dlaczego Tadeusz Wądołowski został zatrzymany i później zakatowany na komisariacie MO - do dziś nie wiadomo. Najprawdopodobniej nie był działaczem opozycji. Milicjanci twierdzili, że zatrzymali go na dworcu PKP w Gdyni, w związku z kradzieżą kury. Tam przypuszczalnie został pobity, zostawiony nieprzytomny w celi, gdzie udusił się własną krwią.
Z ekspertyz zamówionych przez komisję Rokity wynika, że prokuratorzy prowadzący śledztwo, Barbara Godlewska i Konrad Kornatowski, zrobili wszystko, aby sprawy nie wyjaśnić. Dopiero po błyskawicznym pochówku na cmentarzu komunalnym, na koszt opieki społecznej, odnaleźli rodzinę ofiary. A sprawę już po trzech miesiącach umorzyli.