W ubiegłym roku Łyżwińscy dostali za przejazdy po około 41 tysięcy złotych. A to oznacza, że każde z nich musiało przejechać ponad 53,5 tys. km. Najdziwniejsze jest jednak, że ci miłośnicy podróży na czterech kółkach w oświadczeniach majątkowych wpisali, że nie mają żadnego samochodu - pisze "Super Express".
Łyżwińscy nie rezygnują z rozwijania swej "motoryzacyjnej pasji", mimo że sprawa już wcześniej została nagłośniona. Małżeństwo działaczy Samoobrony przez cztery lata wzięło z Kancelarii Sejmu na paliwo ponad 300 tys. zł. I nie zraziło ich nawet to, że sprawą zajęła się prokuratura. Postępowanie co prawda umorzono, ale Łyżwińscy musieli oddać pieniądze Kancelarii Sejmu.
"Wiemy o samochodowej sprawie małżeństwa Łyżwińskich. Zaraz po świętach zajmie się nią prezydium Sejmu" - obiecuje Bronisław Komorowski, wicemarszałek Sejmu.