"Nie możemy się zgodzić na rozszerzanie działań Rady Europy na tematy, które do tej pory były wewnętrzną sprawą krajów członkowskich" - wyjaśnił tuż po sesji RE w Stambule Roman Giertych.
A zapis w deklaracji kończącej sesję ministrów edukacji o promowaniu wspólnego podręcznika, Giertych uznał za niebezpieczny. Dlaczego? Bo - zdaniem wicepremiera - w przygotowanym przez RE podręczniku "Crossroads of European histories" wiele ważnych dla Polski faktów zostało pominiętych.
"Nie ma informacji, że II wojna światowa wybuchła w 1939 roku. Nie ma informacji o agresji Niemiec na Polskę. To prowadzi do zafałszowania historii" - uważa Giertych. Dodaje, że promowanie podręcznika w 49 krajach należących do RE mogłoby być niebezpieczne dla naszego kraju. Dlaczego? Bo tezy z podręcznika mogłyby być wykorzystane przeciwko Polsce.
Ale deklaracja końcowa sesji RE w Stambule mówiła nie tylko o wspólnym europejskim podręczniku. Wicepremierowi nie spodobał się także zapis o nauczaniu różnorodności religii. Giertych dodaje także, że Polska chciała także, aby w deklaracji znalazł się punkt o tym że fundamentem Europy jest prawo naturalne przedstawione w dekalogu. "Poprawki nie były w ogóle głosowane" - tłumaczy Giertych, który deklaracji w imieniu Polski nie podpisał.