"Zamknąłem oczy i puściłem" - tak obrazowo Lech Wałęsa opisał, w jaki sposób opublikował dokumenty SB. W sieci umieścił ponad 500 stron esbeckich papierów na swój temat. Ale jak się później okazało, nie były to wszystkie materiały.

Około 25 kartek pozostało tajnych, bo jak mówił były prezydent, zawierają one "bezsensowny materiał i informacje od zwykłych kablarzy". Pojawiły się jednak sugestie, że Wałęsa może coś ukrywać. Dlatego były prezydent zmienił zdanie. "Wszystko będzie opublikowane, wszyściutko, co mam w domu" - powiedział wczoraj Lech Wałęsa na antenie TVN24. Dokumenty mają pojawić się w internecie jeszcze dzisiaj pod adresem lwarchiwum.home.pl.

Lech Wałęsa oświadczył wcześniej, że nie przeczytał wszystkich materiałów, które udostępnił w internecie, ale i tak zdecydował się na ich upublicznienie. Mówi, że nie obawia się ich zawartości.

Okazuje się jednak, że nie wszystkie papiery będą jawne. Były prezydent nie zamierza pokazywać nikomu listy agentów i tajnych współpracowników służb specjalnych - przynajmniej na razie. W RMF ujawnił, że tego spisu nie opublikuje, choć są tam znane nazwiska. "Nie mogę tego zrobić, choć będę do końca życia posądzany, że coś kombinuję" - tłumaczył Wałęsa.

"Tam jest z 500 nazwisk i ja na spokojnie muszę się zastanowić, co z tym zrobić. Na razie nie chcę jej pokazywać. Z ludzkich powodów, bo są na niej między innymi księża, którzy na mnie donosili" - powiedział były prezydent w TVN24.

Zdaniem byłego prezydenta, z dokumentów wynika, że Anna Walentynowicz i małżeństwo Gwiazdów dawali się manipulować komunistycznej bezpiece. "Rzuciłem na to okiem, to jak gówniarzy ich załatwiali. Walentynowicz gdzieś mówiła, że ja mam przeprosić. Mam nadzieję, że jak Walentynowicz zobaczy te dokumenty, to mnie przeprosi, bo ona tam wygląda bardzo źle, gorzej niż źle; wstyd mi za nią. Ona ma przeprosić i mam nadzieję, że zdąży" - dodał Wałęsa. Były prezydent chce także, by Walentynowicz i Gwiazdowie oddali ordery Orła Białego.

Lech Wałęsa jednak na pewno nie doczeka się przeprosin od Anny Walentynowicz. "Nie przeglądałam tych dokumentów, nie będę ich przeglądała i nie mam na to ochoty" - oświadczyła. Walentynowicz nie ukrywa tego, co myśli o Wałęsie: "Jest to zdrajca, co tu można jeszcze powiedzieć".