Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, szef sejmowej komisji spraw zagranicznych Paweł Zalewski i minister środowiska Jan Szyszko zapowiadają dyplomatyczną ofensywę przeciwko budowie gazociągu.
"Problem dotyczy wszystkich państw Morza Bałtyckiego, które jest naszym wspólnym dobrem" - mówi DZIENNIKOWI Paweł Zalewski z PiS. Przekonuje, że groźba skażenia Bałtyku
zatopioną bronią chemiczną jest realna. Na dnie morza leży co najmniej 50 tys. ton brudnych bomb, większość w pobliżu wyspy Bornholm.
Analizy zamówione przez polski i szwedzki rząd wskazują, że wiele bomb zawierających iperyt - groźny dla ludzi i środowiska naturalnego Bałtyku związek chemiczny - znajduje się na
planowanej trasie Gazociągu Północnego. "Ewentualne prace na dnie Morza Bałtyckiego mogą uszkodzić bomby, doprowadzając do totalnego skażenia" - potwierdza Sławomir
Mazurek, rzecznik Ministerstwa Środowiska.
Operacja ekologicznego sprzeciwu może się udać, jeśli wokół problemu bomb uda się zjednoczyć możliwie najwięcej krajów i organizacji troszczących się o ekologię. Pierwsze kroki zostały już podjęte.
Ambicje przeprowadzenia proekologicznej krucjaty ma Bogdan Borusewicz, marszałek Senatu. To jego zasługą była organizacja konferencji "Zagrożenia ekologiczne Morza Bałtyckiego", która w maju odbyła się w Senacie. Uczestniczący w niej polscy eksperci i przedstawiciele parlamentów kilku krajów bałtyckich byli zgodni, że problem bomb trzeba rozwiązać. Polskę w tej sprawie wspierają państwa bałtyckie - Finlandia i Szwecja.
O tym, że argumenty ekologiczne są skuteczne, świadczy ostatnia decyzja spółki Nord Stream budującej gazociąg. Firma ogłosiła w tym tygodniu korektę pierwotnej trasy i zamiast prowadzić inwestycję między polskim wybrzeżem a Bornholmem, zdecydowała się okrążyć wyspę od północy. Dzięki temu gazociąg ominie niektóre rejony objęte ochroną w ramach programu Natura 2000, a także sporną strefę ekonomiczną, do której roszczą sobie prawo Dania i Polska.
Paweł Zalewski zapowiada serię spotkań z ekologami. Chce ustalić jednolitą strategię przeciw budowie gazociągu. "Wszystkie ugrupowania parlamentarne powinny uzgodnić wspólne proekologiczne stanowisko w tej sprawie i współdziałać z organizacjami ekologicznymi. Problem nie jest polityczny" - mówi poseł PiS.
Wiceszef komisji spraw zagranicznych, poseł Paweł Śpiewak z PO dostrzega w tych zapowiedziach niekonsekwencję rządu. "Niepokoi mnie instrumentalne traktowanie organizacji ekologicznych. Gdy protestowały w sprawie budowy obwodnicy przez Rospudę, rząd traktował je bardzo niechętnie, a kiedy nagle mogą pomóc w naszych sprawach, to zaprasza się je do rozmów" - mówi poseł Platformy Obywatelskiej.
Zalewski uważa ten zarzut za chybiony. "O zagrożeniach ekologicznych dla Bałtyku mówiłem już w 2005 roku na zgromadzeniu parlamentarnym państw bałtyckich w Tallinie" - mówi poseł i dodaje, że jego zdaniem zanim nie znajdziemy metody na precyzyjne ustalenie, gdzie leżą ładunki chemiczne, musimy zablokować jakiekolwiek prace związane z budową Nord Stream.
Na razie Polska czeka już ponad 6 miesięcy na odpowiedź na swoje pisma wysłane do inwestorów budujących gazociąg. Minister gospodarki Piotr Woźniak wnioskował w nich m.in. o
przedstawienie, jak inwestycja wpłynie na faunę i florę Bałtyku, a także określenie, gdzie na trasie Gazociągu Północnego znajdują się wraki statków, zatopiona broń chemiczna i amunicja.
W zależności od tego, co odpowie Nord Stream, polski rząd zdecyduje o dalszych działaniach.
Polskie władze mogą liczyć na wsparcie organizacji ekologów. Jednak pod pewnymi warunkami.
"Jeśli polski rząd i parlament chcą być wiarygodni i wygrać sprawę rurociągu, muszą zająć się całościową ochroną Bałtyku, a nie tylko blokowaniem rosyjsko-niemieckiej inwestycji" - twierdzi Maciej Muskat, dyrektor generalny Greenpeace Polska. Według niego zagrożeniem dla Morza Bałtyckiego poza gazociągiem są wydobycie ropy z dna Bałtyku, a także niektóre techniki połowów, tzw. trałowanie denne prowadzące do zniszczenia dna morskiego i zaburzenia równowagi ekologicznej.
W jaki sposób Polska może uniknąć zarzutów o brak prawdziwej troski o środowisko bałtyckie?
Muskat uważa, że stanie się tak wtedy, gdy Polska zajmie pozycję politycznego lidera we wszystkich sprawach związanych z ochroną morza. "Tylko wtedy blokowanie budowy rurociągu nie będzie postrzegane przez kraje UE jako jedynie rozgrywka polityczna" - mówi.