"LPR zażądała pierwszych miejsc w 16 z 41 okręgów wyborczych i 40 proc. miejsc w parlamencie" - powiedział DZIENNIKOWI jeden z liderów partii Leppera. Kierownictwo Ligi zaprzecza. "Nie było takich ustaleń w tej sprawie. Zresztą podział wydaje się być dziwny, skoro do wyborów mamy pójść jako jedna partia, to jest naturalne, że będziemy dzielić się miejscami fifty-fifty" - zaznacza działacz LPR.
O tym, że siła przyciągania pomiędzy Lepperem i Giertychem jest coraz słabsza, może świadczy też wczorajsza wypowiedź lidera Samoobrony. Lepper po wczorajszym spotkaniu władz partii stwierdził, że bardzo poważnie traktuje plan polityczny, jakim jest inicjatywa Liga i Samoobrona. Zaznaczył jednak, że chce, aby do komitetu wyborczego wstąpiły także inne organizacje o podobnym programie.
"Chcemy zbudować szeroką koalicję wyborczą, która byłaby silną konkurencją na scenie politycznej dla LiD, PiS czy Platformy Obywatelskiej – powiedział DZIENNIKOWI Krzysztof Filipek, bliski współpracownik Leppera. Dodaje, że poza Samoobroną i LPR w tej koalicji jest miejsce na kilka innych ugrupowań o podobnym programie.
Jakich? Filipek zdradzić nie chciał, bo nie doszło jeszcze do żadnych rozmów. Według informacji DZIENNIKA pod uwagę brani są PSL Piast, UPR czy formacja Marka Jurka - Prawica RP. Politycy Ligi sprawę bagatelizują. "Kwestia, czy do wyborów pójdziemy jako komitet wyborczy, czy nowa partia, zależy od terminu wyborów. Jeżeli odbędą się one bardzo szybko, to zapewne stworzymy z Samoobroną komitet, jeżeli odbędą się w późniejszym terminie i będzie czas na zarejestrowanie partii, to zapewne w wyborach wystartuje LiS" - wyjaśnia Mirosław Orzechowski, przewodniczący Kongresu Ligi Polskich Rodzin.
Zaznacza też, że sprawy programowe czy podział miejsc na listach zostały ustalone na pierwszym posiedzeniu zarządu LiS i na warunki zgodzili się i Andrzej Lepper i Roman Giertych.
Nieoficjalnie politycy obydwu partii przyznają, że tarcia na linii LPR i Samoobrony w terenie wynikają też z rywalizacji o dobre miejsca na listach. Zaznaczają jednak, że w perspektywie szybkich wyborów działacze lokalni będą zmuszeni podporządkować się decyzjom swoich liderów.