Były premier Kazimierz Marcinikiewicz twierdzi w wywiadzie z DZIENNIKIEM, że gdyby po wyborach powstała koalicja PO-PiS, to jest gotów wrócić do polityki.
Kamila Wronowska: Dostał pan od PiS propozycję startu w wyborach. Rozmawiał pan o tym z Jarosławem Kaczyńskim?
Kazimierz Marcinkiewicz*: Otrzymuję bardzo różne telefony i bardzo różne propozycje. Wszyscy jednak wiedzą, że mam podpisany kontrakt do maja 2008 r., a może i rok dłużej, w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju i że jestem człowiekiem poważnym.
To telefony od polityków PiS czy też z innych partii?
Albo mamy rozmawiać poważnie, albo mamy rozmawiać o kuchni. Ja od kuchni wolę pokój. W kuchni bardzo źle się czuję, nie potrafię nic w kuchni robić.
Wierzy pan w przedterminowe wybory na jesieni?
Powiem więcej: mam nadzieję, że odbędą się jak najszybciej. W tej sytuacji, którą mamy dzisiaj, będzie to najlepsze rozwiązanie. Po tym, co robią politycy Samoobrony i LPR, widać, jak ogromny dystans dzieli te partie z PiS. Ta koalicja od początku była narażona na takie zachowanie tych małych ugrupowań.
Koalicja zawiązała się, gdy pan był premierem. Żałuje pan, że tak się stało?
Nie było innego wyjścia. Taka jest arytmetyka. Choć byłem za tym, by w lutym ubiegłego roku odbyły się wybory. Taka koalicja nie musiałaby dojść do skutku.
Wyobraźmy sobie, że są wybory na jesieni. Kto je wygrywa?
Im szybciej wybory się odbędą, tym większa szansa na dobry wynik PiS. Można się spodziewać nawet tak dobrego scenariusza, że w przyszłym parlamencie będą tylko PiS, PO i LiD.
Ale kto wygra wybory?
Dziś jest bardzo trudno to powiedzieć. Sondaże pokazują, że walka będzie bardzo zacięta, zwłaszcza pomiędzy PiS i PO.
W sondażach wygrywa PO.
Tak. Ale PiS potrafi prowadzić kampanie wyborcze. W czasie kampanii zawsze ta partia dużo zyskiwała. Dlatego trudno jest przewidzieć wynik.
Rozważmy taki scenariusz: wygrywa PiS, ale nie ma większości w Sejmie. Z kim zawiąże koalicję?
Jeśli będą tylko trzy partie w parlamencie, a ja tak przewiduję, to PiS zawiąże koalicję albo z PO, albo stworzy mniejszościowy rząd. Myślę, że w sytuacji, kiedy Platforma przegra, można spodziewać się pewnego rozliczenia w PO. A to po jakimś czasie może doprowadzić do koalicji z PiS.
A koalicja PiS z lewicą?
Na pewno nie wchodzi w rachubę.
Jeśli wygra PO, z kim zawiąże koalicję?
PO ma aż trzy rozwiązania. Może stworzyć rząd mniejszościowy z poparciem albo lewicy, albo PiS. Ale by rządy były bardziej stabilne, PO będzie chciała zawrzeć koalicję. Najpierw złoży propozycję PiS, a jeśli rozmowy nie doprowadzą do sukcesu, nie będzie miała oporów, by zawiązać koalicję z lewicą.
Co łączy PO z LiD? Program rządzenia czy antykaczyzm?
Przede wszystkim wojna z PiS i braćmi Kaczyńskimi. Ale sytuacja w samorządach pokazuje, że te partie mogą znaleźć wspólne sprawy. Oczywiście nie będzie wielkiej stabilizacji.
Kto byłby premierem? Donald Tusk czy ktoś inny?
Naturalną sytuacją byłoby, gdyby Tusk został premierem. Na tym polega liderowanie partii.
A jego marzenia o fotelu prezydenckim?
To zawsze się trochę kłóci, ale czasem w polityce nie ma innego wyjścia. Do wyborów prezydenckich są jeszcze trzy lata. Ale przez taki czas każdy premier zużywa się podczas rządzenia.
Co będą oznaczać rządy Platformy dla Polski?
Zależy z kim będą rządzić. Gdyby z lewicą, byłoby to dla Polski fatalne. Bo do tej pory wszystkie lewicowe rządy zmieniały Polskę na niekorzyść. Mielibyśmy do czynienia z reformami gospodarczymi. Byłby też powrót do stylu prowadzenia polityki zagranicznej wyznaczonego przez prof. Geremka, czyli miękkiego działania w Europie, nie zawsze korzystnego dla Polski.
Pan był zwolennikiem koalicji PO – PiS. Jeśli w przyszłości powstałaby taka koalicja, wróciłby pan do polityki?
Gdyby powstała taka koalicja, to wyobrażam sobie powrót do polityki.
Na jakieś rządowe stanowisko?
Ani słówka więcej nie powiem.
Kazimierz Marcinkiewicz*: Otrzymuję bardzo różne telefony i bardzo różne propozycje. Wszyscy jednak wiedzą, że mam podpisany kontrakt do maja 2008 r., a może i rok dłużej, w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju i że jestem człowiekiem poważnym.
To telefony od polityków PiS czy też z innych partii?
Albo mamy rozmawiać poważnie, albo mamy rozmawiać o kuchni. Ja od kuchni wolę pokój. W kuchni bardzo źle się czuję, nie potrafię nic w kuchni robić.
Wierzy pan w przedterminowe wybory na jesieni?
Powiem więcej: mam nadzieję, że odbędą się jak najszybciej. W tej sytuacji, którą mamy dzisiaj, będzie to najlepsze rozwiązanie. Po tym, co robią politycy Samoobrony i LPR, widać, jak ogromny dystans dzieli te partie z PiS. Ta koalicja od początku była narażona na takie zachowanie tych małych ugrupowań.
Koalicja zawiązała się, gdy pan był premierem. Żałuje pan, że tak się stało?
Nie było innego wyjścia. Taka jest arytmetyka. Choć byłem za tym, by w lutym ubiegłego roku odbyły się wybory. Taka koalicja nie musiałaby dojść do skutku.
Wyobraźmy sobie, że są wybory na jesieni. Kto je wygrywa?
Im szybciej wybory się odbędą, tym większa szansa na dobry wynik PiS. Można się spodziewać nawet tak dobrego scenariusza, że w przyszłym parlamencie będą tylko PiS, PO i LiD.
Ale kto wygra wybory?
Dziś jest bardzo trudno to powiedzieć. Sondaże pokazują, że walka będzie bardzo zacięta, zwłaszcza pomiędzy PiS i PO.
W sondażach wygrywa PO.
Tak. Ale PiS potrafi prowadzić kampanie wyborcze. W czasie kampanii zawsze ta partia dużo zyskiwała. Dlatego trudno jest przewidzieć wynik.
Rozważmy taki scenariusz: wygrywa PiS, ale nie ma większości w Sejmie. Z kim zawiąże koalicję?
Jeśli będą tylko trzy partie w parlamencie, a ja tak przewiduję, to PiS zawiąże koalicję albo z PO, albo stworzy mniejszościowy rząd. Myślę, że w sytuacji, kiedy Platforma przegra, można spodziewać się pewnego rozliczenia w PO. A to po jakimś czasie może doprowadzić do koalicji z PiS.
A koalicja PiS z lewicą?
Na pewno nie wchodzi w rachubę.
Jeśli wygra PO, z kim zawiąże koalicję?
PO ma aż trzy rozwiązania. Może stworzyć rząd mniejszościowy z poparciem albo lewicy, albo PiS. Ale by rządy były bardziej stabilne, PO będzie chciała zawrzeć koalicję. Najpierw złoży propozycję PiS, a jeśli rozmowy nie doprowadzą do sukcesu, nie będzie miała oporów, by zawiązać koalicję z lewicą.
Co łączy PO z LiD? Program rządzenia czy antykaczyzm?
Przede wszystkim wojna z PiS i braćmi Kaczyńskimi. Ale sytuacja w samorządach pokazuje, że te partie mogą znaleźć wspólne sprawy. Oczywiście nie będzie wielkiej stabilizacji.
Kto byłby premierem? Donald Tusk czy ktoś inny?
Naturalną sytuacją byłoby, gdyby Tusk został premierem. Na tym polega liderowanie partii.
A jego marzenia o fotelu prezydenckim?
To zawsze się trochę kłóci, ale czasem w polityce nie ma innego wyjścia. Do wyborów prezydenckich są jeszcze trzy lata. Ale przez taki czas każdy premier zużywa się podczas rządzenia.
Co będą oznaczać rządy Platformy dla Polski?
Zależy z kim będą rządzić. Gdyby z lewicą, byłoby to dla Polski fatalne. Bo do tej pory wszystkie lewicowe rządy zmieniały Polskę na niekorzyść. Mielibyśmy do czynienia z reformami gospodarczymi. Byłby też powrót do stylu prowadzenia polityki zagranicznej wyznaczonego przez prof. Geremka, czyli miękkiego działania w Europie, nie zawsze korzystnego dla Polski.
Pan był zwolennikiem koalicji PO – PiS. Jeśli w przyszłości powstałaby taka koalicja, wróciłby pan do polityki?
Gdyby powstała taka koalicja, to wyobrażam sobie powrót do polityki.
Na jakieś rządowe stanowisko?
Ani słówka więcej nie powiem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|