Czy Stanisław Łyżwiński udawał impotenta, by uniknąć kary za m.in. gwałt? "Fakt" pisze, iż jego mecenas Wiesław Żurawski złożył w sądzie dowód, który ma stwierdzać, że jego klient nie mógł dokonać zarzucanych mu przestępstw. Czyżby chodziło o lekarskie zaświadczenie o impotencji?
Stanisław Łyżwiński został decyzją sądu aresztowany na trzy miesiące. Wcześniej usłyszał w prokuraturze siedem zarzutów, m.in. gwałtu, seksualnego wykorzystywania kobiet i namawiania
do przerwania ciąży. Do żadnego się nie przyznał.
Jak dowiedział się "Fakt", mecenas dostarczył do sądu nowy "obiektywny dowód" - jak sam twierdzi - na niewinność Łyżwińskiego. Gazeta twierdzi, iż było
to zaświadczenie od lekarza, który stwierdził u seksposła problemy z erekcją. Nie mógłby więc nikogo zgwałcić.
Czy Łyżwiński rzeczywiście ma problemy z męskością? Tego dokładnie nie wiadomo, bo o mającym zaświadczyć to dowodzie mówił jedynie jego mecenas, ale nikomu z postronnych osób go nie
pokazał.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|