"Skarga od pana Krzysztofa Śmiszka związana jest z ewentualnym naruszeniem jego prywatności" - powiedziała PAP rzecznik praw obywatelskich Irena Lipowicz. "Gdyby to była osoba prywatna, nie biorąca w ogóle udziału w życiu publicznym, sprawa byłaby prostsza. Natomiast w tym przypadku należy przeanalizować, w jakim stopniu pan Śmiszek występował jako osoba zaangażowana w działalność publiczną. Ochrona prywatności jest bowiem najsilniejsza wobec osób prywatnych, które w żaden sposób nie uczestniczą w życiu publicznym" - powiedziała.

Reklama

Według Lipowicz "mamy tutaj zderzenie wolności słowa, która obejmuje - jak zwraca uwagę orzecznictwo europejskie - wypowiedzi nie tylko typowe, ale również szokujące lub obrażające, z konstytucyjnym prawem do prywatności". Europejski Trybunał Praw Człowieka stwierdza zaś, że nawet świadome wkroczenie w sferę debaty publicznej osób nie pełniących funkcji publicznych nie redukuje w sposób zasadniczy ich prawa do zachowania intymności szczegółów życia prywatnego.

Odnosząc się do wypowiedzi Radziszewskiej w "Gościu Niedzielnym", Lipowicz powiedziała: "jeżeli chodzi o zatrudnianie w szkole katolickiej osoby o orientacji homoseksualnej, to trzeba odróżnić dwie płaszczyzny: orientacji seksualnej i światopoglądu". "Orientacja seksualna to dane wrażliwe, o które pracodawcy nie wolno pytać pracownika pod żadnym pozorem, dotyczy to również nauczycieli". Natomiast jeśli chodzi o światopogląd nauczyciela w szkole prowadzonej przez organizacje wyznaniowe "prawo europejskie dopuszcza wyjątek, w którym osoba głosząca światopogląd zasadniczo sprzeczny z wartościami, tożsamością religijną, wyznaniową lub światopoglądową może zostać niezatrudniona lub może zostać zwolniona" - powiedziała. Wyjaśniła, że zapisy takie zawarto w dyrektywie UE z 2000 r.

RPO wskazała, że ta "dyrektywa nie narusza prawa kościołów i innych organizacji o etosie religijnym lub wyznaniowym do wymagania od swych pracowników działania lojalnego oraz zachowania dobrej wiary w odniesieniu do ich etosu. Każdy przypadek i możliwość skorzystania przez zatrudniającą instytucję z tego wymogu należałoby jednak badać indywidualnie. Wyłącznie niezawisły sąd mógłby ocenić, czy w danym przypadku doszło do dyskryminacyjnego traktowania".



"Jest już także orzecznictwo i komentarze, mówiące, że gdyby dotyczyło to osoby nawet aktywnie wyrażającej swoje poglądy, która w takiej szkole sprawuje np. funkcje techniczne lub pomocnicze i nie ma kontaktu z uczniami, to wtedy nie może to być powód, żeby tej osoby nie zatrudnić" - powiedziała Lipowicz.

Do biura RPO wpłynęło ok. 1,5 tys. skarg, ale także listów z poparciem dla Radziszewskiej. Ich analiza - jak powiedziała Lipowicz - wymaga czasu. Lipowicz powiedziała, że "RPO nie może ingerować w uprawnienia premiera i nie może również zabierać głosu w sprawie powoływania lub odwoływania pełnomocników bądź ministrów". "Jeśli chodzi o moje doświadczenia, to chciałabym podkreślić, że dotychczasowa współpraca z panią minister była rzeczowa i owocna" - dodała.

Premier Donald Tusk zapowiedział, że w tym tygodniu spotka się z pełnomocniczką rządu ds. równego traktowania. Dodał, że na razie nie przewiduje jej dymisji.

Radziszewska w minionym tygodniu, występując w programie TVN wraz z Krzysztofem Śmiszkiem z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, powiedziała m.in., że "tajemnicą poliszynela" jest homoseksualna orientacja Śmiszka i to, kim jest jego partner. Później przeprosiła go za te słowa. Z kolei w wywiadzie dla tygodnika "Gość Niedzielny", zapytana, czy szkoła katolicka może zostać pozwana do sądu za to, że odmówiła zatrudnienia "zdeklarowanej lesbijki", powiedziała: "Oczywiście nie! (...) Szkoły katolickie czy wyznaniowe mogą się kierować własnymi wartościami i zasadami, i mają prawo odmówić pracy takiej osobie".

Reklama