Powiedziałem, co chciałem, świadomie, a tu mi dopisują, że chcę getta budować i stawiać mury! Ja, który życie poświęciłem na walkę o wolność, mam budować mury? Mam komukolwiek odmawiać praw obywatelskich? Bzdura. Czy ja mam coś przeciwko komukolwiek? - pisze w liście Lech Wałęsa. I od razu zastrzega: Nie patrzę nikomu do łóżka, mnie to nic nie obchodzi! Znam gejów i pewnie z niejednym czy niejedną mam przyjacielskie relacje, ale o tym nie rozmawiamy, bo dla mnie, człowieka starej daty, ten temat to intymność. Sprawa osobista, która na sztandary nie powinna być wynoszona, a na pewno nie powinna być jako przymiot przy kandydacie do parlamentu.

Reklama

W ten sposób komentuje swoje własne słowa sprzed kilku dni, kiedy wskazywał, że w polskim Sejmie homoseksualiści powinni siedzieć w ostatniej ławie sali plenarnej, a nie gdzieś na przodzie. A nawet jeszcze za murem, jak przekonywał. Stwierdził przy tym również, że przedstawiciele mniejszości seksualnych, jeśli już muszą, to powinni manifestować na peryferiach miast, a homoseksualiści nie powinni jemu i jego wnukom zawracać głowy.

Mam odwagę! Nie pozwolę tylko do tego, co powiedziałem, dopisywać epitetów, bo nikogo nie obrażam ani nikogo nie atakuję. (...) Szukam tylko właściwych proporcji w warunkach demokracji - przekonuje były prezydent w liście opublikowanym w tygodniku "Wprost".

O swoich własnych słowach mówi teraz wprost prowokacja, przy czym podkreśla, że jako prawie 70-latek, któremu różne rzeczy w życiu wyszły, a inne nie wyszły, podsumowuje i stara się diagnozować problemy.

Czasem mam diagnozę, ale nie mając możliwości działania, korzystam z tego, że jeszcze mnie słuchają, i stawiam na prowokację. Za te prowokacje często przychodzi mi płacić wysoką cenę, ale wierzę w to, co robię, i chcę, aby sprawy w Polsce, Europie i na świecie posuwać do przodu. Nikt Wałęsą nie steruje ani nikt Wałęsy nie kupi! - zapewnia przy tym. I jednym tchem zastrzega: Może niezgrabnie, ale powiedziałem, że jeśli brać pod uwagę kwestie odmienności seksualnej, to dziś grupa osób o odmiennych od większości gustach lokuje się wedle ordynacji poza parlamentem, a jeśli w ramach parlamentu, to gdzieś w ostatniej ławie, bo więcej niż jeden mandat z tego nie wyjdzie.

Wałęsa stanowczo przekonuje przy tym, że nie buduje żadnych murów, a homoseksualistów namawia jedynie, aby nie afiszowali się ze swoją orientacją, choć - jak uważa - nie chce nikogo pozbawiać żadnych praw. Poza tym - jak uważa - o mądrości posła i senatora nie powinna świadczyć jego seksualność. Ta opierać na realnych umiejętnościach i wiedzy, a nie na kolorze skóry czy jakichkolwiek preferencjach i gustach osobistych - dodaje.

Ale były prezydent przekonuje także, że choć nadal broni praw tradycyjnej rodziny, to w sprawie związków partnerskich państwo powinno dopracować jeszcze wiele rzeczy. Mogę się zgodzić, że komuś przepisy dzisiejszego prawa nie wystarczają, więc trzeba tu coś dodać, bo państwo jest dla obywatela, a nie obywatel dla państwa - pisze.

Przy tym nie odmawiam ludziom niechcącym wchodzić w związki małżeńskie, a decydującym o wspólnym życiu, pewnych ustalonych udogodnień cywilnoprawnych, ale nie mogą oni wchodzić w definicję tradycyjnej rodziny, a tym bardziej nie mogą narzucać swoich poglądów innym ani dopisywać się, z zastrzeżeniami, do już istniejącej definicji rodziny - dodaje.

Po raz kolejny podkreśla także, że nikogo za swoje wcześniejsze słowa nie zamierza przepraszać.