Ministerstwo Finansów: Teresa Czerwińska

Najważniejsze zadanie, które stoi przed nową minister, to utrzymanie bieżącego kursu w polityce fiskalnej. Czyli stopniowe obniżanie deficytu sektora finansów publicznych i kontrolowanie wielkości długu tegoż sektora. To istotne w kontekście napiętych relacji między Polską a Komisją Europejską. Jak dotąd udawało się skutecznie godzić finansowanie społecznych projektów rządu, jak program "Rodzina 500 plus", z utrzymaniem dyscypliny w finansach publicznych. Na tyle, by w 2017 r. obniżyć deficyt do rekordowo niskiego poziomu (Komisja Europejska sądzi, że mogło to być nawet 1,7 proc. PKB). Zadanie to wcale nie będzie łatwe: jeśli prawdziwe są analizy niektórych ekspertów, że jesteśmy w szczycie koniunktury i w najbliższych kwartałach czeka nas gospodarcze spowolnienie, to trudno będzie utrzymać ciągły wysoki wzrost dochodów podatkowych. Na niekorzyść fiskalnych statystyk może także zadziałać coraz większy stopień zaawansowania realizacji obecnej perspektywy finansowej UE. Co prawda wydatki na ten cel na razie idą słabo, ale kontraktacja znacznie lepiej (ponad połowa przyznanych Polsce środków została już zakontraktowana), co oznacza większe obciążenie kolejnych budżetów. Po drugiej stronie budżetowego bilansu potencjał do uzyskiwania dodatkowych pieniędzy z uszczelniania podatków też jest coraz bardziej ograniczony. Ale też i pracy w tej dziedzinie będzie mniej: wszystkie kluczowe reformy, których celem było zagęszczenie podatkowego sita, zostały już wprowadzone w życie, a przynajmniej uchwalone.
Na dodatek przed Teresą Czerwińską test dwóch wyborczych lat. W tym roku mamy wybory do samorządów, w przyszłym parlamentarne. To naturalne środowisko dla większej presji na zwiększanie wydatków. Wynik testu będzie zależał od tego, czy szefowa resortu finansów będzie miała oparcie w premierze, który – gdy odpowiadał za budżet – dość umiejętnie sobie z tym radził. Wiele wskazuje na to, że na takie poparcie może liczyć. To Mateusz Morawiecki ściągnął ją do Ministerstwa Finansów, czyniąc osobą odpowiedzialną za przygotowywanie budżetów.
Reklama

MSWiA: Joachim Brudziński

Nasi rozmówcy zbliżeni do resortu mówią zgodnie – to będzie polityka kontynuacji, ale w zupełnie nowej aurze wizerunkowej. – Tandem Mariusz Błaszczak i jego zastępca Jarosław Zieliński mają na koncie sporo wpadek. W dodatku nie najlepiej sobie radzili z gaszeniem pojedynczych, ale coraz liczniejszych pożarów w podległych im służbach, zwłaszcza w policji – stwierdza jeden z naszych rozmówców.
Brudziński uchodzi za twardego gracza, bezwzględnie lojalnego wobec Kaczyńskiego. – Można spodziewać się większej dyscypliny w resorcie i pracy nad poprawą jego wizerunku – stwierdza jeden z byłych urzędników MSW. Z tych względów niepewna staje się pozycja wiceministra Jarosława Zielińskiego, odpowiedzialnego za tzw. mundurówkę.
W działaniach resortu nasi informatorzy nie spodziewają się rewolucji. Zresztą trudno o to w sytuacji, gdy do końca kadencji zostały niecałe dwa lata. Joachim Brudziński będzie zapewne kończył inicjatywy rozpoczęte przez Błaszczaka – postępować będzie kilkumiliardowy plan modernizacji i doposażenia służb, reaktywowane zostaną kolejne posterunki policji zlikwidowane za czasów koalicji PO-PSL, dokończona zostanie reforma BOR.
Nasi rozmówcy podejrzewają, że daleko idące reformy w MSWiA to nie jest główny cel obsadzenia na tym stanowisku Brudzińskiego. – Od początku ważniejsze było to, kim on jest, niż to, gdzie ma pójść. Prezes potrzebował kogoś, kto na bieżąco będzie zdawał mu relacje z tego, co dzieje się w rządzie. Widocznie uznano, że najbardziej zaufany człowiek Nowogrodzkiej najlepiej odnajdzie się w MSWiA – tłumaczy nasze źródło.
Zmiany w resorcie z pewnymi obawami śledzą samorządowcy. Błaszczakowi zarzucali głównie to, że jako współprzewodniczący rządowo-samorządowej Komisji Wspólnej praktycznie nie pojawiał się na jej posiedzeniach, a zamiast tego regularnie przysyłał swojego zastępcę Sebastiana Chwałka. Nie najlepiej układały się też relacje poza samą komisją – minister oskarżał lokalne władze o zaniechania po sierpniowych nawałnicach. – Obawiamy się, że tu zmiany jakościowej nie będzie – kwituje jeden z włodarzy.

MON: Mariusz Błaszczak

Żegnając się wczoraj ze swoimi współpracownikami z MON, Antoni Macierewicz mówił o... potrzebie wyjaśnienia tragedii w Smoleńsku. Wydaje się, że priorytetem dla nowego szefa resortu Mariusza Błaszczaka będą zupełnie inne kwestie. Na ostatniej prostej są negocjacje dotyczące największego zakupu w historii Wojska Polskiego – tarczy przeciwrakietowej Wisła. Wartość kontraktu to kilkadziesiąt milionów złotych. Sukcesem zawarcia umowy nowy minister zapewne będzie mógł pochwalić się za kilka miesięcy.
Co do innych programów modernizacyjnych, takich jak np. zakup śmigłowców, artylerii dalekiego zasięgu czy okrętów podwodnych, to są one znacznie mniej zaawansowane i może być tak, że dużej części z nich nie da się podpisać do końca kadencji. Szczególnie jeśli wymieniony zostanie odpowiedzialny za zakupy wiceminister Bartosz Kownacki. Nowa osoba na tym stanowisku będzie potrzebowała kilku miesięcy, by się wdrożyć. Niezależnie od tego, kto nią będzie, system zakupów sprzętu dla wojska powinien zostać radykalnie zmieniony, co jest zadaniem skomplikowanym, niedającym szybkich efektów i mało medialnym.
Kluczowe dla resortu będzie także odbudowanie relacji z prezydentem. To powinno odblokować awanse generalskie (generałów jest nieco ponad 60, powinno być ok. 100) oraz uruchomić reformę systemu kierowania i dowodzenia Wojska Polskiego, nad którą przedstawiciele BBN i wiceminister Tomasz Szatkowski debatują od kilkunastu miesięcy, a efektu w postaci przyjętej ustawy nie ma.
Wreszcie niewiadomą jest to, czy nowy minister dalej będzie nadzorował Polską Grupę Zbrojeniową. Jeśli tak, to czeka go bardzo trudne zadanie, ponieważ zbrojeniówka wciąż nie doczekała się dobrych produktów i zbyt często głównym pomysłem na przetrwanie spółek jest narzucanie absurdalnie wysokich marży. Z kolei jeśli minister Błaszczak odda nadzór, to pozbędzie się nie tylko ogromnego kłopotu, ale również możliwości obsadzenia co najmniej kilkudziesięciu dobrze płatnych etatów.

MSZ: Jacek Czaputowicz

Szef MSZ natychmiast zostanie puszczony na głęboką wodę. Pokazują to jego pierwsze wizyty zagraniczne, o których Jacek Czaputowicz mówił wczoraj publicznie. Pierwsza przypadnie na Bułgarię, która 1 stycznia objęła przewodnictwo w Radzie Europejskiej. Nowy szef dyplomacji ma przekonywać władze w Sofii, by nie spieszyły się z procedowaniem art. 7 TUE, który teoretycznie może się skończyć nałożeniem sankcji na Polskę za łamanie zasad praworządności. Jak mówił minister, kolejna będzie podróż do Niemiec, naszego najważniejszego partnera handlowego i głównej siły UE. Później Czaputowicz będzie towarzyszył prezydentowi w Nowym Jorku, gdzie zainaugurujemy dwuletnie członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.
Ten uznany teoretyk w dziedzinie stosunków międzynarodowych będzie miał okazję sprawdzić umiejętności w praktyce. Najpoważniejszym zadaniem będzie załagodzenie sporu z Komisją Europejską, a jeśli się to nie uda – bo rząd PiS nie ma zamiaru ustępować – skuteczna budowa koalicji, która miałaby zablokować dalsze procedowanie art. 7. Wyzwanie wyraźnie defensywne, dalekie od ofensywnej budowy Inicjatywy Trójmorza, która miała integrować postkomunistyczne państwa UE. Bo i misja Czaputowicza zakłada w pierwszej kolejności gaszenie pożarów odziedziczonych po Witoldzie Waszczykowskim, choć nie w pełni wynikających wyłącznie z polityki MSZ. Kolejnym przykładem są podupadłe relacje z Ukrainą, zwłaszcza w zakresie sporu o historię.

Ministerstwo Zdrowia: Łukasz Szumowski

Nowy minister ma twardy orzech do zgryzienia: przejmuje zdania po poprzedniku w najbardziej gorącym momencie – w samym środku akcji protestacyjnej lekarzy. Kilka dni temu odbyło się kolejne spotkanie przedstawicieli młodych lekarzy z ministrem Radziwiłłem. Być może właśnie ten spór był jedną z przyczyn, dla których szef resortu zdrowia został ostatecznie zwolniony. Lekarze żądają zwiększenia nakładów na zdrowie do 6,8 proc. PKB do 2021 r. Rząd właśnie przyjął projekt gwarantujący 6 proc. do 2025 r. Medycy chcą też podwyżek dla całego środowiska lekarskiego. W ramach protestu wypowiadają umowy umożliwiające im pracę ponad 48 godzin tygodniowo (tzw. klauzule opt-out).
To tylko początek wyzwań dla nowego ministra: na dniach powinien podjąć decyzję, czy zgodzi się na łączenie dyżurów przez lekarzy. Projekt rozporządzenia ukazał się kilka tygodni temu i miał być jednym z działań ratunkowych dla braku kadry medycznej. Spotkał się z dość ostrą krytyką ze strony lekarzy i pielęgniarek, ale paradoksalnie także dyrektorów szpitali, dla których miało to być pomocą w rozwiązaniu problemu braku specjalistów. Już od nowego ministra zależy, czy podpisze projekt, który przygotował jego poprzednik. Jednym z priorytetów – zapowiadanych przez premiera Mateusza Morawieckiego w exposé – ma być kardiologia i onkologia. Nowy minister zdrowia (który do wczoraj był wiceministrem nauki) jest autorem projektu budowy Instytutu Biotechnologii Medycznej. Instytut ma się zająć produkcją polskich leków innowacyjnych w kardiologii i onkologii.

Ministerstwo Środowiska: Henryk Kowalczyk

To w tej chwili jeden z najważniejszych resortów. Jego dotychczasowy szef Jan Szyszko był ostro krytykowany za wiele rzeczy. Już w grudniowym exposé premier Mateusz Morawiecki zapowiadał wyciszenie sporów z Brukselą dotyczących wycinki w Puszczy Białowieskiej. To będzie jedno z pierwszych i najważniejszych zadań nowego ministra. Kwestionowaną przez Komisję wycinkę już wstrzymano. W końcówce lutego głos w sprawie sporu ma zabrać Trybunał Sprawiedliwości UE. Kowalczyk musi być gotowy na różne warianty orzeczenia.
Kolejna kwestia, która ostatnio nabrzmiewa, to nowelizacja prawa łowieckiego, wokół której jest sporo kontrowersji. Chodzi m.in. o wprowadzenie możliwości sprzeciwu właścicieli ziemi wobec polowań na ich terenie. Resort środowiska może też, współpracując z Ministerstwem Rolnictwa, odegrać ważną rolę w zwalczaniu epidemii ASF (afrykańskiego pomoru świń), która jest śmiertelnym zagrożeniem dla polskich hodowców trzody chlewnej.
Jednym z głównych zadań nowego ministra będzie również walka ze smogiem. W rządzie ma działać specjalny pełnomocnik, ale jego działania nie będą skuteczne bez dobrej współpracy z resortem Kowalczyka, który będzie jednocześnie odpowiadał za wdrożenie prawa wodnego, które weszło niedawno w życie.
Wprawdzie Henryk Kowalczyk nie był do tej pory kojarzony ze sprawami środowiska, ale mimo to jest jednym z najlepiej do tego zadania przygotowanych polityków PiS. Jako szef Stałego Komitetu Rady Ministrów miał bardzo dobrą orientację w sprawach większości resortów i zgłaszanych przez nie projektów, w tym tych autorstwa resortu środowiska. I właśnie pełniąc tę funkcję, odegrał ważną rolę w przeforsowaniu prawa wodnego.

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii: Jadwiga Emilewicz

Dymisja minister Anny Streżyńskiej ze stanowiska szefowej resortu cyfryzacji nie była zaskoczeniem. Sporym za to okazało się stworzenie nowego resortu przedsiębiorczości i technologii z Jadwigą Emilewicz, do niedawna wiceminister rozwoju, na czele. Owszem, nazwisko Emilewicz nazywanej czasami "minister ds. start-upów" przewijało się na giełdzie nominacji, ale raczej w kontekście nowego szefa cyfryzacji.
Co ciekawe, okazuje się, że resort cyfryzacji ma jednak pozostać. Na razie jest pod nadzorem ministra Morawieckiego, a nowy szef jest poszukiwany. Tym samym mamy dwa resorty o przynajmniej częściowo podobnych kompetencjach związanych z rozwojem innowacyjności.
Emilewicz jest bliską współpracowniczką Mateusza Morawieckiego i co ważne – także ważną postacią w Porozumieniu Jarosława Gowina, gdzie pełni funkcję wiceprezesa. W Ministerstwie Rozwoju zajmowała się wdrażaniem funduszy unijnych, innowacyjnością gospodarki, konkurencyjnością oraz instrumentami wsparcia dla małych i średnich przedsiębiorstw. W ostatnich miesiącach zasłynęła zaś działaniami wokół walki ze smogiem i doprowadzeniem do przyjęcia standardów jakości dla kotłów na węgiel. I zapewne kontynuacja tego tematu będzie jednym z zadań, jakimi zajmie się MPiT. Ale nie tylko. Nowy resort ma też sporo zadań związanych z pilnowaniem wydatkowania dotacji unijnych, ale też z kierowaniem działaniami związanymi z rozwojem koncepcji Przemysłu 4.0 i dalszymi inwestycjami w środowisko startupowe.
Nowy resort jednak niekoniecznie przejmie zadania MC. Niekoniecznie nie tylko dlatego, że resort cyfryzacji jeszcze nie został zlikwidowany, ale także dlatego, że w kompetencjach cyfryzacji było pilnowanie dwóch ważnych kwestii, tj. wdrożenia wielkiej reformy ochrony danych osobowych oraz dyrektywy ds. cyberbezpieczeństwa NIS. Obie reformy wchodzą w życie w Unii w połowie roku, wciąż jeszcze nie są do końca wdrożone w Polsce i stanowczo nie podchodzą pod kompetencje nowego resortu, który ma być skupiony raczej na działaniach doraźnych, prorynkowych niż legislacyjnych.

Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju: Jerzy Kwieciński

Nowy minister do tej pory miał silną pozycję, bo był sekretarzem stanu w Ministerstwie Rozwoju i jednocześnie członkiem Rady Ministrów. Teraz jest wyżej jako konstytucyjny minister. Jak wskazują nasi rozmówcy, skupi się w okrojonym Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju głównie na wydatkowaniu unijnych pieniędzy.
Mamy mnóstwo rozpoczętych projektów, na których trzeba się jeszcze mocniej skupić w drugiej połowie kadencji. Inwestycje to wypadkowa w dużej mierze tego, jak poradzimy sobie z rozdysponowaniem miliardów euro z Brukseli. Do tego jest potężny program wsparcia Polski Wschodniej. To jest duży obszar zadaniowy – mówi nasz rozmówca z rządu.
Jerzy Kwieciński w latach 2005–2008 pełnił już funkcję wiceministra rozwoju regionalnego. Był odpowiedzialny za koordynację polityki rozwoju kraju i polityki spójności oraz za negocjacje z Komisją Europejską. Uczestniczył też w przygotowaniu programów operacyjnych. Później zajmował się ekspercko tymi samymi obszarami w Business Centre Club.
Inwestycje są wciąż bolączką naszej gospodarki. Przez cały 2016 r. dołowały, głównie przez brak unijnego paliwa. Pierwsza połowa 2017 r. przyniosła zmianę: spadki zastąpiła stagnacja. Wyjście na niewielki plus to dopiero III kwartał 2017 r., dobra zmiana powinna przyjść dopiero w tym roku.
Kwieciński pod koniec zeszłego roku mówił, że 2017 r. był okresem intensywnego podpisywania umów i przygotowywania zaplecza inwestycji, efekty powinny przyjść teraz. Tamten rok zakończyliśmy wskaźnikiem podpisania umów na poziomie ok. połowy dostępnych środków unijnych na lata 2014–2020. Średnia długość procesu inwestycyjnego to ponad dwa lata, co oznacza, że kumulację inwestycji odnotujemy w latach 2018–2020.
Na pomoc w realizacji tych zdań minister będzie mógł liczyć na dotychczasowych współpracowników. Nasi rozmówcy wskazują, że wśród jego wiceministrów powinno pozostać gros osób z dotychczasowego kierownictwa Ministerstwa Rozwoju.