W piątek przed Sądem Rejonowym w Pruszkowie odbyła się kolejna rozprawa w procesie byłego lidera Komitetu Obrony Demokracji Mateusza Kijowskiego oskarżonego o poświadczenie nieprawdy w fakturach i przywłaszczenie 121 tys. zł ze zbiórek KOD. Zeznania w tej sprawie składał m.in. były członek KOD, profesor filozofii Jan Hartman.

Świadek odniósł się do spotkania zarządu KOD ze stycznia 2017 r., podczas którego przyjęto uchwałę wzywającą ówczesnego przewodniczącego stowarzyszenia Mateusza Kijowskiego do ustąpienia z tej funkcji w związku z informacjami medialnymi. Zgodnie z nimi firma Kijowskiego miała dostawać pieniądze za usługi informatyczne, które - według zarządu KOD - nie były wykonywane.

Prof. Hartman był przewodniczącym tego spotkania. - Byliśmy przeświadczeni, że Kijowski powinien otrzymywać godne wynagrodzenie za swoją ciężką pracę jako szef KOD. To wynagrodzenie musiało być jednak absolutnie poprawne z punktu widzenia formalnego i proporcjonalnej wysokości. Byliśmy jednak zadziwieni wysokością kwoty i samym pomysłem, żeby zastąpić formalne wynagrodzenie fakturami za usługi - zaznaczył profesor.

Jak dodał, zarząd KOD dostrzegał zagrożenie wizerunkowe dla stowarzyszenia w sytuacji, "że pewne kwoty zebrane do puszek mogły ostatecznie trafić do rąk Mateusza Kijowskiego".

Hartman zwrócił też uwagę, że zarząd stowarzyszenia wiedział o "problemach finansowych" Kijowskiego.

- Nie negowaliśmy tego, że firma Kijowskiego część z tych czynności mogła wykonać. Chodzi jednak o nieproporcjonalność i metodę załatwiania problemów finansowych Mateusza. Co do istoty rzeczy, że musimy mu pomóc przetrwać bytowo, skoro zajmuje się codziennie przez wiele godzin sprawami kodu, nie było ani sporu, ani wątpliwości. Nikt nie mówił, że ta firma, czy Kijowski nic nie zrobili w sferze informatycznej, ale też nikt nie twierdził, nawet sam Kijowski, że usługi informatyczne zostały wykonane w pełnym zakresie - zaznaczył.

Prof. Hartman zeznał też, że na spotkaniu zarządu KOD w 2017 r. obecna była również księgowa stowarzyszenia. Z jego relacji wynika, że poruszony wówczas został temat rozbieżności między rzeczywistą datą zwrotu stowarzyszeniu pewnej kwoty pieniędzy przez Kijowskiego a datą na pokwitowaniu.

- Rozmowa była nieprzyjemna, księgowa wyszła z płaczem. Tematem rozmowy była rozbieżność pomiędzy realną datą dostarczenia przez Mateusza Kijowskiego gotówki, a datą zaksięgowania. Księgowa czuła się chyba zmuszana do czegoś, czego nie chciała robić. W domyśle: przyjęcie tego antyksięgowania - mówił świadek.

- Księgowa uważała, że doszło do nieprawidłowości, miała do zarządu KOD żal i zrezygnowała z pracy. Było to bardzo dramatyczne zdarzenie - dodał Hartman.

Dopytywany przez pełnomocnika oskarżonego mec. Jacka Dubois o konkretne zarzuty kierowane przez księgową, nie potrafił przypomnieć sobie szczegółów jej wypowiedzi. Przyznał przy tym, że "nie przedstawiono żadnych konkretnych dowodów i argumentów, że data na dowodzie wpłaty wniesionej przez Kijowskiego została antydatowana".

Pytany przez obrońców o charakter usług, które Kijowski miał wykonywać dla KOD oświadczył, że nie ma szczegółowej wiedzy ws. działań informatycznych b. lidera stowarzyszenia.

Proces w tej sprawie rozpoczął się przed pruszkowskim sądem w czerwcu 2018 r. Były lider KOD nie przyznał się wówczas do winy.

Na ławie oskarżonych oprócz Kijowskiego zasiada też były skarbnik Komitetu Obrony Demokracji Piotr Ch. Jak informowała prokuratura oskarżonym grozi do 8 lat pozbawienia wolności.

Kijowskiemu i Ch. zarzuca się m.in., że poświadczyli nieprawdę w dokumentach w postaci 9 faktur wystawionych przez MKM Studio sp. z o.o. - firmę należącą do Kijowskiego i jego żony - na rzecz komitetu społecznego KOD (6 faktur) i stowarzyszenia KOD (3 faktury) w zakresie wykonanych usług informatycznych. Faktury, zdaniem prokuratury, wystawiono za usługi informatyczne, które firma Kijowskiego i jego żony miała wykonać dla komitetu społecznego i stowarzyszenia KOD. Zdaniem śledczych, usługi te nie zostały wykonane, a Kijowski oraz Ch. mieli przywłaszczyć sobie z tego tytułu 121 tys. zł.

"Pieniądze te pochodziły między innymi ze zbiórek komitetu społecznego KOD" - informowała prokuratura. Obu oskarżonym zarzucono także usiłowanie przywłaszczenia należących do stowarzyszenia KOD 15 tys. zł. Oskarżeni - według prokuratury - mieli nie osiągnąć zamierzonego celu z uwagi na zablokowanie wypłaty należności za wystawione faktury przez członków zarządu KOD. Akt oskarżenia dotyczy okresu od marca do listopada 2016 r.