W czwartkowym artykule "Gazety Wyborczej" pt. "Falenta sypie dziennikarzy związanych z PiS" pojawiły się nazwiska dziennikarzy Cezarego Gmyza i Piotra Nisztora w kontekście współpracy z CBA. W artykule napisano, że na pytania, czy Gmyz i Nisztor byli osobowymi źródłami informacji, nie odpowiedziały ani biuro koordynatora służb specjalnych, ani CBA.

Do tej informacji w czwartek odniosło się na Twitterze samo biuro, publikując fotokopie z wymiany e-maili z jednym z autorów artykułu Wojciechem Czuchnowskim. "W odpowiedzi na Pana maila informuję, że CBA nie współpracuje z dziennikarzami w roli osobowych źródeł informacji" – czytamy w e-mailu podpisanym przez naczelnika Wydziału Komunikacji Społecznej CBA Temistoklesa Brodowskiego. CBA dodało, że "GW" dopuściła się "manipulacji".

"W liście Falenty do prezesa Jarosława Kaczyńskiego z 6 lutego nazwisko Cezarego Gmyza pojawia się trzy razy. Pierwszy: jako współkombatant biznesmena w walce o <odbicie Polski z rąk przestępców>. Drugi: gdy opisuje Gmyza jako świadka jego walki. Pisze: <Pan Cezary Gmyz może zaświadczyć, że nie wahałem się ani chwili>. Trzeci: przedstawia Gmyza jako współpracownika służb specjalnych. Stwierdza: <W tajnej bazie operacyjnej CBA w okolicach Płocka uzgodniłem, że przekażę cały pozyskany materiał. Przekazanie nastąpiło poprzez wprowadzenie informacji z nagrań do systemu operacyjnego CBA przez agentów CBA z wykorzystaniem jako źródła [tu nazwisko informatora], a potem fizycznie przez współpracującego z CBA dziennikarza Cezarego Gmyza. Jestem pewien, że bez wahania to potwierdzą>" – czytamy w czwartkowym artykule "Gazety Wyborczej".

Gazeta dodała, że w kwietniu Falenta napisał drugi list z hiszpańskiego aresztu, tym razem do prezydenta Andrzeja Dudy, którego treść ujawniła "Rzeczpospolita". "Falenta grozi w nim, że ujawni zleceniodawców afery podsłuchowej. Wymienia nazwiska 12 osób z kręgu PiS: prezesa partii, byłego skarbnika, obecnych szefów służb specjalnych – Mariusza Kamińskiego, Macieja Wąsika, Ernesta Bejdę – funkcjonariuszy Jarosława Wojtyckiego i Artura Chudzińskiego (awansowali po wyborach) oraz dwóch dziennikarzy: znów Gmyza i Piotra Nisztora" – napisano.

"W 2014 r. to Nisztor przyniósł pierwsze podsłuchy do redakcji <Wprost>, dzisiaj pracuje w <Gazecie Polskiej>. Napisał nam tak: <Nie znam treści pism Marka Falenty na mój temat. Jeśli faktycznie znalazło się tam moje nazwisko, to mogło to wynikać z faktu, że jako pierwszy dotarłem do taśm z warszawskich restauracji, co wywołało potem potężną aferę>" – czytamy.

W artykule podkreślono też, że Nisztor twierdzi, że "nie ma wiedzy, by za aferą taśmową stali politycy PiS, a jego samego próbowano dyskredytować informacjami o jego rzekomo "niejasnych związkach z CBA". "I dodaje: <Nigdy nie współpracowałem ani też nie współpracuję z żadną służbą specjalną. Nie jestem ani nigdy nie byłem tajnym współpracownikiem, agentem czy funkcjonariuszem. Wobec osób, które wysuwały wobec mnie te nieprawdziwe oskarżenia, złożyłem pozwy sądowe. Sprawy są w toku>" – podała "GW".

Marek Falenta, biznesmen skazany w aferze podsłuchowej, został zatrzymany w Hiszpanii piątego kwietnia br. Wcześniej Sąd Okręgowy w Warszawie na wniosek policji wydał za nim europejski nakaz aresztowania. Hiszpańskie władze wydały Falentę Polsce w piątek i tego samego dnia został przetransportowany do Warszawy.

O tym, że Falenta ma odbyć zasądzoną mu karę 2,5 roku więzienia zdecydował 31 stycznia Sąd Apelacyjny w Warszawie. Odrzucił tym samym zażalenia obrońców, którzy ubiegali się o odroczenie wykonania kary m.in. ze względu na stan zdrowia skazanego.

Falenta miał się stawić w zakładzie karnym 1 lutego, ale tego nie zrobił. Od tamtego czasu się ukrywał i był poszukiwany w związku z nakazem doprowadzenia do aresztu śledczego, który trafił do jednego ze stołecznych komisariatów 6 lutego 2019 r.

Sąd Okręgowy w Warszawie w 2016 r. skazał Falentę na 2,5 roku więzienia w związku z tzw. aferą podsłuchową. Wyrok uprawomocnił się w grudniu 2017 r. Sprawa tyczyła nagrywania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. na zlecenie Falenty w warszawskich restauracjach osób z kręgów polityki, biznesu i funkcjonariuszy publicznych. Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW – Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ – Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju – Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika.

Ujawnione w tygodniku "Wprost" nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska.