O treści orzeczenia poinformowała rzecznik prasowy Sądu Apelacyjnego w Gdańsku Joanna Organiak.

Spór między dziennikarzem a politykiem PO był rozpatrywany w trybie wyborczym. Postępowanie dotyczyło wypowiedzi Gmyza w telewizyjnym Programie "Minęła 20", że "jedną z czołowych osób kierujących SokiemzBuraka jest Krzysztof Brejza, który ma duże doświadczenie w organizacji wydziału nienawiści".

We wtorek Sąd Okręgowy w Bydgoszczy zakazał Gmyzowi rozpowszechniania takich informacji oraz nakazał opublikowanie sprostowania według ustalonej przez sąd formułki w TVP Info między godz. 20-21 w 24 godziny po uprawomocnieniu się orzeczenia, a także opublikowanie sprostowania w formie postu na Twitterze. Od tej decyzji sądu dziennikarz TVP złożył zażalenie.

Sąd Apelacyjny w Gdańsku oddalił we wtorek zażalenie Gmyza. W porównaniu do orzeczenia sądu niższej instancji zmniejszył jedynie rozmiar sprostowania na powierzchni obrazu wyświetlanego u odbiorców.

- Będę składał apelację w związku z orzeczeniem sądu - mówił we wtorek Gmyz. - Ten wyrok jest kuriozalny. Sąd nie dopuścił żadnych wniosków dowodowych z naszej strony i nie dopuścił ujawnienia bilingów z Krzysztofem Brejzą - dodał Gmyz. - Krzysztof Brejza kłamał w swoich wypowiedziach przed sądem - zaznaczył dziennikarz TVP.

Wygrałem proces wyborczy z Cezarym Gmyzem, który w TVP kłamał na mój temat. Tak razem z moją wspaniałą żoną walczymy z kłamstwem - podał Brejza na Twitterze i Facebooku. Wraz z wpisem zamieścił wspólne zdjęcie z żoną przez bydgoskim Sądem Okręgowym.

Mec. Dorota Brejza, która w postępowaniu przed sądem była pełnomocnikiem swego męża, tłumaczyła w tym tygodniu PAP, że początkowo oboje zamierzali wystąpić z pozwem o ochronę dóbr osobistych, ale ostatecznie zrezygnowali z tego. Dodała, że 27 września informacja o tym została zamieszona na Twitterze, a więc Gmyz od co najmniej 10 dni wiedział, że taka sprawa może się pojawić. Co więcej w twitcie skomentował to: "oj będzie się działo, będzie zabawa".

Brejzowie nie wysuwali wobec dziennikarza roszczeń finansowych i nie żądali też przeprosin.