Zdaniem Wojtunika cała sprawa związana z aferą podsłuchową "jest dosyć prosta do wyjaśnienia przez obóz władzy".

- Są dowody na to, opisane już przez dziennikarzy, że osoby blisko związane z PiS-em kontaktowały się z Falentą przed wybuchem afery taśmowej. Wreszcie w CBA jest źródło wiedzy na ten temat, i w ABW, i w innych służbach specjalnych - oświadczył były szef CBA w wywiadzie dla gazeta.pl.

Według Wojtunika z ujawnienia taśm z udziałem polityków PO i PSL w restauracji Sowa & Przyjaciele czerpali profity "w pierwszej kolejności dziennikarze".

- A którzy dziennikarze czerpali zysk? Było "Wprost", ale to była bardziej próbka. A później mistrzem, zegarmistrzem światła i akuszerem jeżeli chodzi o nagrania, był przez dłuższy czas redaktor Gmyz (od 2016 korespondent TVP). Gdzie pracuje redaktor Gmyz, komu kibicuje, z kim pije wódkę, z kim jest po imieniu? - pytał retorycznie Paweł Wojtunik.

- A potem główną stacją, która publikuje nielegalne taśmy, jest TVP, zarządzana przez prezesa Kurskiego, chyba przyjaciela - jak mi się wydaje - pana prokuratora generalnego (...). I ci faceci mówią dzisiaj, że są spokojni o obiektywność tego postępowania - żachnął się Wojtunik.

W poniedziałek "Rzeczpospolita" poinformowała, że Marek Falenta - biznesmen skazany w aferze podsłuchowej - napisał we wniosku o ułaskawienie skierowanym do prezydenta Andrzeja Dudy, że jeśli nie zostanie ułaskawiony, to ujawni, kto za nim stał.

Michał Dworczyk odnosząc się do tych doniesień wskazał w rozmowie w "Sygnałach dnia" w radiowej Jedynce, że Falenta jest skazany prawomocnym wyrokiem sądowym i w czasie procesu był czas na ujawnianie wszystkich informacji, "co myślę, że jako oskarżony uczynił, żeby wybronić się w tej sprawie".

Został skazany i jak wiemy w ramach ekstradycji trafił do Polski i wygląda na to, że zachowuje się jak desperat, starając się wykonywać jakieś nerwowe ruchy, ale jest to kompletnie niewiarygodne - podkreślił szef KPRM.

Jak dodał, te różne oskarżenia, które pojawiają się w przestrzeni medialnej nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Ciekawe jest zachowanie opozycji i części mediów mainstreamowych, dla których do niedawna pan Falenta był źródłem zła i symbolem wszystkiego co najgorsze, a dzisiaj nagle niektórzy chcieliby, żeby stał się autorytetem i wyrocznią w różnych sprawach związanych z tzw. aferą taśmową" - mówił minister.

Dworczyk ocenił, że to zachowanie części mediów i polityków opozycji, to "kolejna, dosyć nieudolna próba ataku" na PiS i pośrednio premiera.

Dopytywany o doniesienia medialne mówiące, że istnieją jeszcze nieopublikowane taśmy z podsłuchów, Dworczyk odparł, że nic nie wie na temat takich taśm. Nie jestem ani pracownikiem prokuratury, ani pracownikiem sądu, w związku z tym opieram się na informacjach ogólnodostępnych, które są takie: proces się zakończył, pan Falenta został skazany prawomocnym wyrokiem; nie mam żadnej wiedzy poza informacjami i plotkami, o których przed chwilą pan redaktor wspominał na temat jakichś dodatkowych taśm - mówił.

Dopóki nie ma dowodów, to poruszamy się w sferze różnego rodzaju plotek i pomówień - dodał Dworczyk.

We wtorek "Gazeta Wyborcza" podała, powołując się na lobbystę związanego z prezydentem Andrzejem Dudą, że Falenta dysponuje nagraniem z centrali PiS z 2014 r., na którym prezes ugrupowania Jarosław Kaczyński komentuje podsłuchy polityków rządu PO-PSL, które Falenta przyniósł do centrali PiS w Warszawie. W spotkaniu - jak podaje gazeta - poza Kaczyński uczestniczyli także "ówczesny skarbnik PiS Stanisław Kostrzewski oraz zaufany człowiek Mariusza Kamińskiego, wiceprezesa PiS, dziś koordynatora służb".

Zastępca rzecznika PiS Radosław Fogiel stwierdził, że nie było żadnych spotkań Kaczyńskiego z Falentą. Wszelkie doniesienia o spotkaniach prezesa Kaczyńskiego z Markiem Falentą to nieprawda - powiedział Fogiel. Nie było żadnego odsłuchiwania taśm, czy rozmów na ten temat - dodał.

W związku z doniesieniami "Rz", posłowie PO-KO zażądali, aby na najbliższym posiedzeniu Sejmu minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro oraz koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński przedstawili informację o tym, co zrobiono gdy list Falenty wpłynął do Kancelarii Prezydenta.

W poniedziałek Kancelaria Prezydenta poinformowała, że wiceszef KPRP Paweł Mucha wystosował do Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego pismo zawierające prośbę o dokonanie oceny prawno-karnej wniosku Marka Falenty o ułaskawienie.

Marek Falenta, biznesmen skazany w aferze podsłuchowej, został zatrzymany w Hiszpanii piątego kwietnia br. Wcześniej Sąd Okręgowy w Warszawie na wniosek policji wydał za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Falenta został wydany Polsce przez hiszpańskie władze w piątek i tego samego dnia został przetransportowany do Warszawy.

O tym, że Falenta ma odbyć zasądzoną mu karę 2,5 roku więzienia, zdecydował 31 stycznia Sąd Apelacyjny w Warszawie. Odrzucił tym samym zażalenia obrońców, którzy ubiegali się o odroczenie wykonania kary m.in. ze względu na stan zdrowia skazanego.

Falenta miał się stawić w zakładzie karnym 1 lutego, ale tego nie zrobił. Od tamtego czasu się ukrywał i był poszukiwany w związku z nakazem doprowadzenia do aresztu śledczego, który trafił do jednego ze stołecznych komisariatów 6 lutego 2019 r.

Falenta został skazany w 2016 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku więzienia w związku z tzw. aferą podsłuchową. Wyrok uprawomocnił się w grudniu 2017 r. Sprawa dotyczyła nagrywania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. na zlecenie Falenty w warszawskich restauracjach osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych. Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW - Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ - Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju - Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika.

Ujawnione w tygodniku "Wprost" nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska.