Polska linia brzegowa to dynamiczny ekosystem, w którym natura nieustannie odbiera to, co kiedyś sama dała. Choć proces ten jest naturalny, jego skala budzi coraz większy niepokój. Eksperci alarmują: polskie wybrzeże znika w oczach, a działania ochronne wciąż pozostawiają wiele do życzenia.
50 hektarów lądu mniej co roku
Jak wynika z danych, które naświetlił już raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK), problem degradacji wybrzeża jest systemowy. Każdego roku Morze Bałtyckie zabiera średnio 50 hektarów polskiego lądu, co wiąże się z ogromnymi kosztami finansowymi, szacowanymi nawet na pół miliarda złotych rocznie.
Proces abrazji jest intensywny niemal na całej długości polskiego wybrzeża. W najbardziej zagrożonych punktach brzeg cofa się nawet o 2 metry w ciągu jednego roku. To realne zagrożenie nie tylko dla przyrody, ale i dla lokalnej infrastruktury turystycznej.
Przykład Jastrzębiej Góry: 100 metrów w pół wieku
Dowody na niszczycielską siłę Bałtyku najlepiej obrazują dane Państwowego Instytutu Geologicznego (PIG-PIB). Analiza zdjęć lotniczych wykonana w Jastrzębiej Górze (okolice tzw. Gwiazdy Północy) pokazuje drastyczne zmiany. W ciągu ostatnich 50 lat morze "zjadło" tam niemal 100 metrów klifu. Jeśli doliczymy do tego dane z lat wcześniejszych, od 1919 roku Bałtyk pochłonął na tym odcinku łącznie 200 metrów lądu.
Naukowcy nie mają wątpliwości: wraz z ociepleniem klimatu i podnoszeniem się poziomu wód, proces ten będzie postępował coraz szybciej. Nie całe wybrzeże jednak traci. Istnieją obszary, gdzie zachodzi proces akumulacji osadów, czyli przyrastania lądu. Dzieje się tak głównie na Mierzei Wiślanej oraz w rejonie wysp Wolin i Uznam (Brama Świny). Tam Bałtyk "oddaje" średnio metr lądu rocznie, jednak jest to znikoma powierzchnia w porównaniu z obszarami, które morze bezpowrotnie pochłania.