Dziennik Gazeta Prawana logo

Jest, a jakby go nie było. PO ma duży problem z programem wyborczym

2 sierpnia 2019, 09:01
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Katarzyna Lubnauer i Grzegorz Schetyna
Katarzyna Lubnauer i Grzegorz Schetyna/Shutterstock
Platforma, przed jesiennym głosowaniem do parlamentu, ma duży problem z programem wyborczym. Polega on na tym, że już go zrealizowała

Platforma Obywatelska zbudowała neoliberalny ład w gospodarce, stworzyła sferę publiczną wedle kanonów liberalnej demokracji, ożywiła lokalne społeczności, wyposażając je w instytucje samorządności. Jej pieśń o nowej Polsce dobrze brzmiała w UE, która sama jest regionalnym parkiem technokratyzmu.

Więc dlaczego przed kolejnymi wyborami PO ma tak małe poparcie?

Nieplanowane dziecko transformacji

Wśród udanego potomstwa III RP jedno było nieplanowane: w globalnym podziale pracy staliśmy się gospodarką poddostawców, mistrzów skręcania śrubek. Naszą specjalnością jest tania praca i duży rynek wewnętrzny dla zagranicznych gości. Dla biznesu wszystko: korzystne warunki zatrudniania pracowników oraz regresywny system podatkowy; polski neoliberalny Lewiatan stworzył przedsiębiorcom duże możliwości obniżania kosztów pracy. Jednocześnie powstały też warunki awansu zawodowego i materialnego dla specjalistów z wysokimi kwalifikacjami. A co z zatrudnionymi w budżetówce, w strefach specjalnych, w coraz większej sferze usług dla międzynarodowego biznesu?

Według GUS 1,5 mln osób pracuje na podstawie umów cywilnoprawnych, 1,1 mln w ramach samozatrudnienia i 3 mln na umowach na czas określony. Ci zarabiają 30 proc. mniej niż ich koledzy na umowie bezterminowej. Do tego trzeba dodać darmowe lub niskopłatne staże oraz setki tysięcy walczących o byt w szarej strefie. Nic dziwnego, że 1,5 mln Polaków to pracujący biedni, którzy ledwo przekraczają pułap płacy minimalnej. Pensje w mikrofirmach wynoszą ok. 2,6 tys. – 2,8 tys. zł brutto, w tym 70 proc. zatrudnionych otrzymuje płace poniżej średniej.

Sukces przyciągał do urn wyborczych wygranych. Jednak kiedy zaczęły się ujawniać coraz większe koszty społeczne wolnego rynku i komercjalizacji usług publicznych, zaczęły rosnąć szeregi niezadowolonych. Bo wytworzone bogactwo przestało skapywać na dół. Złamano podstawowy warunek umowy społecznej: każdy ma coś i nikt nie jest na tyle bogaty, żeby mógł kupić innych. Udział płac w PKB między 1995 r. a 2014 r. spadł o ponad 10 pkt proc. Inne dane też pokazują ważną tendencję: w 2001 r. różnica między średnią krajową pensją a medianą płac wynosiła 300 zł, w 2008 r. – 400 zł, a w 2014 r. – 800 zł (średnia przekraczała 4,1 tys. zł, mediana wynosiła 3330 zł). Niezadowolenie, a nawet gniew tych, którzy nie znaleźli się blisko szwedzkiego stołu III RP, wykorzystał PiS. Mijając Platformę z prawa i z lewa, buduje IV RP: teraz przewodnią rolę odgrywa aparat państwa według sanacyjnej receptury.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj