W środę premier Mateusz Morawiecki powiedział, że wyciek ścieków do Wisły w Warszawie nie jest kontrolowany i stanowi zagrożenie dla mieszkańców miast w dole rzeki. Premier podkreślił, że w sprawie tej "katastrofy ekologicznej" władze Warszawy "chowają głowę w piasek".

Chowanie głowy w piasek, widać po tym, jak władze w Warszawie radzą sobie - w cudzysłowie - z katastrofą ekologiczną. Słyszycie państwo ich ekspertów, a czasami najwyższych urzędników magistratu warszawskiego, że jest to kontrolowany ściek. Nie jest to nic kontrolowanego, jest to niekontrolowany wyciek ogromnej ilości nieczystości, ścieków bezpośrednio do Wisły - mówił w środę na konferencji prasowej w Świecku premier Morawiecki.

Prezydent stolicy był pytany przez dziennikarzy o słowa premiera na środowej konferencji prasowej. - Mieliśmy uzgodnione z rządem i z panem ministrem Dworczykiem, że nie robimy na tym polityki. Rozumiem, że pan premier chce wracać do tego, żeby robić politykę. Jaką głowę w piasek? Rozwiązujemy problem. Wyciągamy konsekwencje natychmiast, jeżeli stwierdzamy, ze coś jest nie tak - stwierdził Rafał Trzaskowski.

Trzaskowski dodał, że jeżeli okaże się, że na etapie planowania, na etapie wykonywania tego projektu, czy eksploatacji (budowa oczyszczalni "Czajka" - przyp. red) będą potwierdzone uchybienia, to na pewno będą wyciągane konsekwencję" - zapewnił prezydent stolicy.

Do awarii jednego z kolektorów, przesyłających ścieki z części lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni "Czajka", doszło 27 sierpnia. Nieczystości skierowano wówczas do drugiego kolektora, który jednak 28 sierpnia przestał funkcjonować. Od tego dnia do Wisły zrzucane są nieoczyszczone ścieki.

W reakcji na awarię premier Mateusz Morawiecki podjął decyzję o budowie alternatywnego rurociągu bezpośrednio przesyłającego nieczystości do oczyszczalni, który zostanie ułożony na nowo budowanym moście pontonowym. Pomoc rządu przyjęły władze stolicy. Jak poinformował we wtorek przed południem szef MON Mariusz Błaszczak, Wojsko Polskie zakończyło już budowę tej przeprawy.