Dziennik Gazeta Prawana logo

Wyborcy impregnowani na afery. Czego jeszcze nauczyła nas kampanijna flauta?

14 października 2019, 06:57
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Wyborcy PiS
Wyborcy PiS/PAP
Kampania wyborcza była krótka, nudna i przewidywalna, ale w jej trakcie można było poczynić kilka ważnych obserwacji.

Bycie u władzy nie szkodzi

W momencie zamykania tego wydania DGP nie znamy jeszcze ostatecznych wyników, ale to, że PiS dojedzie do wyborczej mety na pierwszym miejscu, jest praktycznie przesądzone. To drugi raz w ciągu 30 lat, gdy partia sprawująca władzę kończy kadencję, nie tracąc prowadzenia. Pierwsza była PO w 2011 r., co oznaczało kontynuację rządów. Wcześniej aksjomatem były rządy przez jedną kadencję. Dziś scena polityczna się ustabilizowała. – – podkreśla politolog Antoni Dudek. Zwraca uwagę, że nie tylko było to kolejny raz, gdy rządząca partia prowadziła od początku w sondażach, ale w przeciwieństwie do 2011 r. w tej kampanii była to stabilna dwucyfrowa przewaga.

Frekwencja nie zawsze działa na rzecz opozycji

Takie przeświadczenie pokutowało jeszcze przed majowymi eurowyborami. Gdy w wieczór wyborczy pokazały się wyniki exit polls, przedstawiciele Koalicji Europejskiej pocieszali się, że przecież frekwencja była spora, głosy są jeszcze zliczane, a korekta wyników zawsze działa na ich korzyść. Korekta rzeczywiście nastąpiła, ale na korzyść PiS, które zwiększyło dystans do przeciwników. Nic dziwnego, że przy wyborach parlamentarnych PiS największe siły i środki na ostatniej prostej kampanii przeznaczył na mobilizację wyborców. Wynikało to głównie z obawy o to, że utrzymujące się od wielu tygodni sondaże korzystne dla partii rządzącej mogą uśpić czujność elektoratu. Wiązało się to z drugą obawą, że PiS wygra wybory, ale nie wygra władzy (nie mając wystarczającej większości w Sejmie, by sformułować rząd).

Socjolog polityki Jarosław Flis zwraca uwagę, że gra na jak najwyższą frekwencję jest dość ryzykowna, bo raz może pomóc, a innym razem zaszkodzić. – – przypomina ekspert. –.

Wyborcy impregnowani na afery

Przez większość kampanii opozycja i wielu obserwatorów wypatrywali jakiegoś punktu zwrotnego, matki wszystkich afer, czegoś, co wywróci stolik. PiS zresztą dostarczał niemało materiału analitycznego – mieliśmy aferę marszałka Kuchcińskiego (zakończoną dymisją), aferę hejterską w Ministerstwie Sprawiedliwości (zakończoną dymisją wiceministra Piebiaka) czy wreszcie aferę wokół kamienicy Mariana Banasia (zakończoną – przynajmniej chwilowo – urlopem nowego szefa NIK). Mimo to ani razu w minionej kampanii nie zaobserwowaliśmy tąpnięcia PiS w sondażach. Zdaniem ekspertów złożyło się na to kilka czynników. PiS dyskontuje dobrą koniunkturę gospodarczą, gdy, ogólnie rzecz biorąc, rodakom żyje się lepiej niż jeszcze kilka lat temu. Większość ludzi nie czuła więc potrzeby zmiany władzy, nawet mimo afer.

Lewica dostała tlenu

Od początku kampanii Lewica była jedynym ugrupowaniem, które po spełnieniu minimalnych warunków było skazane na sukces, czyli wejście do Sejmu. PiS, PO czy PSL miały własne kryteria sukcesu znacznie bardziej wyśrubowane. Tymczasem te minimalne warunki Lewicy to połączenie sił i pilnowanie, by nie mieć jakiejkolwiek konkurencji z lewicowym szyldem. A ponieważ dogadali się liderzy trzech największych ugrupowań, to oba warunki zostały spełnione na samym starcie. Premią za te dwa oczywiste ruchy miał być powrót do parlamentu po latach nieobecności przedstawicieli lewicy. Ruch KO z Małgorzatą Kidawą-Błońską jako kandydatką na premiera i późniejsze awanse dla lewicowego elektoratu pokazały, że Platforma traktuje jako zagrożenie konsolidację po lewej stronie.

Opozycja nie ma programu? To nieprawda

To była sztandarowa narracja PiS przez wiele miesięcy. Co więcej, opozycja – zwłaszcza na etapie rozpadu Koalicji Europejskiej po majowych eurowyborach – niewiele robiła, by utwierdzić wyborców w przekonaniu, że jest inaczej, niż twierdzi partia rządząca. Pójście opozycji w kilku blokach spowodowało, że argument o jej byciu wyłącznie anty-PiS-em, stał się z gruntu fałszywy. Wszystkie główne komitety – KO, Lewica i ludowcy – pokazały swoje programy, bez ograniczeń, jakie narzucała na nie formuła wielkiej koalicji. W ostatnich tygodniach dyskutować można więc było nad sensownością tych propozycji, ale już nie nad tym, czy po tamtej stronie jakikolwiek program jest. Problem opozycji jest inny. KO nie potrafiła w tej kampanii opowiedzieć o swoich postulatach.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj