Dokumenty sfotografował, a potem wykorzystał je w rozmowach z wiceministrem Bolesławem Piechą. Namawiał go, by wycofał leki konkurecji z rynku.

Reklama

Historia ta rozegrała się w marcu. Przedstawicielem Serviera był Robert Pachocki. Dokumentację diosmineksu, leku firmy Lekam, udostępnił mu prawdopodobnie jeden z urzędników. Odpowiednikiem i bezpośrednim konkurentem na rynku dla tego preparatu jest detralex produkowany przez Serviera.

"Napisałem w tej sprawie notatkę służbową, którą przekazałem do resortu zdrowia" - mówi Leszek Borkowski, szef Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych. I potwierdza: Pachocki na terenie urzędu przeglądał dokumenty konkurencji i za pomocą aparatu komórkowego zaczął je fotografować.

Dlaczego prezes URPL nie poinformował o sprawie prokuratury? On sam tłumaczy, że sprawa jest dyskusyjna. W niektórych sytuacjach prawo dopuszcza bowiem możliwość wglądu i kopiowania dokumentów konkurencji. Jednak mogą to być tylko te informacje, które nie są tajemnicą producenta. Borkowski przyznaje, że nie ma pewności, czy Pachocki kopiując dokumenty, miał do tego uprawnienia.

Takich wątpliwości nie ma Artur Fałek, dyrektor departamentu polityki lekowej i farmacji w resorcie zdrowia: "Takie zdarzenie nie powinno mieć miejsca. Jest to istotny problem urzędu" - mówi DZIENNIKOWI.

Choć Borkowski twierdzi, że o tym zdarzeniu poinformował resort zdrowia, to biuro prasowe resortu nie potwierdza istnienia tego pisma. Fałek z kolei przypomina sobie, że po incydencie z Pachockim urząd przeprowadził wewnętrzną kontrolę. Dyrektor utrzymuje jednak, że informacje o wydarzeniu Piecha dostał od pracowników ministerstwa. Sam Piecha pamięta to inaczej: "W ramach rutynowych spotkań z prezesem Borkowskim przyjąłem od niego informację na temat tej sprawy" - mówi polityk PiS.

Jak dowiedział się DZIENNIK, sprawa była na tyle poważna, że po jej ujawnieniu prezes Borkowski zaostrzył procedury kontaktów podległych mu urzędników z przedstawicielami firm farmaceutycznych. O tym, czy jakieś konsekwencje poniósł Pachocki, nic nie wiadomo. O zarzutach pod jego adresem nie chcą rozmawiać przedstawiciele Serviera. Firma nie odpowiedziała nam na żadne pytania.

Oburzenia zachowaniem Pachockiego nie kryje Andrzej Wyrzykowski, prezes firmy Lekam, której dokumentacja produktu została skopiowana. "Oficjalnie nikt nas o tym nie informował. Mówili nam o tym nieoficjalnie pracownicy urzędu. Servier mając naszą dokumentację, stara się znaleźć pretekst, by wykluczyć nas z rynku" - mówi DZIENNIKOWI.

Sprawa, którą opisujemy, miała miejsce ponad pół roku temu. Najwyraźniej nie obudziła czujności ministra Piechy, który wówczas nadzorował politykę lekową państwa. Na początku listopada DZIENNIK ujawnił wątpliwości wokół tworzonej przez Piechę listy leków refundowanych. Wątpliwości budziła właśnie działalność Serviera. Opisaliśmy tajemnicze okoliczności, w jakich lek iwabradyna znalazł się na liście. Stało się to kilka godzin po spotkaniu byłego wiceministra z Pachockim w gmachu ministerstwa.