W TVP nie ma komisarzy politycznych, ja zaś nikogo nie cenzurowałem, nie zastraszałem, ani nie podsłuchiwałem - mówił posłom prezes Urbański. I atakował komisję, nazywając ją sądem inkwizycyjnym, który służył "publicznemu spaleniu dwóch ludzi" (jego i prezesa Polskiego Radia Krzysztofa Czabańskiego).

Po wyjściu z sali Urbański oświadczył dziennikarzom, że nie padły żadne konkretne zarzuty, a pięć godzin dyskusji było "kompletnie stracone".

W odpowiedzi przewodnicząca komisji Iwona Śledzińska-Katarsińska powiedziała, że to prezes Urbański bawił się z komisją "w ciuciubabkę".

Wcześniej emocje były tak duże, że trzeba było zarządzić przerwę. Ale i po niej było gorąco. Bo prezes Urbański, który wcześniej spokojnie wysłuchał pytania posła Jerzego Wenderlicha z LiD, po przerwie gdzieś znikł. "To obraźliwe" - oburzała się przewodnicząca komisji.

"TVP i Polskie Radio starają się przekonać opinię publiczną o swojej nadzwyczajnej misji, tymczasem fakty zdają się tej misji przeczyć" - mówiła wcześniej Śledzińska-Katarasińska. Tłumaczyła, że posiedzenie zwołano - i zaproszono na nie prezesów TVP i Polskiego Radia - bo w ostatnim czasie "złym logo TVP" stała się wiceszefowa Agencji Informacji Patrycja Kotecka.

"Nie znam dokonań pani Patrycji Koteckiej jako dziennikarki i też nie wiem, czy informacje, jakie do opinii publicznej docierają, są prawdziwe. Dlatego poprosiłam prezesów obu spółek, aby przedstawili informacje o wszelkich ruchach personalnych w ostatnim półroczu" - mówiła szefowa komisji.

Prezes TVP Andrzej Urbański powiedział, że nie do końca rozumie, na jakie pytania ma odpowiadać. "W sprawie jakich dowodów i jakich faktów ja mam udzielać odpowiedzi. Co to znaczy, że fakty przeczą misji" - pytał. "Odmawiam odnoszenia się do publikacji medialnych, szczególnie jeśli te publikacje są w organach koncernów, które konkurują z TVP" - podkreślił.

W ubiegłym tygodniu DZIENNIK - opierając się na relacji zwolnionego z "Wiadomości" reportera Łukasza Słapka - podał, że wiceszefowa Agencji Informacji Patrycja Kotecka miała wywierać naciski na reporterów, by przygotowywali materiały kompromitujące PO. Według Słapka, nieprzyjęcie oferty Koteckiej było powodem zwolnienia go z "Wiadomości". Kotecka zaprzecza i skierowała sprawę do sądu zarówno przeciwko Słapkowi, jak i redakcji DZIENNIKA. Wydawcy gazety proces wytoczyła TVP.

Media opisywały też sprawę nieprzedłużenia umowy reporterowi "Panoramy" Piotrowi Glicnerowi, czego powodem miał być materiał o katalogach IPN, w którym przypomniał on "sprawę lojalki podpisanej przez prezesa Urbańskiego".