Tak, leży tutaj obok mnie egzemplarz.
Proszę, by któryś z dziennikarzy dopytał pana premiera, czy którykolwiek z poważnych europejskich polityków, kanclerz Merkel, premier Brown czy prezydent Sarkozy, śmiałby wobec mediów publicznych w swoim kraju coś takiego powiedzieć. A chcę zauważyć, że już dwa dni po wyborach politycy PO, na przykład pan Jacek Rostowski, mówili, że głównym celem PO jest odzyskanie mediów publicznych. I to ma być główny element tej wielkiej zmiany według PO - przejęcie kontroli nad obiegiem informacji w Polsce? Dzisiaj Donald Tusk dołącza do chóru Katarasińskiej, Niesiołowskiego i innych. To jest skandal! To nie jest standard demokratyczny.
Ten wywiad też znam.
Nie dziwi i nie przeszkadza. Bo to jest odpowiedź na pytanie, czy będę rozmawiał ze wszystkimi, by bronić mediów publicznych przed próbą ich osłabienia, zlikwidowania, marginalizacji, czyli planu, który zapowiadają ważni politycy PO. Dzisiaj niestety pan premier wspiera swoim autorytetem kompletnie katastrofalną dla mediów publicznych koncepcję likwidacji abonamentu. A przecież z tym pomysłem polemizuje nawet świadom zagrożeń, jakie za sobą niesie, minister kultury w jego rządzie. Ludzie znający temat zdają sobie sprawę, iż doprowadzi to do takiej sytuacji jak na Ukrainie, gdzie całe media są w rękach oligarchów. Ale pomijam już to, co dzieje się w obozie władzy. Powiedziałem już w czasie spotkania z sejmową komisją kultury, że dla mnie głównym celem są media publiczne, które walczą o utrzymanie silnej pozycji na rynku, nie odwracają się do niego plecami. Które zachowują spokój wobec spraw politycznych. To jest ideał, za który mogę zginąć. Byle media przeżyły.
Odpowiem w ten sposób: w ostatniej kampanii wyborczej media poszły na polityczną wojnę, dziennikarze czołowych gazet wygłaszali płomienne mowy i manifesty polityczne, wzywali do głosowania za jednymi a przeciw drugim. Jedynym medium, w którym to dziennikarze i redaktorzy nie składali na antenie ideowych i politycznych deklaracji - oprócz Polskiego Radia - była Telewizja Polska. Jestem rzeczywiście gotów zrobić dużo, by bronić tej niezależności, jestem gotów podpisywać różne porozumienia w tym szczytnym celu.
Odpowiem w ten sposób - jedną z pierwszych moich decyzji była próba pozyskania Moniki Olejnik, co się nie udało i czego żałuję do tej pory. Podobnie próba ściągnięcia do TVP Sławomira Sierakowskiego została niestety zaatakowana przez część środowiska dziennikarskiego.
To plotka wymyślona prawdopodobnie przez zawiedzioną konkurencję. To są sumy dużo mniejsze, nieodbiegające od normalnych stawek gwiazd w TVP.
Było tak - próbowałem pozyskać panią Hannę Lis do "Panoramy". I ona na koniec naszej rozmowy zaskoczyła mnie pytaniem, czy bym nie porozmawiał z jej mężem. Z radością się zgodziłem i zaprosiłem pana Tomasza Lisa na rozmowę. To było ponad dwa miesiące temu. Zawsze mówiłem, iż to jeden z najlepszych polskich publicystów telewizyjnych. Podejrzewałem, że jedyne, co by go mogło interesować w TVP, to prezesura - Tomasz Lis był wtedy członkiem zarządu Polsatu. Jednak będzie teraz w TVP - to cieszy nie tylko mnie, ale i naszych widzów.
Prosiłem tylko o jedno - by był to najlepszy program publicystyczny w polskich mediach elektronicznych i by mówił o sprawach ważnych dla milionów ludzi. Reszta jest jego zadaniem, żadnych innych warunków nie stawiałem.
Panie redaktorze! Od początku mojej prezesury zapraszam do współpracy Lisa, Sierakowskiego, Monikę Olejnik, Bronisława Wildsteina, Grzegorza Górnego. Z częścią się już dogadałem, inne rozmowy trwają. Pana też zapraszam!
Ależ skąd! Żeby była jasność - były dwa programy przygotowywane z udziałem Bronisława Wildsteina. Jeden jego własny, a drugi z udziałem Instytutu Pamięci Narodowej. I od dawna było jasne, że mowa jest o zimowej ramówce.
Nie, z Bronisławem Wildsteinem nie rozmawiałem, spotkałem się w sprawie programu z prezesem IPN Januszem Kurtyką. Bo program Wildsteina będzie przygotowywany przy współpracy z Instytutem.
Oczywiście, że tak. Bo to jest oferta dla wszystkich dziennikarzy, którzy nie mylą roli publicysty, komentatora, analityka z rolą oficera na froncie ideologicznym. Niestety osoby, o których w tej rozmowie mówię, w tym Lis i Wildstein, należą do rzadkości na medialnym rynku.
Bardzo proszę, by pan był ścisły. Pan Parda pracuje już w TVP od pewnego czasu. Przypominam również, że już kilka miesięcy temu podpisałem w imieniu telewizji z Polskim Radiem, Telekomunikacją Polską i PZPN porozumienie w sprawie organizacji EURO 2012. Kilkakrotnie ponaglano mnie, bym wydelegował pełnomocnika do zajmowania się tymi, tak ważnymi, sprawami. Jak tylko się dowiedziałem, że mam u siebie byłego wiceministra sportu, który się tymi sprawami zajmował, to uznałem, że powinienem skorzystać z jego umiejętności.
Spotykam się z każdym, kto chce mnie wysłuchać. Kto chce zobaczyć twarde dane pokazujące, jak naprawdę zachowywała się kierowana przeze mnie instytucja w czasie kampanii wyborczej. Z każdym, kto chce dostrzec oficjalny dokument Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, z którego wyraźnie wynika, iż to nie PiS był na pierwszym miejscu pod względem uwagi poświęcanej poszczególnym partiom w czasie kampanii. Pierwsza była PO! Z każdym, kto chce pamiętać, że to myśmy zorganizowali najważniejsze, oglądane przez miliony Polaków debaty najważniejszych liderów politycznych. Bo choć zdarzały się karygodne wpadki - jak słynne przerwanie meczu - to byliśmy maksymalnie obiektywni.
Będą. Wiem do czego pan zmierza. I od razu mówię - nie będą dotyczyły pani Doroty Maciei i pani Patrycji Koteckiej. W moim przekonaniu Dorota Macieja jest wybitną dziennikarką, która na moją osobistą prośbę zgodziła się wziąć najtrudniejszy kawałek chleba w Polsce - "Wiadomości", program informacyjny o największej oglądalności w kraju.
Pani Kotecka mi zaimponowała swoją odwagą pójścia do Agencji Informacji i próbą zmierzenia się tam nie z politykami, nie z polityką, ale ze stanem zawodu dziennikarskiego w Polsce.
Te relacje, które na temat jej pracy przytaczał DZIENNIK nie niepokoją pana?
To są nieprawdy. Przecież wszyscy doskonale wiedzą, że manipulacje w telewizji publicznej są w ogóle trudne do wyobrażenia - przecież by zrealizować materiał potrzeba trzech formularzy i pracy pięciu ludzi. A już pomijam to, jakie są opinie w środowisku dziennikarzy o panu Łukaszu Słapku, głównym oskarżycielu. Zresztą, jesteśmy - Telewizja Polska i wydawca DZIENNIK - w sporze sądowym w tej sprawie. Zostawmy więc to.
Jeśli nawet, to biorę to na siebie. Być może jestem winny temu, że uwierzyłem w jej entuzjazm.
Oczywiście, że zostaje.
Odpowiem tak - byłem dzień w dzień atakowany przez dwie gazety, "Gazetę Wyborczą" i "Nasz Dziennik". Jeżeli to jest na coś dowód, to na pewno nie na upolitycznienie Telewizji Polskiej. To wskazuje na coś przeciwnego, że nie zrobiłem tego, co było oczekiwaniem dwóch skrajnych opcji w tej politycznej wojnie toczącej się przez ostatnie kilkanaście miesięcy.
Jestem do dyspozycji premiera w każdej chwili. Podobnie jak jestem gotowy spotkać się z każdym wysokim urzędnikiem państwa. Bo wiem, że telewizja publiczna ma szczególne obowiązki także wobec rządu i jego agend. Ale nie ma zgody na naciski polityczne i groźby.
Były nieformalne sygnały brzmiące jak pogróżki, że jeżeli chcesz ocalić twarz, to powinieneś odejść
Tak.
I tak, i tak.
Powiem to tylko sejmowej komisji śledczej, jeżeli oczywiście by mnie wezwała.
Sami bardzo poważni ludzie.
To, co powiedziałem, wystarczy.
Tak, w tych rozmowach pojawiały się i takie groźby.
Nie wiem. Może.