Patrycja Kotecka odniosła się do artykułu DZIENNIKA. Były już dziennikarz "Wiadomości" Łukasz Słapek opowiadał w nim o propozycjach, jakie rzekomo składała mu nadzorująca serwis Kotecka. Chodziło o zlecenie przygotowania materiału kompromitującego Platformę Obywatelską. Kotecka miała obiecać, że dobrze za taki materiał zapłaci. Słapek twierdzi, że gdy odmówił, stracił pracę.

W wywiadzie dla "Gazety Polskiej" Kotecka przekonuje, że nie wywierała nacisków politycznych. Inaczej tłumaczy też powody zwolnienia Słapka. "Dziennikarz został zwolniony z powodu konfliktowości, a zwłaszcza obrażania młodszych stażem koleżanek i kolegów. Wszystko, co zrobił potem, było zemstą za zwolnienie" - zarzeka się Kotecka.

Wiceszefowa Agencji Informacji zapewnia także o obiektywizmie "Wiadomości". "Dla wielu mediów wszystko, co robiła ekipa, było z założenia złe. My nie krytykowaliśmy rządu bez powodu. Identycznie postępowaliśmy w stosunku do opozycji" - przekonuje Kotecka. I zapowiada, że wytoczy kilka procesów o naruszenie dóbr osobistych.

Słapek opowiadał DZIENNIKOWI, że Patrycja Kotecka w czasie kampanii wyborczej zaproponowała mu pieniądze za zrobienie materiału, bo był na tzw. wycenach. "Powiedziała mi, że <bardzo dobrze zapłaci>. Teoretycznie nie można się przyczepić. Ale jest pewna subtelność" - mówił dziennikarz.

Co oznacza nieprzyjęcie oferty Koteckiej, dowiedział się później. Tuż po wyemitowaniu jego materiału w "Wiadomościach" o 19:30 został poproszony przez Dorotę Macieję, szefową redakcji, na rozmowę.

"Poinformowała mnie, że straciła do mnie zaufanie i skierowała pismo do Jarosława Grzelaka, dyrektora Agencji Informacji, o rozwiązanie ze mną umowy. Ja nie jestem człowiekiem, który działa na usługach partii politycznej" - mówił DZIENNIKOWI Słapek.