Boni od początku tworzenia rządu był kandydatem na ministra pracy i polityki społecznej. Jednak jeszcze przed ogłoszeniem nominacji były minister w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego zdecydował się na publiczne wyznanie. Przyznał się, że w PRL podpisał deklarację współpracy z SB. Tłumaczył, że był szantażowany, i że nikomu nie zaszkodził.

Po tych słowach zapadła decyzja, że Boni nie znajdzie się w rządzie. Ale pojawił się pomysł, by został doradcą premiera Donalda Tuska. A potem zapadła cisza. Teraz wiadomo, że w styczniu ma objąć tekę sekretarza stanu w kancelarii premiera.

"W styczniu rozpoczynam oficjalnie pracę. Zajmę się doradzaniem premierowi w kwestiach strategicznych dla rządu. Nie będą to tylko kwestie dotyczące rynku pracy" - potwierdza w rozmowie z "Metrem" Michał Boni.

Zaznacza, że już teraz jest w stałym kontakcie z jego gabinetem. Ale musi jeszcze zakończyć swoją prywatną pracę i wypełnić inne zobowiązania. Wcześniej Boni pracował m.in. w Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych i doradzał różnym prywatnym firmom.