: Powiem pani tak: idąc wczoraj czy dziś przez Warszawę spotykałem się z wieloma sympatycznymi gestami: jakaś kobieta zatrzymuje samochód i krzyczy: "Kocham
Platformę i Palikota”, za chwilę jakiś człowiek mnie zatrzymuje i mówi: "Tak trzymać”, pokazując dłonie w kształcie wiktorii. Oczywiście od czasu do czasu ktoś
powie: "Ale z pana palant”. Ale gdy idę z Sejmu do domu, z sympatycznymi gestami spotykam się pięć razy częściej niż z tymi nieprzychylnymi. Wpisy na blogu też są na moją
korzyść.
Julia Pitera potwierdziła, że twierdzenie, że się o tym nie mówi, to jakieś himalaje hipokryzji. Ale oczywiście jest różnie. Dziś byłem na kongresie pracodawców, gdzie było wielu znanych
ludzi z różnych środowisk: prof. Balcerowicz, Tadeusz Mazowiecki, ksiądz Adam Boniecki. I wszędzie było przekonanie, że to moje pytanie próbowało przełamać prowincjonalizm polskiej
polityki. Ale nie ukrywam też, że są tacy, którzy mówią, że to był błąd, ponieważ pojawiły się interpretacje, że to jakaś zakulisowa intryga Platformy. Oni też mają rację. To
posunięcie miało plusy i minusy. Jaki będzie bilans ostateczny, będzie można ocenić w dłuższej perspektywie.
Nie do końca tak jest. Przecież przez to od kilku dni pokazywane są zbitki: Palikot z wywalonym językiem, obok penis z pistoletem. Pokazywanie takich obrazków bez przypomnienia, po co to
robiłem, przykleja mi etykietkę wariata, czy jak mówi pan prezydent, klauna.
Nie. Ja to wszystko robię z chęci gombrowiczowskiej prowokacji. W zmuszaniu przez prowokację do wysiłku intelektulanego jest szansa na dogrzebanie się do nowej rzeczywistości. Ale zdaję sobie
sprawę, że jako polityk i poseł nie mogę przekraczać jakiejś granicy, bo na trwałe zostanę błaznem.
.
Patrząc po reakcjach, nie. Kiedy zapowiadano dziś moje wystąpienia na kongresie, słyszałem szmer uznania, a nie dezaprobaty.
Odróżnijmy reakcje elit medialnych i politycznych od zwykłych ludzi. To, co robię, stanowi tabu w elitach i dlatego tak jest kontestowane.
No, nie przesadzajmy. Są negatywne opinie. Zawsze w takich wypadkach na dwoje babka wróżyła.
Bo zawsze wychodzi na to, że mam rację. Np. jeśli chodzi o penisa i pistolet, to postępowanie prokuratorskie pokazało, że ten policjant zgwałcił jeszcze 10 innych kobiet. Sprawa prezydenta
oczywiście nie jest wyjaśniona. Najbliższe miesiące, lata pokażą, czy nie ma żadnych kłopotów ze zdrowiem. Generalnie jednak używam mocnych narzędzi, ale zawsze do realnych problemów, a
nie żeby wykreować się PR-owsko. Jeśli chodzi o komisję, to sądzę, że kierownictwo ma świadomość, że to ja wymyśliłem tę formułę, że to autorska sprawa.
Właśnie nie. Mojej matce jest przykro z mojego powodu, moją żonę stawia to wszystko w trudnej sytuacji, i to jest dla mnie dużym ciężarem. Wiem, że dla partii moje zachowanie też jest
problemem. Ale z drugiej strony doskonale wyczułem, że u bardzo wielu ludzi wzbudza to reakcje pozytywne. Do biura Platformy napłynęła też cała masa pism od działaczy Platformy, którzy
wspierali mnie.
Jeżeli chodzi o skutki tego, to przyznaję, że przesadziłem. Cała sytuacja przerosła moje oczekiwania. Nie zdawałem sobie sprawy, że to będzie takie złe dla idei komisji, samej Platformy, no
i dla samego urzędu prezydenta. Ale z drugiej strony, jakbym nie zadał tych pytań w taki sposób, to dawno byłoby po sprawie. Nie byłoby burzy. A przecież zdrowie prezydenta to jest sprawa
publiczna.
Niemniej o moich kłopotach psychicznych się nie plotkuje.
Oświadczam w takim razie, że się nie leczę. Jestem zdrowy, nigdy nie miałem żadnych dolegliwości psychicznych.
Rozumiem, ale w życiu publicznym nie możemy się obrażać na najbardziej absurdalne pytania. Politycy są na nie skazani.
Nie, ja mogę zawsze kategorycznie zaprzeczyć. Co więcej, jeżeli będzie pani uważała za stosowne, to mogę zrobić odpowiednie badania. Jestem pewny, że wynik będzie negatywny. Nie mam
zamiaru chować głowy w piasek. Dziwię się, że Kancelaria Prezydenta zamiast udzielić odpowiedzi, przeprowadziła niesamowity atak na moją osobę. On wywołał burzę. I dziś z tego puktu
widzenia mogę się zastanowić, czy naprawdę warto było. Ale inaczej nie dotknąłbym problemu. Jeśli np. za parę tygodni prezydent znów odwoła np. wizytę zagraniczną, to opinia publiczna
będzie się domagała wyjaśnień i otoczenie prezydenta będzie musiało rozwiać wszystkie wątpliwości.
Nie, akurat oni oceniają to negatywnie. Nie uwierzy pani, ale ja większość tych kontrowersyjnych ruchów nie konstuluję z nimi.
Zgadzam się z panem premierem w sensie skutków tego ruchu. Co do zasadności - pan premier ma pewnie lepszą orientację, więc przyjmuję to.
Nie, zawsze miał do mnie pretensje, że przedkładam osobistą rozpoznawalność nad korzyści i cele partii.
Bo Platforma jest toleracyjna.
Co ja mogę na to powiedzieć? Dziękuję kolegom, że obdarzają mnie takim zaufaniem. Mam szlachetne intencje, ale zdaję sobie sprawę, że robię problem partii. Postaram się już nie
przysparzać jej kłopotów. Mam nadzieję, że moja praca w komisji sprawi, że nie będę widziany już w negatywnym świetle.
Tak. Jestem już arcypoważny. Nie będzie już kontrowersyjnych wpisów na blogu. A jeśli będzie trzeba, przestanę pisać.
Dopóki nie pokonam biurokracji.
Jest mi przykro, ale nie gniewam się. Człowiek pełniący funkcje publiczne musi się liczyć z takimi komentarzami i odwrotnie niż pan prezydent nie podam go za to do sądu.
Powiedział, że nie ma, i trzymajmy się tej wersji wydarzeń. Ja już się nie będę tym zajmował. Życie pokaże.
*Janusz Palikot jest posłem PO