Czarzasty stwierdza w rozmowie z "Rz", że w polityce przyszedł czas na zmiany, ale - zastrzega - nie oznacza to poszukiwania czegoś absolutnie nowego.

Reklama

"Premia" za koalicję?

- Z 30 badań poważnych instytutów wiadomo, że PiS już przegrywa z opozycją – bez względu na to, czy tworzy ona jedną listę, czy wiele list. To, co wydarzyło się w ostatnich wyborach z lewicą, pokazało, że za wspólne pójście dostaje się dużą "premię" - mówi polityk.

Przyznaje, że jest przyzwyczajony do takich eventów, jak ten zorganizowany w ostatnim czasie przez PO, na którym partia przedstawiła pomysł stworzenia Koalicji 276. - Myślę, że zrobili to ze względu na rosnącą pozycję Hołowni. Ogłosili coś, z czym ja się absolutnie nie zgadzam, czyli koniec lewicy, koniec prawicy. Powiedzieli, że ważne są partie bez tożsamości. Ale przecież nie broni tożsamości ten, który jej nie ma - stwierdza.

- Nagle przewodniczący Budka ogłosił to, o czym wydelegowani przez nas ludzie rozmawiali z nimi od miesięcy. Nie mam o to żalu, ale jeśli opozycja ma współpracować – a ma – to nie można chcieć być wszędzie pierwszym. Musimy przyznać, że ktoś jest lepszy w konkretnych sprawach i dać mu prowadzić temat - dodaje Czarzasty.

Smak na władzę

Zapytany co będzie po zapowiedzianej na 20 lutego konwencji Lewicy, zapowiedział, że każda formacja będzie przedstawiała program.

- My nie ogłosimy nowego, bo podstawowe nasze elementy programowe są idealne na czas po koronawirusie – silne państwo, świadczenia zdrowotne, socjalne, edukacyjne - zaznaczył. Wskazał, że SLD czeka jeszcze zjednoczenie z Wiosną. - Czekamy na decyzję sądu - dodał.

- W polityce trzeba umieć czekać. Ja jestem dobrym przykładem tego powiedzenia. Lewica ma smak na władzę. Ja też - zaznaczył Czarzasty.