Prezydent pytany był w czwartek w Polsat News o zbliżającą się drugą rocznicę katastrofy smoleńskiej, m.in. o to, że sprawa ta nie łączy Polaków, o pojawiające się teorie, jakoby pod Smoleńskiem doszło do zamachu, o zawoalowane w wypowiedziach polityków PiS sugestie, że za katastrofę w jakimś sensie odpowiada polski rząd i prezydent.

Reklama

Na pytanie, jak rozładować to napięcie, Komorowski odpowiedział, że wpływa na to czas i opinia publiczna. Prezydent przywołał badania, z których wynika, że 80 proc. respondentów mówi, że czuje, iż w tym wszystkim jest czysta walka polityczna, są interesy partyjno-polityczne, a nie żałoba narodowa albo wspomnienie narodowe.

Według prezydenta, wśród ludzi wyrażających taką opinię są także ci, którzy dwa lata temu po katastrofie smoleńskiej przychodzili w żałobnym nastroju przed Pałac Prezydencki i to powinno dać wszystkim wiele do myślenia.

Prezydent podkreślił, że sam jest po stronie tych 80 proc.. Z niepokojem widzę takie wikłanie pamięci, żałoby, dochodzenia prawdy w zakresie katastrofy smoleńskiej, w czystą grę polityczną i ubolewam nad tym, staram się w tym nie uczestniczyć, nie komentować, robię swoje - mówił.

Przypomniał, że z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem umówili się, że w wyniku wspólnego starania polsko-rosyjskiego miejsce katastrofy smoleńskiej zostanie upamiętnione pomnikiem. Prezydent wyraził nadzieję, że stanie się to w przyszłym roku.

Komorowski przypomniał, że w wyniku jego decyzji - jeszcze jako marszałka Sejmu, pełniącego obowiązki głowy państwa - w Sejmie znajdują się tablice upamiętniające parlamentarzystów, którzy zginęli w katastrofie. Analogiczne są tu w Pałacu, w kaplicy - powiedział.

W opinii prezydenta, wcześniej czy później okaże się, że ci, którzy potrafili swój żal, swoją żałobę adresować do wszystkich ofiar i wszystkich rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej będą zasługiwali w opinii publicznej na jakąś pochwałę. Ci, którzy przesadzają z upartyjnieniem, dzieleniem także tych rodzin, będą odpowiedzialni za to, że opinia publiczna nie będzie chciała słuchać w ogóle na ten temat żadnego przekazu - powiedział.

Prezydent podkreślił też, że bardzo bliskie jest mu stanowisko wielu rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, które - jak mówił - także do niego zwracają się z prośbą, by umożliwić im żałobę, wspominanie, modlitwę jak najdalej od wszelkiej rozgrywki politycznej. Liczą na to, że nie będzie ich osobista tragedia wplątana w ciągłą batalię partyjną - mówił Komorowski.

Prezydent przypomniał, że w Smoleńsku zginęli ludzie wszystkich orientacji politycznych - od lewicy po prawicę, związani z opozycją, jak i z koalicją, ludzie o różnych życiorysach. I jedynym sposobem uczczenia ich razem, to jest jakieś powściągnięcie takiej pokusy, żeby czcić i pamiętać w wymiarze czysto partyjnym - podkreślił.

Na pytanie, w jaki sposób zamierza uczcić pamięć swojego poprzednika, prezydenta Lecha Kaczyńskiego, odparł, że jest to rzecz naturalna. Nie chciałbym mówić o pewnych takich gestach, które wynikają nie z kalkulacji politycznej, tylko z poczucia tego, że znaliśmy się z moim poprzednikiem, były okresy, że się lubiliśmy, że to dotyczy prezydenta - powiedział. Podkreślił, że dla niego są to sprawy naturalności zachowań, a nie kalkulacji politycznej.

Komorowski powiedział, że 10 kwietnia w kaplicy w Pałacu Prezydenckim zostanie odprawiona msza święta. W intencji wszystkich pracowników kancelarii z różnych zresztą okresów - z okresu Lecha Wałęsy, z okresu pana Aleksandra Kwaśniewskiego, ale siłą rzeczy przede wszystkim z okresu pana Lecha Kaczyńskiego, będzie odprawiana msza, także w intencji pana prezydenta i jego żony - powiedział prezydent. Zaproszeni są wszyscy. I z rodziny pana prezydenta Kaczyńskiego i wszystkich innych - powiedział. Wyraził także nadzieję, że będzie to okazja do spotkania w modlitwie i nastroju wspominania, a nie w nastroju bitwy politycznej.