Dziennik Gazeta Prawana logo

Gen. Wojciechowski wyjaśnia, skąd się bierze rozczarowanie Trumpa NATO

Gen. Sławomir Wojciechowski
Gen. Sławomir Wojciechowski/PAP Archiwalny
Szczyt w Ankarze będzie bardzo ważny z punktu widzenia planów USA wobec NATO; rozczarowanie Paktem prezydenta USA bierze się stąd, że niektórzy europejscy sojusznicy wykazali się brakiem zrozumienia dla potrzeb Amerykanów podczas konfliktu na Bliskim Wschodzie – ocenił w rozmowie z PAP generał Sławomir Wojciechowski.

PAP: Czy szczyt w Ankarze będzie najważniejszym w historii sojuszu? Tak mówił kilka dni temu sekretarz Stanu USA Marco Rubio.

Gen. Sławomir Wojciechowski, Przedstawiciel Wojskowy przy Komitetach Wojskowych NATO i UE: Dla każdego, kto bierze udział w szczycie NATO, spotkanie, na którym akurat jest obecny, wydaje się najważniejsze. Szczyt w Ankarze może być jednak bardzo ważny z punktu widzenia planów Stanów Zjednoczonych wobec Sojuszu, ale dyskutowałbym z twierdzeniem czy będzie to najważniejszy szczyt w historii NATO.

Rozczarowanie Trumpa NATO

PAP: Prezydent Donald Trump nie ukrywał ostatnio rozczarowania Sojuszem. Mówił o tym, że NATO potrzebuje „istotnych zmian”. Groził nawet wycofaniem USA z Paktu. Istnieje takie ryzyko?

Gen. S.W.: Takie ryzyko istnieje, ale nie uważam, że mogłoby to nastąpić w najbliższym czasie. Szczerze mówiąc, nie wiem, co takiego strasznego musiałoby się wydarzyć, żeby prezydent USA ogłosił to akurat w Ankarze. Poza tym odkąd sięgam pamięcią, prezydent Donald Trump był krytyczny wobec NATO. Miał zastrzeżenia do Sojuszu w czasie pierwszej kadencji, a nawet kiedy był kandydatem na prezydenta. Czy nam się to podoba, czy nie, w wielu kwestiach jego krytyka była uzasadniona. Wymienię choćby zbyt niskie wydatki europejskich sojuszników na obronność. Myślę, że to rozczarowanie amerykańskiego prezydenta NATO bierze się także stąd, że niektórzy europejscy sojusznicy wykazali się brakiem zrozumienia dla potrzeb Stanów Zjednoczonych podczas ostatniego konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Polska wzorowym sojusznikiem?

PAP: Czy Polska uchodzi za wzorowego sojusznika i członka NATO? Takie opinie można usłyszeć z ust przedstawicieli administracji Donalda Trumpa.

Gen. S.W.: Byłbym ostrożny z takim podejściem, bo modele i wzory, do których mielibyśmy dążyć, ulegają zmianom nawet w NATO. Na pewno jesteśmy sprawdzonym sojusznikiem, jeśli chodzi o realizację zobowiązań dotyczących stopniowego zwiększenia wydatków na obronność do poziomu 5 proc. PKB. Nie ociągamy się z tym, gdyż mamy na to społeczne przyzwolenie. Jesteśmy też wzorcowym sojusznikiem, jeśli chodzi o zdolność do obrony i odstraszania. To bardzo dużo.

Czym jest NATO 3.0?

PAP: Eksperci w Europie i za Atlantykiem są zgodni co do tego, że szczyt w Ankarze rozpocznie nowy etap w historii Sojuszu. Mowa jest o tzw. NATO 3.0? Jak najkrócej opisać tę koncepcję?

Gen. S.W.: To trudne pytanie, bo Amerykanie nie ujawnili wszystkich szczegółów koncepcji przedstawionej przez sekretarza wojny Petera Hegsetha. Chodzi o przejście od czegoś, co w języku NATO nazywa się burden sharing, czyli sprawiedliwego podziału obciążeń do burden shifting, czyli przenoszenia odpowiedzialności na europejskich członków NATO. Najkrócej mówiąc, koncepcja ta sprowadza się do tego, że USA będą mniej obecne wojskowo w Europie, ale utrzymają na kontynencie te zdolności, których sojusznicy europejscy nie posiadają, czyli np. odstraszanie nuklearne. Z kolei państwa europejskie w dużo większym stopniu niż dotychczas będą inwestowały w swe zdolności obronne, z przemysłem zbrojeniowym włącznie.

PAP: Czyli NATO 3.0 będzie oparte na partnerstwie, a nie zależności? Europa weźmie odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo konwencjonalne, podczas gdy USA będą nadal roztaczały nad nami parasol atomowy?

Gen. S.W.: USA będą nadal wiodącym sojusznikiem. Pozostając liderem Sojuszu, chcą się jednak stopniowo „uwalniać” od swych zobowiązań wobec europejskich członków Paktu. O takim przesunięciu akcentów w NATO mówili poprzedni prezydenci USA. To nie jest całkowicie nowa koncepcja. Dziwi mnie to zaskoczenie części Europejczyków.

PAP: Wiceminister obrony narodowej Paweł Zalewski zapewnia, że w sprawie stałej bazy wojsk USA prezydent i szefowie MON i MSZ będą mówić w Ankarze jednym głosem. Jak silne karty ma w tej w kwestii Polska?

Gen. S.W.: Jest duża wola ze strony USA do dyskusji na temat stałej obecności wojska amerykańskich w Polsce. Trudno powiedzieć, czy taka baza ostatecznie powstanie i kiedy, bo decyzja jeszcze nie zapadała. Myślę, że Amerykanów może zachęcić do tego kilka czynników. Po pierwsze nasza silna motywacja połączona z gotowością ponoszenia części kosztów stałego pobytu amerykańskich wojsk. Po drugie fakt, że Stany Zjednoczone są wciąż postrzegane przez polskie społeczeństwo jako najważniejszy sojusznik, co nie jest takie oczywiste w krajach starej Europy. Po trzecie to, że obecna administracja USA postrzega nas jako sprawdzonego sojusznika, który poważnie podchodzi do kwestii bezpieczeństwa militarnego. Nie bez znaczenia jest też wielkość Polski w porównaniu z innym państwami wschodniej flanki NATO, jej centralne położenie, które pozwala na swobodę manewru oraz coraz lepsza infrastruktura transportowa, nie mówiąc już o tym, że staliśmy się w ujęciu dynamiki rozwoju wiodącą gospodarką w UE. To wszystko razem sprawia, że mamy w tej kwestii mocne karty.

Dodatkowi żołnierze USA w Polsce

PAP: „Dziennik Gazeta Prawna” informuje, że dodatkowi żołnierze USA mają być w Polsce w ciągu 3 miesięcy, a decyzja o stałej bazie — pół roku. O takich okienkach czasowych rozmawia się w kuluarach Kwatery Głównej NATO?

Gen. S.W.: Myślę, że takie ramy czasowe są realne. Nie jestem jednak wtajemniczony w te sprawy z prostego powodu – otóż w strukturach sojuszniczych w Brukseli nie rozmawiamy o kwestiach dwustronnych. Moi amerykańscy koledzy z Kwatery Głównej mają dość powierzchowną wiedzę na temat ewentualnej bazy USA w Polsce. Jeśli chodzi o obecność wojsk USA w Polsce, myślę, że zagwarantowany będzie ten poziom, o którym była mowa.

PAP: 10 tys. żołnierzy?

Gen. S.W.: Nie sądzę, ale nie mam dokładnych danych, ponieważ nie brałem udziału w rozmowach dwustronnych pomiędzy Polską a USA.

Rosyjskie prowokacje na terytorium NATO

PAP: Strona amerykańska ostrzegała ponoć Polskę przed o możliwymi rosyjskimi prowokacjami, a nawet ograniczonym wtargnięciem na terytorium NATO. Czy w Kwaterze Głównej była dyskusja na ten temat?

Gen. S.W.: Takie sygnały płyną do Kwatery Głównej. Odbieramy je na bieżąco. NATO poważnie podchodzi do zagrożenia ze strony Rosji i postrzega je jako stały element gry. Zachowujemy dużą czujność i jesteśmy gotowi stawić czoła rosyjskiemu zagrożeniu, w sposób stosowny do jego natury. Co więcej, to, jak zareaguje NATO na ewentualne prowokacje, zostało już określone w szczegółowych planach Sojuszu. Jeśli chodzi o ostatnie doniesienia mediów, nie ma powodu do jakiegoś szczególnego wzmożenia. Sojusz doskonale wie, jakie są intencje i możliwości Rosji, od lat mamy też świadomość, jakie mogłyby być potencjalne cele w krajach NATO.

PAP: Mówimy wciąż o tych samych „słabych punktach” jak państwa bałtyckie czy terytorium Polski i Litwy leżące blisko Obwodu Królewieckiego?

Gen. S.W.: Rosja zawsze wybiera słabszych przeciwników, a z wielu powodów kraje bałtyckie wydają się jej łatwiejszym celem do różnego rodzaju prowokacji czy manipulacji niż Finlandia czy Polska. Oceniamy, że Rosja może przeprowadzić coś właśnie tam, np. na styku granic. Zauważyliśmy też, że rosyjscy wojskowi coraz poważniej przygotowują się do wariantu ewentualnej blokady Obwodu Królewieckiego. Wszystko to bierzemy pod uwagę.

PAP: W dokumencie końcowym ze szczytu w Ankarze ma znaleźć się „niezłomne zobowiązanie” do zbiorowej obrony w ramach artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. To rutyna czy coś więcej?

Gen. S.W.: Nie bagatelizowałbym tego. Potwierdzenie kluczowych zapisów z Traktatu Północnoatlantyckiego jest ważne, bo obaj pamiętamy czasy, w których artykuł 5 interpretowano w NATO w sposób niekorzystny dla Polski. Wtedy wydawało się, że wraz z obwieszczonym „końcem historii” nastały czasy pokoju, zaś wróg rozmył się w nieokreśloności. Wraz z napaścią Rosji na Ukrainę historia „wróciła” do NATO z całą mocą. Dlatego uważam, że przywoływanie artykułu 5 jest konieczne. Robiąc to, NATO daje sygnał całemu światu, w tym Rosji, że do swej obrony podchodzi ze śmiertelną powagą. Powtarzanie zasady kolektywnej obrony ma sens, kiedy z jednej strony USA, główny filar NATO, zaczynają się krytycznie wypowiadać o Sojuszu, z drugiej zaś strony niektórzy sojusznicy nie wywiązują się ze swych zobowiązań w sprawie zwiększenia wydatków na obronność.

Artykuł 5 NATO nie do podważenia?

PAP: Czyli artykuł 5 jest nie do podważenia?

Gen. S.W.: Tego nie wiemy, bo jak mawiał Benjamin Franklin „na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki”. Dlatego dawanie wyrazu wierności fundamentalnym zapisom Traktatu Waszyngtońskiego ma znaczenie. Myślę, że gdyby doszło do realnego zagrożenia, artykuł 5 byłby dziś szybciej wdrożony w życie niż 20 lat temu.

PAP: Pod koniec lipca odchodzi pan ze stanowiska w Brukseli. Nowym Przedstawicielem Wojskowym przy Komitetach Wojskowych NATO i UE w Brukseli został generał broni Piotr Błazeusz. Jakie rady przekaże pan swemu następcy?

Gen. S.W.: Mam w tym względzie ułatwione zadanie, gdyż mój następca doskonale zna się na rzeczy i wie, w którym kierunku zmierza NATO. Był pierwszym zastępcą szefa sztabu generalnego, jest jego doradcą strategicznym. Całkiem niedawno pełnił służbę w strukturach SHAPE, czyli Naczelnego Dowództwa Sojuszniczych Sił NATO w Europie. Od miesięcy dostaje informacje na temat tego, co się dzieje w Kwaterze Głównej w Brukseli. Jeśli miałbym mu coś radzić, to żeby twórczo korzystał ze swego doświadczenia i nie przywiązywał się zbytnio, do tego, co kiedyś było. Mówiąc najkrócej, sprawując to stanowisko, o niektórych rzeczach trzeba pamiętać, a inne trzeba zapomnieć. Najważniejsze, by nie pomylić tych dwóch porządków.

Rozmawiał: Jacek Pawlicki

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
oprac. Piotr Kozłowski

Dziennikarz, redaktor i korektor z wieloletnim doświadczeniem. Przez lata publikował teksty, głównie kulturalne, w rozmaitych mediach, takich jak Gazeta Wyborcza, Wprost, Wirtualna Polska. W Dziennik.pl od 2017 roku, obecnie jako wydawca i redaktor newsroomu.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraGen. Wojciechowski wyjaśnia, skąd się bierze rozczarowanie Trumpa NATO »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj