Trzy lata temu delegacja z Human Rights Watch niewiele się dowiedziała o losie mieszkańców tego arabskiego państwa. Wizyta była krótka, a ekspertów właściwie nigdzie nie chciano
wpuścić. Gdy rok temu władzę przejął król Abdullah, w kraju nastąpiła delikatna odwilż.
Zaczęto mówić o prawach kobiet i pracownikach najemnych, których - do największego producenta ropy naftowej - przybywają dziesiątki tysięcy. Do tej pory nikt nie przejmował się sprawą
wolności wyznania pochodzących głównie z Azji imigrantów. Temat praw kobiet traktowany jest jako tabu, a homoseksualizm uznany za przestępstwo.
Przy tak surowym prawie zgoda króla, by do kraju wpuścić "liberalnych" Amerykanów z HRW, którzy przez trzy tygodnie przepytywać będą urzędników i zwykłych obywateli,
wydaje się nie lada gestem.