Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski 13 marca 2024 roku podjął decyzję o zakończeniu misji ponad 50 ambasadorów oraz o wycofaniu kilkunastu kandydatur zgłoszonych przez poprzednie kierownictwo resortu. "Rząd ponoszący konstytucyjną odpowiedzialność za politykę zagraniczną uważa, że niezbędna wymiana na stanowiskach przedstawicieli Polski za granicą służy lepszemu, profesjonalnemu realizowaniu trudnych wyzwań stojących dziś przed polską polityką zagraniczną" - napisało wówczas MSZ. Według doniesień TVN24 ówczesny prezydent Andrzej Duda odmówił powołania nowych osób, ponieważ "nie da się żadnego ambasadora polskiego powołać ani odwołać bez podpisu prezydenta". Karol Nawrocki kontynuuje linię poprzednika.
Obiekcje prezydenta Nawrockiego
"Mam dwie czerwone linie: Ryszard Schnepf i Bogdan Klich. Nie odpuszczę, bo wiem, że obaj panowie nie są w stanie służyć Polsce godnie. Wstydem jest, że ktoś wpadł w ogóle na pomysł, aby wysunąć ich kandydatury" - powiedział prezydent w wywiadzie udzielonym w czerwcu 2025 roku "Dziennikowi Gazecie Prawnej".
Radosław Sikorski - pirmaaprilisowy żart o nominacjach
"Miło mi poinformować, że do MSZ dotarł właśnie pakiet 42 podpisanych nominacji ambasadorskich. Dziękuję Panu Prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, zwłaszcza za mianowanie apolitycznych dyplomatów którzy służą ojczyźnie z narażeniem życia w Kijowie, Teheranie i Abu Zabi" - napisał w mediach społecznościowych Radosław Sikorski.
"Podpisów nie ma"
W rozmowie WP rzecznik MSZ przekazał jednak, że wpis Sikorskiego to żart z okazji Prima Aprilis. "Żartem jest to, że wciąż nie ma tych podpisów (pod nominacjami ambasadorskimi - red.). Bardzo byśmy tego chcieli, ale podpisów nie ma" - powiedział Maciej Wewiór.
Sikorski zażartował, Pałac Prezydencki odpowiedział
Do sprawy odniósł się później Pałac Prezydencki. "Sprawa polskich ambasadorów i paraliżu służby zagranicznej, jaki wywołał min. Sikorski - jest sprawą poważną. Nie wydaje mi się, aby kiepskie żarty były tutaj wskazane" - napisał na X szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. Jak dodał, "wielu ambasadorów/kierowników placówek niestety uwierzyło i dostaje gratulacje od kolegów z korpusu dyplomatycznego". "Teraz, pełni ambarasu, muszą się z tego głupiego żartu tłumaczyć" - napisał Przydacz. W jego ocenie "zostali upokorzeni".