Biuro Interpolu w Moskwie potwierdza, że ta międzynarodowa organizacja policyjna będzie uczestniczyć w śledztwie. Dlatego, że sprawa śmierci Litwinienki dotyczy kilku krajów.
Po pierwsze Wielkiej Brytanii - bo tam były szpieg mieszkał, został otruty i zmarł w szpitalu. Po drugie Rosji - bo Litwinienko był niegdyś agentem Federalnej Służby Bezpieczeństwa, a domniemani zabójcy prawdopodobnie także pochodzili z tego kraju. Swoje własne śledztwo rozpoczęli też Niemcy - bo Dmitrij Kowtun, jeden z byłych rosyjskich agentów KGB, którzy mogli otruć Litwinienkę, mieszkał w Hamburgu. I wszędzie, gdzie się pojawiał, zostawiał ślady radioaktywnego polonu.
Teraz do śledztwa dołącza Interpol, który ma ułatwić współpracę policjantów z tych krajów. Ale ona już trwa. Bo w Moskwie są brytyjscy mundurowi, którzy szukają morderców Litwinienki. Przesłuchali już Andrieja Ługowoja - innego byłego agenta KGB, który spotkał się z nim w Londynie. W tej rozmowie uczestniczył też Kowtun. Litwinienko trzy tygodnie po tym spotkaniu zmarł w londyńskim szpitalu.
Teraz Ługowoj - uznawany za kluczowego świadka - również leży w szpitalu z podejrzeniem obecności polonu w organizmie. Ale w Moskwie. Brytyjczycy przesłuchali go właśnie tam. Jednak nie ujawniono nawet jednego słowa z jego zeznań.
Nawet jeśli okaże się, że to Kowtun i Ługowoj zaaplikowali Litwinience śmiertelny polon, wciąż zagadką pozostaje, kto zlecił to morderstwo. Hipotez jest wiele. Sam Litwinienko oskarżał prezydenta Putina o wydanie wyroku. Pojawiły się też przypuszczenia, że były rosyjski agent próbował kogoś szantażować wiedzą pochodzącą z archiwum KGB. Jeszcze inna teoria mówi, że zabili go jego kompani w nieczystych interesach, jakie mógł prowadzić.