Kazulin jest zamknięty w kolonii karnej pod Witebskiem za organizację demonstracji przeciwko sfałszowaniu marcowych wyborów prezydenckich. Odbyła się ona w Mińsku bez zezwolenia władz. I za to sąd skazał go na 5,5 roku więzienia.
Można się było spodziewać, że były minister i były rektor Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego będzie próbował się dogadać z Łukaszenką. Ale stało się zupełnie inaczej. Kazulin rozpoczął głodówkę. Jak podkreślał - chciał w ten sposób zwrócić uwagę Zachodu na to, co dzieje się na Białorusi. Czyli całkowite łamanie praw człowieka przez reżim Łukaszenki.
Jednak protest głodowy wycieńczył go do tego stopnia, że lekarze zaczęli się bać o jego życie. Mówili, że jeszcze kilka dni bez jedzenia i Kazulin umrze. Przerwał głodówkę po 53 dniach protestu. Zaczął pić soki. Na razie je tylko owsiany kisiel, by nie podrażnić odzwyczajonego od pokarmu żołądka. Ale wciąż siedzi w więzieniu. I wygląda na to, że dopóki nie zmieni się władza w Mińsku, siedzieć będzie. Bo Łukaszenka nie ma litości dla swoich przeciwników.