To będą jej pierwsze od wielu lat święta Bożego Narodzenia, które Natascha Kampusch spędzi z rodzicami. Przez ostatnie osiem lat do wigilijnego stołu Austriaczka zasiadała sama, z własnoręcznie przygotowanymi ozdobami. W zaciemnionej piwnicy domu mężczyzny, który porwał ją z ulicy jako 10-letnią dziewczynkę.
"Nie miałam tam żadnych okien, więc nie widziałam, jak zmieniają się pory roku. Sama robiłam dekoracje i wieszałam je na ścianach" - wyznała
dziś już osiemnastoletnia Natascha Kampusch. Pod koniec sierpnia tego roku udało się jej uciec z niewoli, w jakiej trzymał ją przez lata 44-letni porywacz. Tego samego dnia mężczyzna
popełnił samobójstwo.
"Chciałam zachować choć trochę z bożonarodzeniowej tradycji, pomogło mi to utrzymać świadomość, kim naprawdę jestem" - opowiada dziś dziennikowi "Österreich".
Tegoroczną wigilię Kampusch spędzi po raz pierwszy od dawna razem z obojgiem rodziców. Jeszcze przed porwaniem świętowała tylko z mamą, bo rozwiedzeni rodzice żyli wówczas osobno.
Nie chce żadnych gwiazdkowych prezentów, żadnych też nie daje rodzicom. "Wystarczy nam, że znów mamy siebie" - wyjaśnia.
"Chciałam zachować choć trochę z bożonarodzeniowej tradycji, pomogło mi to utrzymać świadomość, kim naprawdę jestem" - opowiada dziś dziennikowi "Österreich".
Tegoroczną wigilię Kampusch spędzi po raz pierwszy od dawna razem z obojgiem rodziców. Jeszcze przed porwaniem świętowała tylko z mamą, bo rozwiedzeni rodzice żyli wówczas osobno.
Nie chce żadnych gwiazdkowych prezentów, żadnych też nie daje rodzicom. "Wystarczy nam, że znów mamy siebie" - wyjaśnia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl